Wszystkie wpisy, których autorem jest Monia

ODESZŁA NASZA KREWETKA

Chyba musimy przywyknąć do tego, że życie hodowcy to wieczny młynek emocji i uczuć, na przemian tych wspaniałych i radosnych z tymi smutnymi i ciężkimi. Od prawie roku nasza mała Krewetka walczyła z chłoniakiem. Bywało już naprawdę krytycznie, ale zdarzały się dni totalnie świetne i podnoszące na duchu. Kilka tygodni temu przyszedł pierwszy od dawna kryzys, z którego wydawało nam się, że wychodzimy na prostą, niestety choroba zaatakowała na kilka frontów i przegraliśmy. Chwilę po świętowaniu 8 urodzin przyszło nam utulić naszą słodką kruszynkę do ostatniego snu.

To pierwszy charcik urodzony u nas, który także u nas odszedł. Uczucie przytłaczające i okrutnie przypominające, że im dłużej prowadzi się hodowlę, tym więcej takich momentów nas czeka. Krewecia urodziła dwa mioty (łącznie 5 szczeniąt) i większość życia spędziła jako nasza kanapowa maskotka. Była naszym małym rozweselaczem, domowym komikiem i pocieszycielem… a teraz jej nie będzie. Nie mamy zbyt wiele słów, najważniejsze, że nie ma już cierpienia. Pozostaje nam wspominać tylko te najlepsze lata i liczyć na to, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

MALUCHY DUSZKI NA POKŁADZIE

W ferworze szczeniaczkowego zamieszania nadrabiamy zaległości i tak czas przedstawić ostatni miot planowany na wiosnę. Mamą została filigranowa i zgrabniutka Duszka, a na tatę wybraliśmy dostojnego i samczego Nanu. Zeszłoroczne krycie Karmelkiem z Koloseum zaowocowało dwoma pięknymi i przekochanymi chłopakami (Latte i Lungo), którzy z sukcesami chodzą już po wystawowych ringach. Długo zastanawialiśmy się nad powtórzeniem tego krycia licząc być może na powtórkę tej „jakości” tyle, że innej płci, natomiast ostatecznie postanowiliśmy spróbować skojarzenia z synem Karmelka, który wyjątkowo pasuje nam do Duszki. Oboje są spokojnymi i niekonfliktowymi psami, bezproblemowymi w domowym obyciu i lubiącymi być blisko swoich ludzi. Jak to ostatnio stało się u nas normą, tak i tu liczebność wzrosła i na świat przyszły tym razem trzy maluchy. Pierwszy zawitał solidny grafitowy piesek, spokojny i śpiący misiek, którego kształtna główka od razu wpadła nam w oko. Kolejna na świecie pojawiła się jaśniutko kremowa dziewczynka, pulchna, ruchliwa i bardzo samodzielna. Na zakończenie wyskoczył jeszcze malutki kremowy chłopczyk, równie zwinny i zaradny jak siostra. I tak też cały poród zakończył się w zaledwie 40 minut. Wiele razy pisałam już jak cenne w hodowli są suczki, które wyśmienicie znoszą ciążę, a potem bez problemu rodzą zdrowe i silne maluchy, tak i tu muszę pochwalić Duszkę, mamę na medal, doceniając jak wielkim skarbem jest ta linia suczek w naszej hodowli. Niedługo maluchy otworzą oczy, a my nie możemy doczekać się już jak będą się rozwijać w następnych tygodniach.

PRZEDSTAWIAMY MIOT J3

W całym szaleństwie, które teraz panuje w naszym domu znaleźliśmy w końcu chwilkę na indywidualne fotki najmłodszych maluchów. Małe „kamyczki” stają się coraz bardziej aktywne i wchodzą w pierwsze interakcje. Zapowiada się na to, że będzie to jeden z tych szybko rozwijających się miotów i już niedługo czeka ich przeprowadzka z sypialni do salonu.

Wybraliśmy dla nich wesołe i soczyste imiona, które świetnie oddają urok i w przyszłości mamy nadzieję także charakter tego miotu. Zainspirowane owocami, kojarzące się z ciepłem lata i beztroską radością. Małego i zwinnego kremowego chłopaka nazwaliśmy Jumpin’ Coconut, co oczywiście nawiązuje do jego umaszczenia i żywiołowości.

Chłopak w kolorze ciemnej szarości póki co jest słodkim leniuszkiem stąd imię Jammy Berry.

Ten indywidualista w totalnie unikatowym jak na nasze mioty kolorku – soczystej rudości, podbitej szarą poświatą to Juicy Mango.

Na koniec nasza mała beza, która w tym chłopskim stadzie jest jak wisienka na torcie i zyskała imię – Just A Cherry.

Już teraz wiemy, że z tym miotem będziemy mieli sporo radości i rozrywki – maluchy są totalnie rozgadane, żywe i reagujące na nas prawie od początku. Wszystkie maluchy mają już piękny, ciemny pigment i są dosyć wyrównane wagowo.

MAŁE KAMYCZKI SĄ JUŻ Z NAMI

Na to skojarzenie czekaliśmy wyjątkowo niecierpliwie, nie tylko dlatego, że jest to pierwsze krycie Kamyczka, ale też ze względu na wybranego przez nas samca. Flash to jeden z psów, które od urodzenia rokowały mi na wystawową gwiazdeczkę, charyzmatyczny i pewny siebie samiec, który świetnie pokazuje się w ruchu, o naprawdę całkiem ładnej budowie i fajnej, zbitej masie, której brakuje naszemu Kamyczkowi. Na co dzień Flash zwany też Małym mieszka ze swoją współwłaścicielką w Sopocie lub Danii. Na nasze wielkie szczęście Dominika zdecydowanie zaraziła się bakcylem wystawowym i z naszego małego księciunia w mig zrobiła młodzieżowego interchampiona, a na dodatek przy okazji zgarniając tytuł Młodzieżowego Zwycięzcy Europy. Flash płynął sobie przez ringi zdobywając kolejne championaty, a w drodze do Grand Championa wygrał jeszcze kilka BOBów na polskich międzynarodówkach. Na co dzień to pies idealny, bez żadnych problemów pokazujący się z każdym handlerem i zostający u nas na wakacjach.
Kamyczek to wulkan energii, ciężko ją zatrzymać choćby na sekundę, bo jest to charcik, który zawsze ma coś do zrobienia, a jedyne chwile bezczynności to te spędzane w naszych objęciach, bo jest to przy okazji wyjątkowy pieszczoch. To śliczna i elegancka sunia, o bardzo smukłej sylwetce, często nawet zbyt szczupła ze względu na swoją energetyczność. Odpuściłam z nią wystawy, spodziewając się, że długie oczekiwanie i bezczynność wzbudzi w niej frustrację i uniemożliwi „normalne” pokazywanie się w ringu. Z perspektywy czasu widzę jednak, że Kamyczek mocno się zmienia dojrzewając i trochę żałuję, że nie powalczyła na ringach, chociaż może nic straconego.
Z punktu widzenia hodowlanego jest to dla mnie para idealnie się uzupełniająca zarówno pod względem charakteru jak i fizyczności, dlatego oczekiwanie na efekty tego skojarzenia było tak ekscytujące. Miot J3 na świat przyszedł na pewno niespodziewanie, był bowiem przewidywany kilka dni później, a cała akcja rozpoczęła się bardzo dynamicznie, gdy tylko wyjechałam na wystawę. Na szczęście mój mąż miał już Kamyka na oku i w porę zorientował się, że coś jest na rzeczy. Był to pierwszy poród, który w całości odebrał on sam i jestem naprawdę bardzo z niego dumna. Dzieciaki urodziły się naturalnie, w mniej niż 2 godziny, a Kamyczek okazała się wspaniałą mamą, podobnie jak Saga (jej mama). Na świecie powitaliśmy cztery silne maluchy, o wyrównanych wagach urodzeniowych oscylujących nieco poniżej 200 g. Wśród nich mamy piękną tęczę kolorów – jasno kremowego, izabelowatego i szarego chłopczyka oraz ciepło kremową dziewczynkę. Dzieci rosną w oczach, w pierwszej dobie przybrały po 30 g i po kilku dniach są już bardzo silne i sprawne. Nie możemy doczekać się ich dalszego rozwoju, bo mamy przeczucie, że to będą jedne z tych super szybko dojrzewających szczeniaków. W tej chwili do rezerwacji będzie dwóch chłopców, jeśli jesteś zainteresowany maluchem z tego skojarzenia to zapraszam do kontaktu.

WYSTAWA Z D(R)ESZCZYKIEM

Ostatni weekend był dla nas znowu pełen emocji. W związku z naszym domowym przedszkolem wszystko mamy ostatnio wyliczone co do minuty. Tak też jest z wystawami, na które czas trzeba jakoś wygospodarować, a bywa, że wyjazdy są totalnie na wariackich papierach. W sobotę z rana wybrałam się na międzynarodową wystawę do Głogowa, gdzie wystawiałam trzy nasze charciki. Pogoda od kilku dni była wręcz tragiczna, ciągle padało a temperatury z rana nie dobijały nawet do 10 ° C. Do tego w dzień wystawy zaczęło jeszcze wiać, co dla charcików jest chyba gorsze niż sam deszcz. W końcu zdecydowałam, że czas pokazać jednego z naszych młodych chłopaków i padło na Lungo, który debiutował tydzień wcześniej na wystawie w Babimoście, gdzie niestety nie chciał kompletnie pokazać się w ruchu i tak też zszedł z ringu z oceną doskonałą i drugą lokatą. Wiedziałam, że to zachowanie trzeba na szybko przepracować i jechać dalej. W mojej opinii Lungo to bardzo wyjątkowy, totalnie inny, ale wspaniały pies, którego chyba nigdy w hodowli nie miałam. Jest zaledwie rocznym psem, który jest już bardzo kompletny w budowie i ruchu. Do tego jest psem bardzo spokojnym i opanowanym, nie robiącym w domu „zadymy”, co ceni się ponad wszystko, gdy mieszka z Tobą już większe stado psów. Bardzo w tego młodziaka wierzę i chciałabym, żeby mógł pokazać się światu takim jakim ja go na co dzień oglądam, dlatego bardzo cieszyło mnie, że mimo totalnie beznadziejnej pogody Luniek dał z siebie dużo więcej i pokazał się dużo lepiej. Młody otrzymał Zwycięstwo Młodzieży, JCACIB, a w porównaniu także BOS (Zwycięzca Płci Przeciwnej). Oprócz tego pokazałam także jedną z naszych młodszych suczek – Verenkę, która w zeszłym roku zaliczyła kilka udanych wystaw stając nawet dwukrotnie na pudle na BISach Szczeniąt. Verka potrzebowała trochę czasu, żeby zmężnieć… i nie zmężniała. Jest to filigranowa suczka sprawiająca wrażenie porcelanowej laleczki, natomiast jej charakter, pewność siebie i otwartość do ludzi powoduje, że bardzo dobrze pokazuje się w ringu. Oprócz CWC otrzymała ona także CACIB i tytuł Najlepszej Suki, a w porównaniu Verenka poszła z zupełnie obcą sobie osobą, a mimo to pokazała się tak, że to właśnie jej sędzia przyznała Zwycięstwo Rasy. Na deser jak zwykle wystawiałam też Mushkę, która zdobyła kolejne VCWC i VCACIB oraz tytuł Najlepszego Weterana. Na tej wystawie spotkaliśmy też grono znajomych i dwa nasze „dzieciaki” – Ptyś (Novatica MOONLIGHT SHADOW) otrzymał CWC i Res.CACIB kończąc tym samym tytuł Championa Polski, a Hermes (Novatica DOUBLE TROUBLE) oprócz CWC otrzymał też CACIB i tytuł Najlepszego Psa w Rasie. Po zejściu z ringu okazało się szybko, że to dopiero początek „dreszczyku emocji”, bo czekała na mnie wiadomość, że w domu właśnie zaczyna się poród (oczywiście przed wyznaczonym terminem), dlatego musiałam odpuścić finały i wracać jak najszybciej.
Sędzia: Hanna Woźna-Gil

3 TYGODNIE CZARNEJ PIĄTKI

Fantastycznej piątce leci już czwarty tydzień życia. Wszystkie oczka są już otwarte, były pierwsze odrobaczenia i pierwsze degustacje mięska. Maluchy są bardzo grzeczne i póki co totalnie cichutkie. Dziewczynki bawią się w pierwsze podgryzanki, póki co leniwie leżąc i machając łapkami, a mały rodzynek wciąż potrzebuje naszego wsparcia w dokarmianiu, ale przybiera na wadze i rozwija się podobnie do sióstr, choć jest wyraźnie drobniejszy. Na przekór powadze i elegancji czarnego umaszczenia postanowiliśmy nadać maluchom totalnie słodkie, śmieszne imiona. Pierwsza dziewczyna, oznaczona różowym kolorem to ta o najtwardszym charakterku, powarkująca na rodzeństwo i przepychająca się przy mlecznym barze od pierwszych chwil, słodka, ale twarda jak landrynka, czyli Hard Candy. Druga to jej przeciwieństwo, aniołek zasypiający w dłoniach za każdym wzięciem na ręce – oznaczona pomarańczowym znacznikiem, nasz „święty lizaczek” – Holy Lolly. Kolejna to urodzona dosłownie w kilka sekund i od pierwszych chwil bardzo silna i energiczna, to nasz najmniejszy szalony żelek, więc nadaliśmy jej imię Hyper Jelly, z fioletową obróżką. Największa z dziewczyn, z sierścią w odcieniu ciemnej, gorzkiej czekolady to Hot Chocolate. Na końcu jedyny chłopak w tym babskim stadzie, malutki rodzynek, którego od początku otoczyliśmy specjalną troską ze względu na problemy z utrzymaniem wagi – Hazin’ Raisin (słówko haizin’ w slangu oznacza „chrzest bojowy”, a tym właśnie okazały się trudne początki z małym rodzynkiem). W ostatnich dniach maluchy zawitały w salonie, gdzie przewijają się wszystkie nasze dorosłe charciki, a tuż obok mają o 2 tygodnie starsze dzieciaki z miot G3, dzięki czemu ich rozwój ruszy teraz pełną parą.

Na dzień dzisiejszy po anulowanej rezerwacji dostępna jest największa z suczek – Choco. Jeśli jesteś zakochany w czarnych charcikach i szukasz dla siebie towarzysza to zapraszamy do kontaktu.

COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA – MIOT I3 JUŻ Z NAMI

Ostatnie tygodnie są dla nas emocjonalną przeplatanką i chyba to właśnie pojawienie się w naszym domu tych wiosennych miotów pozwala nam skupić się na tym co piękne i dobre, nie rozpamiętując tego co przykre choć nieuchronne. W czwartkowe południe na świat przyszedł miot I3, niosący kolejny ekscytujący czas pełen oczekiwania jak te maluchy ostatecznie wyrosną. Nieraz już pisaliśmy, że Ziri to dla nas prawdziwa perełka. Uwielbiamy w niej absolutnie wszystko – od piękna fizycznego po niesamowitą osobowość i ogromne przywiązanie do człowieka. Ta suczka to totalna „córunia”, mogłaby nie odklejać się od nas przez całą dobę, co czyni ją szczególnie bliską naszym sercom, a tym samym każdy jej miot jest dla nas ultra ekscytującym doświadczeniem. Tym razem na ojca jej miotu postanowiliśmy wybrać naszego niezastąpionego Chłopczyka, którego potencjał hodowlany bardzo dobrze już znamy. Oba charciki są prawie jednakowych rozmiarów, w naszym mniemaniu są tej idealnej, niezbyt drobnej, ale wciąż bezpiecznie mieszczącej się we wzorcu wielkości. Mają w sobie wiele cech, które bardzo cenimy w charcikowej budowie i wyrazie dlatego liczymy na kolejne, udane połączenie genów. W sposobie bycia obojga z nich można znaleźć taką zabawną nonszalancję, jakby uważali się za lepszych od innych, co w połączeniu z poważnymi minami i powłóczystymi spojrzeniami w stronę innych naszych charcików daje iście komiczny widok. Z góry wiedzieliśmy, że wszystkie maluchy będą w odcieniach szarości i tak też w czwartkowe południe zaczęły kolejno zgłaszać się na tym świecie dwie mniejsze dziewczynki i dwóch większych chłopców „w gamie niebieskości”. Od pierwszych chwil maluchy są silne i turbo witalne, a ich mama jak zawsze niezawodnie opiekuńcza i delikatna. Wśród tych szczeniąt mamy już swojego faworyta i po cichu liczymy, że jedno z nich pozostanie w naszym planie hodowlanym. A tymczasem czekamy też na to czy w ich charakterach pokażą się te szczególne cechy rodziców. Ze względu na swoje urzekające umaszczenia maluchy otrzymały już imiona, inspirowane odcieniami niebieskości wg pantone. Dziewczynki to Iris Bloom i jaśniejsza Iced Aqua, a chłopcy Imperial Blue i Indian Teal.

ŻEGNAJ KLUSECZKO

Każdego dnia coś się kończy, a coś zaczyna… Pochłonięci radością pojawienia się nowego życia w naszym domu musieliśmy jednocześnie przełknąć kolejną gorzką pigułkę zaserwowaną przez matkę naturę. Odeszła nasza seniorka, najstarsza z charcikowych suczek w naszym domu – Kelunia. Już niebawem miała obchodzić swoje 15-ste urodziny, niestety w ostatnich tygodniach zdiagnozowano u niej guza mózgu z przerzutem do oka. Z racji wieku oraz na skutek przebytych już wcześniej udarów nie dało się już nic zrobić. Klusia odeszła wtulona w nasze ramiona, otoczona ciepłem i miłością jaką sama przez te wiele lat nam dawała. Jedna z najsprawniejszych charciczek jakie mieliśmy, skacząca z miejsca na każdą szafkę czy parapet i bezszelestnie z nich zeskakująca; kochająca wszystkich ludzi, nawet totalnie obcych spotkanych na ulicy; złodziejka jedzenia wszelakiego; wspaniała matka i babcia dla kolejnych 5 pokoleń charcików w naszej rodzinie. Po wielu aktywnych i zdrowych latach w końcu i ją dopadła choroba, by nieco uprzykrzyć życie w ostatnich dwóch latach. Mimo to nigdy się nie poddawała i walczyła z nami dzielnie, by być przy nas jak najdłużej. Żegnaj nasza kochana Kluseczko, wierzymy, że wciąż jesteś z nami w swoich dzieciach i wnukach…

CZARNA PIĄTKA JUŻ Z NAMI

Głęboka, stylowa czerń to coś czego trzeba nam było od dawna. Dla pięknej, silnej Alicji, która charakteryzuje się fantastycznym wyrazem głowy, długą szyją, mocną kością, umięśnioną sylwetką, jednocześnie utrzymaną w idealnym wzroście, o gęstej, lśniącej sierści wybraliśmy smukłego i eleganckiego Regisa. Z jego strony do puli dokładamy równie dobrej jakości „czerń”, fantastyczną głowę, szyję i nieco więcej lekkości w budowie ciała. Charaktery obojga są pełne energii i witalności – Regis jest bardzo wesoły i przyjacielski do wszystkich stworzeń na świecie, Alicja jest pod tym względem bardziej „charcia”, na jej zaufanie trzeba sobie zasłużyć, a w naszym stadzie przyjaciół dobiera sobie z rozmysłem, zdecydowanie lepiej odnajdując się z psami dorównującymi jej siłą i sprawnością w zabawie. Łącząc ich w parę zdecydowaliśmy się na niewielki inbred, kumulując nieco geny naszej cudownej Mushki. Znając genotypy umaszczeń tej dwójki wiedzieliśmy, że wszystkie szczenięta w tym miocie urodzą się czarne i szczerze bardzo na nie czekaliśmy, tęskniąc za naszym jakby nie było – ulubionym umaszczeniem. Choć Alicja oszukiwała nas z rozpoczęciem porodu od około tygodnia, to po bardzo długiej ciąży, przenoszonej o kilka dni wreszcie na koniec weekendu doczekaliśmy się pierwszych jego symptomów. Na świat w ekspresowym tempie przyszła fantastyczna, wyrównana piątka krecików, a wśród nich cztery suczki i jeden rodzynek – piesek. Wszystkie maluchy są totalnie czarne, pozbawione jakichkolwiek znaczeń, a na ich finalne odcienie czekamy z niecierpliwością. Póki co muszą nosić znaczniki, bo mamy ogromne problemy, by je rozróżnić – czekamy zatem aż zaczną mieć jakieś wyraźne, indywidualne cechy. Alicja jako mama sprawdza się idealnie, jest ostrożna i opiekuńcza, ale nie przesadnie zaborcza, co w obecnej sytuacji „kilku miotów na raz” jest naprawdę zbawienne, bo zapewne w kilka tygodni stworzymy w salonie jeden wielki kojec z całym naszym szczęściem zgromadzonym razem, a wszystkie mamy będą mogły swobodnie poruszać się wśród szczeniąt bez scen zazdrości o swoje maluchy. Na ten moment wolna do rezerwacji będzie być może jedna z dziewczynek.

KRYCIE NA ODLEGŁOŚĆ

Jeszcze w połowie zeszłego roku zgłosiła się do nas hodowczyni z Norwegii, która chciała pokryć swoją suczkę naszym Nokim. Pojawienie się cieczki przedłużało się i tak nastał grudzień, a tym samym ryzyko, że krycie wypadnie w okresie świątecznym, co znacznie utrudniłoby logistykę – pokonanie bardzo długiej trasy i brak możliwości regularnego badania poziomu progesteronu (konieczny do określenia kiedy wyruszyć na krycie) skutecznie zniechęciło hodowczynię do planowania wyjazdu i tu na szczęście z pomocą przyszła jedna z technik „krycia na odległość”, a konkretnie wysyłka mrożonego nasienia.

Obie strony (właściciel reproduktora jak i hodowczyni po drugiej stronie Bałtyku) musiały wybrać odpowiednie kliniki specjalizujące się w tego typu usługach. Nasienie Nokiego nie było zdeponowane w żadnym z polskich banków nasienia dlatego mogliśmy wybrać dowolnego lekarza i tak padło na doktora Artura Maślaka, z którym miałam przyjemność poznać się już wcześniej przy okazji szkoleń i innych kynologicznych przedsięwzięć.

JAK WYGLĄDA TAKA PROCEDURA?

Stosuje się dwie metody przygotowania nasienia do takiego krycia na odległość – wysyłka nasienia chłodzonego lub mrożonego. Ta pierwsza opcja ma sens wówczas, gdy suczka po drugiej stronie jest już w trakcie cieczki i mamy wyznaczony konkretny dzień krycia. Metoda ta jest znacznie tańsza, ale jednocześnie wymaga bezwzględnie szybkiego dostarczenia przesyłki z nasieniem i natychmiastowego użycia jej „po drugiej stronie”, więc jest dużo mniej bezpieczna w związku z tym, że okno czasowe odpowiedniej do krycia fazy cyklu jest naprawdę stosunkowo niewielkie. My zdecydowaliśmy się na drugą metodę – wysyłkę nasienia mrożonego. Obie strony musiały wypełnić stosowne dokumenty, kliniki zweryfikowały rodowody, a hodowcy zobowiązani byli do podpisania umowy zarówno między sobą jak i kliniką dysponującą nasieniem. Następnie umówiliśmy wizytę, gdzie po identyfikacji chipa oraz krótkim badaniu (obecność jąder w mosznie, brak objawów chorób zakaźnych) pobrano nasienie oraz krew Nokiego.

Krew bada się w kierunku kilku chorób, takich jak bruceloza czy leptospiroza, aby ocenić czy nasienie nie przeniesie żadnej z nich na suczkę, a tym samym nie sprowadzi jej do kraju importera (różne kraje i same kliniki mogą mieć różne wymogi co do badań). Nasienie pobierane jest przez lekarza w sposób manualny, a następnie dzielone na tzw. słomki, czyli pojedyncze dawki inseminacyjne. Część pobranego nasienia podlega specjalistycznej ocenie, która może zakwalifikować je jako odpowiednie do mrożenia i wysyłki.

„Przed przystąpieniem do chłodzenia i mrożenia, nasienie poddawane jest szczegółowej ocenie makro i mikroskopowej, która obejmuje m.in. morfologię plemników oraz procentową ocenę liczby plemników żywych i martwych. Laboratorium oceny nasienia wyposażone jest w wysokiej klasy sprzęt do komputerowo wspomaganej analizy (CASA), dzięki któremu mamy  możliwość oceny ruchliwości plemników (ogólnej), ruchliwości progresywnej, a także koncentracji plemników w ejakulacie.”
WROCŁAWSKI BANK NASIENIA ZWIERZĄT TOWARZYSZĄCYCH

Proces kriokonserwacji nie przebiega obojętnie dla samego nasienia, może uszkodzić część plemników, a tym samym pogorszyć jego jakość, co powoduje, że jeszcze przed zabiegiem ejakulat musi być bardzo dobrej jakości, z parametrami dającymi szansę na sukces przy kryciu po jego rozmrożeniu. Tego dnia Noki oddał trzy dawki nasienia, które zostały odpowiednio podzielone, zamrożone i przygotowane do wysyłki. Po przyjściu wyników badań dostaliśmy zielone światło i specjalny pojemnik wyruszył z kurierem w drogę do Norwegii. Chociaż podróż oczywiście nie mogła odbyć się bez przeszkód to jednak po krótkim postoju w izbie celnej nasza cenna przesyłka trafiła do banku nasienia w Oslo, gdzie poczekała sobie aż do końca stycznia. Kiedy przyszedł właściwy czas, nasienie zostało rozmrożone, ponownie zbadane i suczka została zainseminowana. Kiedy dostaliśmy potwierdzenie, że Duli zaszła w ciążę kamień spadł nam z serca i choć początkowo USG pokazywało ciążę mnogą to ostatecznie utrzymał się tylko jeden zarodek i trochę ponad tydzień temu na świat przyszedł ten piękny, kolorowy chłopak! Jego umaszczenie jest wynikiem australijskich genów w rodowodzie mamy, gdzie takie kolory występują standardowo. Warto zaznaczyć, że Duli skończyła właśnie 8 lat i pojawienie się tego malucha, zwłaszcza z inseminacji tzw. mrożonką to ogromne szczęście. Trzymamy za małego wikinga ogromne kciuki i mamy nadzieję, że jeszcze nie jeden miot urodzi się po naszych psach dzięki tej fantastycznej metodzie.

Źródła: https://kliniki.upwr.edu.pl/rozrod/dla-wlascicieli/bank-nasienia