Fantastycznej piątce leci już czwarty tydzień życia. Wszystkie oczka są już otwarte, były pierwsze odrobaczenia i pierwsze degustacje mięska. Maluchy są bardzo grzeczne i póki co totalnie cichutkie. Dziewczynki bawią się w pierwsze podgryzanki, póki co leniwie leżąc i machając łapkami, a mały rodzynek wciąż potrzebuje naszego wsparcia w dokarmianiu, ale przybiera na wadze i rozwija się podobnie do sióstr, choć jest wyraźnie drobniejszy. Na przekór powadze i elegancji czarnego umaszczenia postanowiliśmy nadać maluchom totalnie słodkie, śmieszne imiona. Pierwsza dziewczyna, oznaczona różowym kolorem to ta o najtwardszym charakterku, powarkująca na rodzeństwo i przepychająca się przy mlecznym barze od pierwszych chwil, słodka, ale twarda jak landrynka, czyli Hard Candy. Druga to jej przeciwieństwo, aniołek zasypiający w dłoniach za każdym wzięciem na ręce – oznaczona pomarańczowym znacznikiem, nasz „święty lizaczek” – Holy Lolly. Kolejna to urodzona dosłownie w kilka sekund i od pierwszych chwil bardzo silna i energiczna, to nasz najmniejszy szalony żelek, więc nadaliśmy jej imię Hyper Jelly, z fioletową obróżką. Największa z dziewczyn, z sierścią w odcieniu ciemnej, gorzkiej czekolady to Hot Chocolate. Na końcu jedyny chłopak w tym babskim stadzie, malutki rodzynek, którego od początku otoczyliśmy specjalną troską ze względu na problemy z utrzymaniem wagi – Hazin’ Raisin (słówko haizin’ w slangu oznacza „chrzest bojowy”, a tym właśnie okazały się trudne początki z małym rodzynkiem). W ostatnich dniach maluchy zawitały w salonie, gdzie przewijają się wszystkie nasze dorosłe charciki, a tuż obok mają o 2 tygodnie starsze dzieciaki z miot G3, dzięki czemu ich rozwój ruszy teraz pełną parą.
Na dzień dzisiejszy po anulowanej rezerwacji dostępna jest największa z suczek – Choco. Jeśli jesteś zakochany w czarnych charcikach i szukasz dla siebie towarzysza to zapraszamy do kontaktu.





