Archiwum kategorii: ZDROWIE | HEALTH

WSZYSTKO O ALGACH

W diecie naszych charcików od wielu lat stosujemy preparaty z alg znane ze swoich szerokich właściwości prozdrowotnych i określane mianem „superfood”. Na rynku pojawia się coraz więcej tego typu preparatów, a ja już jakiś czas temu zaczęłam szukać informacji na temat różnic i konkretnych zastosowań każdego z nich. Ostatnio nasza ulubiona marka Holista wypuściła nowe produkty, które koniecznie musieliśmy wziąć pod lupę i oczywiście przetestować.

Dzięki konsultacji z dietetykiem marki powstał także krótki artykuł o tym jakie są różnice między chlorellą, spiruliną i algą morską (Ascophyllum nodosum), ponieważ mimo podobieństw nie są one stosowane zamiennie.

Czym się różnią między sobą spirulina, algi morskie i chlorella?
Aby dobrze zrozumieć różnice, musisz wiedzieć, że algi dzielimy ze względu na ich rozmiary – makroglony (algi makroskopowe) oraz mikroalgi (algi mikroskopowe).
Makroglony to już złożone organizmy wielokomórkowe, które rosną w środowiskach morskich. Mikroalgi to organizmy jednokomórkowe, które mają zdolność wzrostu w różnych warunkach środowiskowych. Niebiesko-zielone algi to mikroalgi; są one również nazywane sinicami ze
względu na ich typ komórek prokariotycznych. Są one najstarszymi formami życia na Ziemi i odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu równowagi ekosystemów wodnych. Spirulinę powinniśmy więc określać mianem cyjanobakterii, a nie algi, ponieważ spirulina należy do innej grupy organizmów niż algi.

CHLORELLA to gatunek zielonej algi, który jest bogaty w chlorofil, białka, witaminy A, C i K, minerały oraz antyoksydanty. Chlorofil ma właściwości detoksykujące i może pomóc w oczyszczeniu organizmu z toksyn. Charakteryzuje się doskonałym profilem odżywczym: ma wysoką zawartość białka (do 60%) a także jest bogata w witaminy z grupy B. To właśnie chlorelli zawdzięczamy naturalny pigment, który jest stosowany w celach zdrowotnych, kosmetycznych i spożywczych. Ma ona także właściwości pochłaniania metali ciężkich, powinna być więc spożywana przez zwierzęta (i ludzi), ponieważ żyjemy w coraz bardziej zatrutym środowisku. Nie jest źródłem jodu w diecie i może być stosowana u psów z nadczynnością tarczycy.

Poza właściwościami oczyszczającymi organizm chlorella bogata w chlorofil stosowana regularnie wykazuje także właściwości neutralizujące nieprzyjemny zapach skóry oraz z pyszczka.

SPIRULINA jest wielokomórkową cyjanobakterią, która ma długi, walcowaty kształt. Spirulina rośnie w ciepłych wodach zarówno słodkich jak i słonych na całym świecie. Zawiera ona dużo białka, witaminę A, ważną w profilaktyce chorób oczu; witaminy z grupy B w tym witamina B12, która prawie nigdy nie występuje w roślinach. Jest świetnym źródłem magnezu, ale także żelaza, potasu, wapnia, miedzi i manganu. Spirulina może pomóc we wzmocnieniu układu odpornościowego, redukcji stanów zapalnych, poprawie trawienia oraz zmniejszeniu ryzyka chorób serca i chorób nowotworowych. Polecana także w okresie zwiększonego obciążenia organizmu i intensywnych treningów. Wykazuje działanie przeciwhistaminowe, które wpływa na zmniejszenie reakcji alergicznych. Podobnie jak chlorella – nie jest źródłem jodu w diecie.

Spirulina to jeden z naszych obowiązkowych supli kiedy przygotowujemy się na nadejście wiosny. Wtedy to wspomaga regenerację i wymianę okrywy włosowej oraz wspiera psy w pierwszych tygodniach powrotu do wzmożonej aktywności fizycznej. Stosujemy ją także u naszych suczek w okresie ciąży i karmienia, a także całorocznie u psów z większymi tendencjami do alergii czy nietolerancji.

ALGI MORSKIE Ascophyllum nodosum to gatunek brązowej algi, który jest bogaty w jod, potas, magnez, żelazo, wapń i błonnik. Mają wiele właściwości zdrowotnych dla zwierząt, w tym wspomagają pracę tarczycy (jod) przez co pozwala układowi hormonalnemu i odpornościowemu na prawidłowe funkcjonowanie. Algi wspierają doskonałą kondycję skóry i sierści, wysycają pigment włosa, mają pozytywny wpływ na układ trawienia, a nawet poprawiają wskaźniki rozrodcze. Należy pamiętać o dokładnym dawkowaniu, aby nadmiar jodu nie doprowadził do żywieniowej nadczynności tarczycy.

Ponieważ badania wykazują, że algi morskie mają pozytywny wpływ na stan zdrowia jamy ustnej – zmniejszają gromadzenie się płytki nazębnej i kamienia to używamy ich w ramach profilaktyki i wspomagania higieny uzębienia naszych charcików.

Wszystkie te preparaty kryją w sobie bogactwo cennych składników odżywczych, minerałów i witamin, stymulują układ immunologiczny, a ich regularne stosowanie wspomaga psie organizmy w zdrowym i harmonijnym funkcjonowaniu. Mogą być stosowane w każdej diecie, nawet jeśli karmicie swoje charciki suchą karmą (która teoretycznie jest już zbilansowana). My nie wyobrażamy już sobie braku dodatków żywieniowych w diecie naszych psów.

Źródło: www.holista.pl

ZDANIEM WETA #2 PASOŻYTY ZEWNĘTRZNE

Dziś pora na drugą część rozmów o naszych niechcianych lokatorach. Zbliża sią wiosna i czas szczególnie zastanowić się nad zabezpieczeniem naszych charcików przed pasożytami, które już niebawem zaatakują z każdej mijanej kępki trawy. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach nasze psy narażone są na „atak” cały rok i w każdym środowisku dlatego też Paulina przygotowała dla nas trochę informacji, by zaznajomić nas z wrogiem i dowiedzieć się jak z nim walczyć.

ZDANIEM WETA

W zasadzie, to pozostajemy w temacie robali. Były robale w przewodzie pokarmowym (nie ruszaliśmy robali płucnych, sercowych, pasożytów krwi i w ogóle, ale tak, one istnieją i fajnie jest jak gdzieś tam coś się nam obije o uszy), ale dzisiaj czas na robale NA psie. Robaki na psie, czyli pasożyty zewnętrzne powinny być trochę prostsze i trochę mniej science fiction niż robale w środku. Słowo „powinny” jest tutaj dość kluczowe, bo jak pokazuje moje doświadczenie to nie każdy wierzy w to, że jego piesek może złapać pchełkę, czy kleszcza. Innego wszoła, świerzb, nużeńca (no dobra, ten nużeniec to trochę inna bajka, ale o tym zaraz). Bo to, że pies sąsiada może mieć, to ło pani, pewno, że ma!

Zacznijmy od podstaw – każdy pies ma możliwość złapania pchły, kleszcza, wszoła też.
Ze świerzbem już jest trochę ciężej. Najbardziej warte podkreślenia jest tutaj to, że tak samo jak z pasożytami jelit, tak i pasożyty zewnętrzne możemy przynieść psu my sami, osobiście. Na spodniach, płaszczach, sznurówkach, choince (!) itd. Nie oznacza to oczywiście, że mamy wszyscy już zaraz wpadać w paranoję. Ale budujemy świadomość tego, że takie rzeczy się zdarzają. Nie mamy na to wpływu, nic z tym nie zrobimy. Zresztą, klientka opowiadała mi, jak kiedyś sobie choinkę do domu przyniosła. Choinka postała chwilę w cieple i rozpełzło się z niej stado kleszczy. No i co zrobić? No nic, pogodzić się z losem.
I o ile jeszcze standardowemu właścicielowi ten kleszcz to jakoś jeszcze przejdzie przez myśl, o tyle pchła?! No gdzie, przecież pies śpi z nami w łóżku, nie ma kontaktu z psami, kotami i innym paskudztwem. Serio, każdy pies może mieć pchłę. I warto to zaakceptować. Im szybciej, tym znacząco lepiej.

PCHŁY
Nie będę nikogo raczyć nazwami łacińskimi, cyklem rozwojowym i innym takim. Najważniejsze rzeczy dotyczące tych małych plugawych żyjątek

  • Pchła NIE żyje na psie. Pchła żyje w otoczeniu, pod dywanem, w sianie/słomie, pod deskami budy, pod wykładziną… itp. Jak widzisz pchłę na psie, to ona właśnie się posila. Skacze na psa, gryzie go w dupsko (czy inne miejsce na ciele, ale z reguły okolica zadka jest spoko), zeskakuje, rozmnaża się i tak w kółko. Znaczy aż do śmierci.
  • Pchła NIE lubi człowieka. Serio, to nie tak, że jak pies ma pchły, to one od razu będą gryzły człowieka. One nas nie lubią, więc jak mają do dyspozycji psa, czy kota, jesteśmy nieatrakcyjni.
  • Pchła może przenosić tasiemca. I to już jest raczej na pewno bardzo mało zabawne. Ja wiem, że każdemu się wydaje, że no jakby połknięcie pchły nie jest łatwe. Skoro gdzieś są ludzie, którzy policzyli, ile zjadamy pająków (FUJ!) w ciągu życia, to nie wierzę, że nie zjemy pchełki. Pchełki, która skacze, jest malutka i może tam wpaść przypadkiem.
  • Niestety istnieją zwierzęta o znacznej nadwrażliwości na ukąszenie takiej pchełki. Wystarczy jedna, jedyna pojedyncza, która posili się na naszym zwierzu i zwierz ten zaczyna intensywnie się gryźć, wydrapywać itp. W zasadzie to zachowuje się jak my, po pogryzieniu przez komary. Stan taki nazywamy APZS (tj. alergiczne pchle zapalenie skóry). I jest to uciążliwe dla psa.

KLESZCZE
Mamy ich na terenie kraju kilka gatunków. Różnią się wyglądem i miejscem występowania.

  • Ustalmy najważniejsze i podkreślmy to sobie – KLESZCZE zabijają nam psy. Zabijają moich pacjentów. Zabijają dlatego, że czasem właściciel psa czeka za długo; zabijają dlatego, że czasem objawy choroby są wybitnie atypowe; zabijają czasem mimo szybkiej reakcji właściciela, szybkiego rozpoznania oraz dołożenia wszelkich starań. Z tym dziadostwem nie ma żartów.
  • Rzecz jasna, żeby kleszcz zabił sam z siebie to nie jest proste. Jednakże, kleszcze przenoszą wiele chorób: babeszjoza, anaplazmoza, erlichioza, borelioza (TAK! Borelioza też może występować u psów! A babeszjoza to nie to samo, co borelioza).
  • Kleszcz potrzebuje różną ilość czasu, żeby zarazić naszego psa. W zależności od tego, którym cholerstwem zarażony jest kleszcz, czas ten może się różnić. Autorzy podają czasy od 24-48h żerowania.
  • Kleszcz w teorii wybiera sobie miejsca o cienkiej skórze do wbicia się – pachwiny, pachy itp. W praktyce wyjmowałam kleszcze z: moszny, przestrzeni międzypalcowych, spodniej części ogona, odbytu, sromu i całego ciała. Za to w internetach można znaleźć kleszcze na dziąsłach, w uszach, itp.
  • W naszych obecnych warunkach pogodowych w kraju (tj. zimy raczej dość ciepłe; dużo słońca; ujemne temperatury po 2-3 dni) kleszcze są przez cały rok. Nie idą spać. I jeśli Wasz lekarz o tym mówi, to naprawdę nie chce zbić na Was kasy. W tajemnicy Wam powiem, że stanowczo więcej zarabia się na leczeniu niż profilaktyce. Ale ćśśśś. Żeby się nie wydało.

NUŻEŃCE
Nużeniec to taki trochę mój ulubiony pasożyt skóry psów (a ja w dermatologię to tak nie za zbytnio).

  • Najważniejsze, co musicie wiedzieć o nużeńcu to fakt, że wszystkie psy go mają. To taki ich kompan, kolega, komensal, żyje sobie i… jest fajny. Cudownie wygląda pod mikroskopem, jest takim uroczym robaszkiem z łapkami. W ogóle mega ciężko go u zdrowego psa znaleźć (u chorego czasem też).
  • Skąd więc ta „jazda” na leczenie nużycy? Nużeniec jest trochę jak Escherichia coli (to te super miłe bakterie w okrężnicy). Dopóki organizm jest zdrowy, to ich populacja jest na odpowiednim poziomie i wszyscy żyją w zgodzie, nie dając objawów. Jednakże przy: spadku odporności, niedoczynności tarczycy, stresie itd. nużeniec może się trochę rozhulać (jak studenci na Juwenaliach). Mnożą się i zaczynają dawać objawy.
  • Nużyca NIE JEST zaraźliwa dla innych psów.
  • Nużyca NIE swędzi, ale swędzą powikłania.
  • Najgorsza forma nużycy to postać uogólniona. Najcięższa do leczenia, najbardziej upierdliwa dla psa.

ŚWIERZBOWIEC

  • jest obrzydliwy, paskudny, wredny, wygląda jeszcze gorzej… i niestety jest ZARAŹLIWY. To ważne. W zasadzie przy jednym psie ze świerzbowcem w domu możemy spokojnie zacząć leczenie całego stada.
  • Swędzi! Swędzi na tyle intensywnie, że w krótkim czasie dochodzi do nadkażeń bakteryjnych skóry. Iii tak w kółko.

To rzecz jasna nie wszystkie pasożyty skóry psów, ale już widzę, że wychodzi za długo na krótką notkę, a że temat średnio przyjemny (no nie lubię dziadostwa, bo mnie potem wszystko swędzi) to zacznę się zbierać do tematów ważnych i ważniejszych.

DIAGNOSTYKA
Chyba najważniejsze do podkreślenia jest tutaj, że diagnostyka WSZYSTKICH schorzeń dermatologicznych jest: długa, mozolna, kosztowna, czasem wymaga wielu wyrzeczeń zarówno od psa, jak i od nas. Dotyczy to skrótowo wszystkich schorzeń, nie tylko o obecności jaśnie państwa wymienionych powyżej. Z najprostszych możliwości diagnostycznych w kierunku pasożytów zewnętrznych należy pamiętać:

  • o oględzinach → oględziny skóry dają nam w wypadku pasożytów niezmiernie dużo. Zaobserwować możemy zarówno bezpośrednią obecność pchły lub kleszcza, ale i kał pcheł, miejsce występowania wykwitów skórnych, łuszczącej skóry itp. Bez oglądania, które jest podstawową częścią badania klinicznego NIE ma wizyty.
  • Tzw. scotch test → test z taśmą klejącą. Brzmi może głupio, ale jeśli Wasz lekarz bierze do ręki taśmę klejącą, nie oznacza, że zwariował. Do taśmy przykleja się materiał, który można zbadać pod mikroskopem.
  • Test bibułowy → to też taki bardzo prosty i bardzo tani test (który zresztą możecie zrobić sami w domu). Kał pcheł ciężko jest na pierwszy rzut oka rozróżnić od zwykłego brudu. Test bibułowy to po prostu przetarcie/zebranie wilgotnym białym papierem tych małych grudek. Kał pcheł spowoduje zabarwienie papieru na ciemnoczerwono/brązowo, jako że stworzony jest głównie z krwi.
  • Test z wyczesywaniem → gęstym grzebieniem przeczesując sierść można łatwiej „wyłowić” obecne w danym momencie pchły, czy wszoły na psie.
  • Zeskrobina → tutaj czasami też można dostać zawału, kiedy do żywego, przytomnego psa Wasz lekarz podchodzi z ostrzem od skalpela. Zeskrobinę z reguły pobiera się z pogranicza skóry zdrowej i chorej. Najczęściej pobieramy zeskrobinę do uzyskania tzw. pierwszej kropli krwi. Jej pobieranie nie boli. Owszem, jeśli pies jest panikarzem, to należy go dobrze przytrzymać przez tych kilka sekund. Pozwala znaleźć nużeńce oraz świerzbowce.

Przy diagnostyce dermatologicznej ogólnie wykonuje się również badanie cytologiczne, czasem testy alergiczne, itd. Ale dzisiaj już nie będziemy się na tym skupiać.

ZAPOBIEGANIE I LECZENIE
Dochodzimy do tej części, w której czuję się najlepiej. Z oczywistych względów, nie będę się posługiwać nazwami handlowymi preparatów (nadal żadna firma farmaceutyczna nie chce dać mi biletu na wakacje do ciepłych krajów). Należy pamiętać, że możliwości terapeutyczne ZAWSZE dobiera Wasz lekarz, ten który OBEJRZAŁ zwierzę. Jeśli ktoś stawia Wam diagnozę na podstawie zdjęcia, mówiąc o nużycy, alergii, alopecji, grzybicy, podrażnieniu po szamponie itd. itp. to jest co najmniej nieodpowiedzialny. A jeśli jeszcze mówi Wam, czym to leczyć… Nie ma diagnozy bez wywiadu klinicznego, oglądania, omacywania, osłuchiwania, opukiwania (czyli części badania klinicznego). A badania dodatkowe (mikroskopowe, RTG, USG, krwi, moczu itp.) to są, jak nazwa wskazuje DODATKOWE.

Zapobieganie często łączy się z leczeniem, pod warunkiem użycia odpowiednich preparatów. I podanie „czegoś na kleszcze” może wykluczyć nam wszystkie możliwości naraz, a może zabezpieczyć tylko od pcheł i kleszczy. Oczywiście NIE MA środka idealnego. Obroża musi ściśle przylegać do skóry, krople muszą dobrze „współpracować” ze skórą psa, plus pies dwa dni przed i po nie mogą zmoknąć, tabletki podawane są ogólnoustrojowo (i nie każdy pies chce je chapnąć).

OBROŻE – ich zadaniem jest przede wszystkim ODSTRASZANIE, a w drugiej kolejności ZABIJANIE pcheł i kleszczy. Często działają też odstraszająco na meszki, komary, muchy. Wyróżniamy te zawierające:

  • olejki eteryczne → na pewno „ładnie śmierdzą”, ale ich działanie jest wątpliwe. Pewnie nie zaszkodzą, ale czy pomogą… Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak nawiedzone babsko, które nie wierzy w nic naturalnego. Ja wierzę. Miałam kiedyś cudowny spray dla koni odstraszający owady. I psikałam nim konie, siebie, psy i działało miód malina. Ale ustalmy, że olejki eteryczne (te w kroplach na skórę również) nie wystarczą jeśli mieszkacie na terenie obfitującym w kleszcze, to może się źle skończyć, jeśli olejek będzie jedynym zabezpieczeniem.
  • substancje chemiczne → rodzajów jest kilka, część wodoodporna, część nie, niektóre działają ponad pół roku, inne 5 miesięcy, nie ma znaczenia. Obroża musi być dobrze założona (tj. ściśle przy szyi – jeśli wisi jak łańcuch, to się nie sprawdzi). Dwa – dobrze jeśli pies nie śpi wtedy z właścicielem. Trzy – może powodować miejscowe reakcje alergiczne. Cztery – bardzo ważne – obroża z deltametryną może uszkodzić Wam KOTA jeśli go macie. Na pewno podstawową zaletą obroży jest fakt, że działa długo, łatwo o niej pamiętać, jest stosunkowo tania (w przeliczeniu na ilość miesięcy, które działa).

KROPLE – ich zadanie i działanie jest podobne jak obroży (z wyłączeniem jednych, o których zaraz). I tutaj znowu wyróżnienie:

  • zawierające olejki eteryczne → działanie podobnie jak w obrożach
  • jednoskładnikowe → z reguły zawierające sam fipronil. O ile kiedyś fipronil był skuteczny, o tyle obecnie obserwujemy raczej stanowcze zmniejszenie skuteczności kropli na fipronilu
  • wieloskładnikowe → ich jest obecnych tyle na rynku, że jakby ktoś się postarał, to można o tym pisać doktorat. Które są dobre? Takie, które u naszego konkretnego psa działają, nie dają reakcji miejscowych i… Nie zabiją nam ewentualnych innych domowników (tak, znowu te nieszczęsne koty). Raz na zawsze warto sobie wpoić, że jeśli na kroplach jest napisane „nie używać u kotów” to znaczy nie lać NA kota, ale i uważać, jeśli lejemy je na psa. Te z reguły są przeznaczone do ochrony przed pchłami i kleszczami
  • wieloskładnikowe z komponentami odrobaczającymi → tu się zaczynają schody. O ile tego typu krople mogą tłuc robale jelitowe, sercowe, nużeńca, świerzbowca, tłuką pchły, ale NIE tłuką kleszczy. Dlatego czasem bardzo ważne jest podkreślenie, czego oczekujemy od preparatu. Tak po ludzku – nie istnieją (wedle mojej wiedzy) na obecny dzień krople przeznaczone dla psów, które działają „na wszystko”.

TABLETKI – tabletki mają za zadanie zabijać pchły i kleszcze. Nie mają działania odstraszającego. W ich skład wchodzą substancje z grupy IZOKSAZOLIN.

Akurat o tabletkach wspominałam w poprzednim tekście, przy okazji robali, więc wiemy już wszyscy, że tabletki mamy takie, które działają tylko na pchłokleszcze oraz te, które działają jeszcze na robale wewnętrzne. Ich główną wadą jest brak działania odstraszającego oraz konieczność rozpoczęcia żerowania na zwierzęciu, aby substancja zaczęła porażać układ ssący pasożyta, doprowadzając do jego śmierci. Tabletki łączone NIE WSZYSTKIE działają na nużeńca, czy świerzbowca, więc jeśli podejrzewacie problem, to warto czasem wyjątkowo nie ułatwiać sobie życia.

Dookoła tabletek narosło wiele historii – że zabijają, powodują padaczkę, sraczkę. Musimy sobie w tym miejscu po raz kolejny podkreślić jedno: KAŻDA substancja może wywołać działania niepożądane. Mój prywatny pies kiedyś puścił pawia po kroplach na kleszcze, które dostawał od lat (nie, nie podałam ich do paszczy; nie wylizał ich). Miałam jeszcze wspomnieć o tych kroplach, które nie mają działania odstraszającego – są to krople o identycznej nazwie jak najdłużej działająca tabletka przeciwko kleszczom. W skład obu preparatów wchodzi FLURALANER. Trochę inaczej się wchłaniają – działają dokładnie tak samo. Odkąd mamy izoksazoliny problemy nużycy, świerzbowców stanowczo się zmniejszyły. Czasami u pacjentów niewspółpracujących, u których podejrzenie któregoś z tych problemów jest duże jak najbardziej zdarza nam się (albo żeby się nikt z moich kolegów/koleżanek po fachu nie poczuł urażony – mi się zdarza) podawać izoksazoliny w ciemno. Dlaczego? Jeśli pies, który chce mnie zeżreć jak na niego patrzę lub jest tak przerażony, że dygocze przy próbie rozchylenia skóry to mniejszym złem jest podać mu lek diagnostycznie, niż walczyć z psem i przytrzymywać go na siłę albo sedować do pobrania zeskrobiny.

A co Paulina stosuje na własnych zwierzakach?
Moje psy dostają tabletki na kleszcze. Kiedyś też nie byłam przekonana, jednak praca na Mazowszu oraz przygarnięcie Sir Kicika do domu spowodowało, że musiałam wybrać formę ochrony bezpieczną dla wszystkich. U nas obroże odpadają, bo chłopcy śpią ze mną; większość kropli, które sprawdzały mi się na charcikach zawiera permetrynę (a ta, przypominam jest MEGA toksyczna dla kotów i może je zabić); zostały mi więc tabletki. I odpukać… Jeszcze nic się po nich nie dzieje.

W tym miejscu wspomnimy krótko o tym jak sprawa wygląda w naszej hodowli. Jak dotąd udało nam się uniknąć pcheł, mimo, że można je przywlec w zasadzie z każdej wystawy to stosowane preparaty skutecznie nas przed tym uchroniły i tu przejdźmy do kwestii zabezpieczania. Przede wszystkim mamy ogromne szczęście mieszkać w okolicy, gdzie kleszczy jest naprawdę o wiele mniej niż w innych rejonach naszego kraju. Zimy są u nas z reguły dość solidne, mamy mrozy i mamy śniegi dlatego na ochronie skupiamy się głównie od wiosny do jesieni. W naszym terenie wystarczającym jest zabezpieczenie kroplami – ze swojej strony polecam skonsultować się np. z hodowcą swojego psa, ponieważ u charcika niektóre krople mocno podrażniają skórę i uszy (powodują trzepanie głową nawet przez kilka dni od podania), a hodowca może po prostu lepiej orientować się co działa a co „szkodzi” u psów w jego liniach. U nas sprawdzają się krople z fipronilem takie jak Controline, Fiprex czy Sabunol. Nie sprawdziły się obroże – charciki przytulają się do naszych twarzy i często z nami śpią, poza tym dbamy o dobrą jakość szaty na ich delikatnych szyjach, a obroża lubi wytrzeć nieco sierść. Profilaktycznie podajemy naszym psom czystek, używamy też olejków eterycznych przy wyjściach do lasu, sadzimy rośliny odstraszające niechcianych lokatorów w naszym ogrodzie, ale umówmy się – są to działania dodatkowe i absolutnie nie polecę stosowania wyłącznie takich metod, bo nie chcę mieć żadnego psa na sumieniu. Swoim hodowlanym dzieciom, które poszły w świat zawsze rekomenduję stosowanie środków dobranych do miejsca, gdzie pies żyje. Naszym tipem jest prócz odpowiedniego zabezpieczenia po prostu oglądanie psa zaraz po spacerze. Charcik ma przewagę nad innymi psami w postaci delikatnej i przylegającej sierści, na której nic się nie ukryje, dlatego przejrzenie psa czy nawet przeczesanie gumową szczotką (lub taką z włosia) nie będzie ani czasochłonne, ani specjalnie trudne, natomiast może zaoszczędzić nam wielu nieprzyjemności. Podobnie sprawa ma się z wczesnym wykryciem wbitego kleszcza, przeglądanie psa pomoże nam to zauważyć i szybko zareagować. W naszej psiej apteczce zawsze leżą szczypce do wyciągania kleszczy, mimo, że niezmiernie rzadko po nie sięgamy to jednak warto je mieć w zanadrzu.

Jeśli chodzi o inne pasożyty to u charcika na pewno wiele razy spotykam się z tzw. nużycą młodzieńczą. Jak już wspominała Paula, nużeniec żyje na każdym psie, ale namnaża się dopiero, gdy spada odporność, co często dzieje się u psów młodych. Szczepienia, odrobaczenia, wymiana zębów, intensywny wzrost i ogólne rozchwianie rozwijającego się organizmu to świetna okazja do tego by małego charcika przyatakować. Objawia się to początkowo przez powstawanie małych plamek przerzedzonej sierści, wyglądającej jak jaśniejsze ciapki, sierść staje się tam jakby „wygryziona”, czasem pojawiają się zaczerwienienia i strupki. Najlepiej reagować dość szybko, weterynarz pobierze zeskrobinę i jeśli potwierdzi nasze przypuszczenia to zaleci zastosowanie odpowiedniego preparatu. U nas sprawdzają się te w kroplach i już po ok. 2 tygodniach sierść zaczyna odrastać.

Ponieważ przy okazji omawiania tematu pasożytów wspominałam Paulinie o różnych innych problemach takich jak, np. dziwne „placki”, przełysienia, krosty i inne odczyny na skórze to z pewnością pokusimy się o kolejny tekst, gdzie Paulina opowie w skrócie dlaczego NIE diagnozujemy psa po zdjęciu, dlaczego przy wizycie skórnej lub usznej „sprawdzamy dupkę” oraz dlaczego odpowiedź na pytanie „Co pies je?” z reguły frustruje.

ODPORNOŚĆ CHARCIKA, CZYLI JAK PRZETRWAĆ ZIMĘ

Dbanie o odporność kojarzy nam się głównie z okresem jesiennym, kiedy wilgotność rośnie, a temperatura spada wirusy i bakterie mają się świetnie, a nasze psy (tak jak i my) są szczególnie narażone na złapanie infekcji. Ale czy tylko jesienią powinno się wspomagać odporność?

Oczywiście charciki najbardziej cierpią w zimnych i mokrych miesiącach. Mieszkając w Polsce (my dodatkowo na terenie górskim) doskonale wiemy jak ważne jest wspomaganie odporności przez całą jesień i zimę, a czasem nawet do późnej wiosny. Króciutka sierść, minimalna ilość tkanki tłuszczowej, duża powierzchnia utraty ciepła jaką jest klatka piersiowa i do tego pozbawione włosa, „gołe” miejsca na ciele to cechy czyniące z charcika psa totalnie ciepłolubnego. Nie oznacza to jednak, że naszego malucha nie da się przygotować na te warunki tak, by uniknąć niechcianych infekcji i innych problematycznych efektów ubocznych panującej zimy. O charcika należy zadbać kompleksowo – od wewnątrz i na zewnątrz, a oto kilka wskazówek co warto mieć na uwadze.

Pamiętajmy o odpowiedniej dawce żywieniowej. Zmiana ilości podawanego pożywienia zależeć będzie od indywidualnych potrzeb Twojego psa. Weź pod uwagę, że może on potrzebować więcej energii (termogeneza wymaga dostarczenia paliwa), ale pamiętaj też, że charcik zimą zwykle rusza się dużo mniej – spacery są krótsze i dla wielu psów także mniej intensywne. U nas z reguły na początku zimy musimy zwiększyć w posiłkach ilość kalorii szczególnie samcom, które znacznie chętniej korzystają z jej uroków i mają zdecydowanie więcej zapału do biegania nawet, gdy jest już całkiem chłodno. Suczki, u nas szczególnie te starsze, którym entuzjazm do szaleństw często mija wraz ze spadkiem temperatury mogą się zimą niebezpiecznie zaokrąglić. Podstawowa karma to jednak nie wszystko. Warto zainwestować w preparaty, którymi uzupełnimy dietę w celu mobilizacji układu odpornościowego. U nas od lat sprawdzają się dodatki z kwasami omega-3, EPA i DHA, których organizm nie wytwarza samodzielnie, a w karmach mamy ich deficyt, dlatego konieczna jest suplementacja. My korzystamy z nieraz wspominanych już przez nas olejów od Holista. W diecie naszych psów znajdziesz także bogate w beta-glukany drożdże browarnicze oraz naturalne źródło witaminy C (i innych witamin B1, B2, B3, A, E, K) w postaci sproszkowanego owocu dzikiej róży. Stosujemy także kilka rodzajów alg – morskie, spirulinę i chlorellę, ale tym poświęcimy osobny wpis.

Aktywność dopasowujemy zawsze do temperatury i pogody, ale absolutnie z niej nie rezygnujemy. Spacery nie są tak długie jak zwykle, ale warto psa zmotywować do krótkich gonitw czy zabawy w chowanego, żeby nie dać mu zbytnio przemarznąć. W tym miejscu zastanówmy się także, czy wychodząc na dwór nie wyciągamy charcika bezpośrednio spod kołdry czy sprzed kominka. Psu powinniśmy dać chwilkę ochłonąć i wyrównać temperaturę z otoczeniem, żeby nie doznał zbyt dużego szoku termicznego. Przy okazji spacerów warto wspomnieć też o wrażliwych charcich łapkach. Przy dużej wilgotności i mrozie (nie mówiąc już o żrącej soli na chodnikach) są one bardzo narażone na uszkodzenia, poduszki mogą stać się podrażnione, wysuszone, a czasem nawet pękające. W celu zapewnienia im choć odrobiny ochrony warto użyć specjalnych maści do łapek na bazie tłuszczu. Po spacerze łapy powinno się wymyć ciepłą wodą (może być też z dodatkiem naturalnego mydła), aby zmyć zaniczyszczenia i resztki tłustego kremu, przez które pies może się ślizgać w pomieszczeniu. Warto też wytrzeć całego psa, żeby nie był wilgotny i nie tracił niepotrzebnie ciepła wysychając.

Jeszcze jeden aspekt o jakim koniecznie należy wspomnieć to ubieranie charcika. Temat ten o dziwno wciąż budzi trochę kontrowersji w rozmowach między właścicielami i hodowcami, wielu jest bowiem takich, którzy twierdzą, że ubranie żadnemu psu nie jest potrzebne. Z reguły nasze charciki nie są ubierane siedząc w domu – wyjątek stanowią psie staruszki, psy akurat chorujące, albo dochodzące do siebie po jakimś zabiegu, które czasem po prostu wygodniej jest ubrać w ciepłą bluzę niż non stop pilnować by były okryte kocykiem. Przy krótkich wyjściach na tzw. siku także nie ubieramy naszych psów, bo są one do tego całkowicie przyzwyczajone. Na dłuższe spacery na smyczy polecamy jednak psa ubierać, zawsze dostosowując ciuch do warunków atmosferycznych i rodzaju aktywności – czy ma być to tylko spokojny spacer, czy będzie też bieganie, czy pies idzie na wyjście w pojedynkę, czy może będzie miał towarzystwo do zabawy. Dla naszych psów wybieramy ubranka ze specjalnych tkanin i dzianin, z których szyje się odzież sportową dla ludzi. Korzystamy z bezrękawników, bluz i kombinezonów z nogawkami, a także pelerynek z tkaniny wodoodpornej, a nawet sweterków, ale wydaje mi się, że będzie to ciekawy materiał na kolejny wpis.

Podsumowując nasze kilkanaście lat z charcikami mogę z radością przyznać, że nasze psy cieszą się naprawdę dobrą odpornością. W zasadzie nigdy nie łapią przeziębienia, kaszlu, kataru, ani zapalenia gardła o jakich często czytam na charcich grupach. Kilka razy u młodych charcików zdarzyło nam się zaziębienie pęcherza, co było zwykle winą wieczornych zabaw na mokrej trawie i przesiadywania na niej przy standardowej, młodocianej niechęci do wracania z ogrodu do domu kiedy robi to reszta stada. W tym miejscu wspomnę także o typowych jesienno-zimowych chorobach zakaźnych jak np. kaszel kenelowy. Przywieźliśmy go sobie kiedyś z największej polskiej wystawy, ale na szczęście psy, które raz przechorowały złapały nieco więcej odporności na przyszłość (są też dostępne szczepienia). Natomiast naszym najskuteczniejszym sposobem na zapobieganie takim zarażeniom jest po prostu unikanie dużych skupisk psów w okresie, gdy wirusy szaleją, dlatego bardzo selektywnie odwiedzamy wystawy halowe w okresie jesieni i zimy oraz unikamy w tym czasie grupowych, psich spotkań.

Na koniec muszę także wspomnieć o tym, że mimo wszelkich starań charcich właścicieli, zima bywa naprawdę bezlitosną porą dla naszych podopiecznych. Zmniejszona ilość ruchu często powoduje ogólny spadek kondycji, a co za tym idzie także pogorszenie wyglądu naszych charcików. Suche powietrze w ogrzewanych domach, krótszy dzień i długotrwały brak słońca przyczyniają się do utraty włosa, a także w ogóle spadku jakości sierści. Dodatkowo blednąca pigmentacja skóry (brak opalenizny) podkreśla obecność „łysych” miejsc na ciele naszego chudzielca. Dla wielu charcików taki stan jest typowy i zwykle nie ma co się martwić na zapas, bo wszystko wraca do normy już po kilku pierwszych, słonecznych tygodniach wiosny. Prawdą jest jednak, że większość charcików najpiękniej wygląda i najlepiej funkcjonuje latem (bywa, że od późnej wiosny do jesieni), dlatego zimne okresy po prostu musimy nauczyć się jakoś sprawnie przetrwać nie zapominając, że wspólne życie z ukochanym psem należy celebrować bez względu na porę roku.

ZDANIEM WETA – CZYLI NASZA NOWA SERIA

Ten rok zaczynamy nową serią artykułów o zdrowiu. Pomysł na taki typ wpisów zrodził się już kilka lat temu, ale do jego realizacji potrzebna była odpowiednia kooperacja. Już jakiś czas temu mając na tapecie problematyczny wątek zdrowotny nie mogliśmy dojść do jego rozwiązania, a żadna z rad weterynarzy niestety nie skutkowała całkowitym rozwiązaniem u specyficznego psa jakim jest charcik. Wtedy to postanowiłam napisać do kogoś kto jest weterynarzem i posiadaczem charcików jednocześnie, tak trafiłam na kogoś, z kim od tamtej pory chętnie się konsultuję spędzając (czasem) godziny na pisaniu o trudniejszych i tych bardziej błahych, pieskich sprawach. Paulina „wychowała się” w charcikowym domu (jej mama hoduje pod przydomkiem Elfy z Wiślanego Brzegu), od 17 lat żyje z charcikami, a od 12 lat związana jest także z weterynarią, obecnie od 4 lat rozwiązuje psie problemy zdrowotne na co dzień pracując w zawodzie. Prywatnie Paula lubi pisać zabawne teksty o swoim życiu z charcikami, a ja postanowiłam te wszystkie wątki połączyć w całość tworząc serię dotyczącą powszechnych problemów z jakimi możemy spotkać się żyjąc z charcikiem. Łącząc w humorystyczny sposób rady weterynarza z doświadczeniami hodowcy postaramy się, żeby te wpisy nie były kolejnym nudnym wyciągiem z podręcznika jakich setki znajdziesz w internecie.

Zaczynamy z tematem, który towarzyszy każdemu hodowcy i właścicielowi psa. Wątki o pasożytach pojawiają się na wszystkich psich grupach, a co jakiś czas także odzywają się do mnie właściciele novaticowych charcików, które „złapały robala”. Ostatnio brałam udział w dwóch webinarach poświęconych tej tematyce i spędziłam parę godzin na rozmowach o psiej kupie z dr Paulą. Zebrałyśmy parę faktów i mitów dotyczących tego mało przyjemnego, ale niestety towarzyszącego nam wątku.

ZDANIEM WETA

Nie ma co ukrywać, tekst powstaje na specjalną prośbę Moniki (NOVATICA), za który, poniekąd, wzięłam się może i późno, ale z nieskrywaną radością.
Otóż tak prozaiczna rzecz, jak: co, jak, kiedy, jak często, a być może przede wszystkim, czy w ogóle należy, potrafi podzielić tak hodowców, opiekunów psów oraz… lekarzy weterynarii. Postaram się zawrzeć najważniejsze rzeczy skrótowo, w planach mam za bardzo nie przynudzać (czy się uda, to się dopiero okaże po czasie).

Ja nie muszę odrobaczać swojego psa, bo on nigdzie nie wychodzi!
Ojj… Tak bardzo można się tutaj pomylić.
Jedna rzecz, jeśli pies nigdzie nie wychodzi i całe życie spędza w mieszkaniu, to należy mu szczerze współczuć. Druga rzecz, jeśli pies nigdzie nie wychodzi, no oprócz własnego podwórka, to… Już wychodzi.
Trzecia rzecz, nie chodzi tylko o to, gdzie pies chodzi, ale i gdzie my chodzimy. Już tłumaczę.
Do zarażenia pasożytami dochodzi poprzez dostanie się do przewodu pokarmowego wydalonych przez innego osobnika jaj (lub zjedzeniu żywiciela pośredniego, paratenicznego itp.). W każdym razie, osobniki dorosłe się rozmnażają, produkują jaja, które potem wędrują na zewnątrz. Wędrują na zewnątrz najczęściej w kale. Kał sam w sobie czasem się rozpływa, czasem leży tygodniami lub dniami na chodniku czy trawniku. Najprostsza dla nas do wyobrażenia sobie forma zarażenia to zjedzenie cudzego kupska. Cudze kupsko bywa niesamowicie cudownym smakołykiem dla części psów (ten bukiet aromatów, zaklejone cuchnącym kupskiem zęby lub oklejony język – no pychota!). Do tego kupa czasem leży. Kto nigdy nie wdepnął w psie kupsko ten nie wie, jak długo kupsko takie może być przyklejone do buta. I tutaj jakby ciąg przyczynowo – skutkowy nadal jest logiczny. Wdepniemy w kupę, przychodzimy do domu (niewielkie znaczenie ma to, czy mamy podwórko, czy też nie), wycieramy kupska, ile tylko nam się uda. W międzyczasie roznosimy jaja. Zostawiamy je na klatce schodowej, na wycieraczce, w przedpokoju, a nawet na swoim własnym trawniku (chyba, że mamy śluzę sanitarną przed wejściem na swoją posesję, ale jak już prawie 4 lata pracuję, nikt nigdy nie potwierdził mi posiadania takowej). W podobny sposób jaja roznoszą też inne zwierzęta. Koty wychodzące, ptaki, lisy, wilki, myszy, szczury i co tam jeszcze akurat jest modne na danym osiedlu. Wchodzą w cudze kupsko (albo i własne) i idą dalej. Ciap, ciap, ciap, po drodze zostaje kupsko i jaja pasożytów. Zostaje nam ta „rozpłynięta” kupa. W miejscu, gdzie inny zwierzak oddał kał, już jej nie ma. Ale jaja pasożytów pozostają. Na trawie, przy ziemi, w ziemi. I nasz pies oddaje się swobodnie eksploracji terenu, tu powącha kwiatek, tu wciągnie źdźbło trawy do paszczy.
To takie najprostsze drogi, jakimi zwierzak może zarazić się standardowymi pasożytami jelitowymi. Myślę, że każdy już może sobie wyobrazić sytuację, gdzie ten niewychodzący pies, czy kot, nagle zaczyna oddawać robale przodem i tyłem.

Ja go nie muszę odrobaczać, bo nie widać robaków w kupie.
Tutaj znowu dochodzimy do takiego trochę science fiction. Pasożyt dowolnego gatunku, chociaż często bardzo prosto zbudowany, nie jest głupi. Pasożyt dorosły w swoim małym ciałku wie jedno – opuszczenie żywiciela to pewna śmierć. Szybsza lub wolniejsza, ale śmierć. Teraz pomyślmy. Czy zdarzyło się kiedyś komuś z Was widzieć taką typową glistę (wygląda jak obrzydliwa nitka makaronu), która będzie się ruszać w świeżo oddanej porcji kału przez kolejne kilka dni? Albo chociaż kilka godzin? Jeśli mieliście szczęście, to glista wyszła jedna, a Wy pobiegliście do najbliższej przychodni (pewnie jeszcze robiąc jej dokumentację zdjęciową) i poprosiliście o coś, na tych niechcianych gości. Z najbardziej spektakularnych, ruszających się robali, należy wymienić tasiemca. Otóż jego człony potrafią pełzać, a nawet samodzielnie wyłazić z odbytu (zwłaszcza u kotów), po znieczuleniu pacjenta. Obrzydliwe, prawda?
Jeśli pasożytów w organizmie jest odpowiednio niewiele, to na zewnątrz wychodzą tylko jaja! A te są niewidoczne gołym okiem.

Kiedyś to się psa odrobaczało raz do roku, a teraz to wymyślają, że trzeba częściej.
Kiedyś ludzie umierali na zapalenie płuc, a zęby wyrywano ludziom na żywca. Schematów odrobaczania zwierząt jest wiele. I schematy te potrafią podzielić zarówno hodowców, właścicieli, jak i lekarzy. O odrobaczaniu tych malutkich szczeniąt rozpisywać się nie będę, wspomnę tylko, że małe szczeniaki przy matce, a wcześniej i ciężarną sukę odrobacza się w celu zapobiegania lub leczenia zarażenia śródmacicznego oraz laktogennego. W życiu dorosłym psa standardem jest odrobaczanie średnio co trzy miesiące lub wykonywanie badania kału, w celu wykluczenia obecności pasożytów. I to jest minimum, które powinniśmy robić. Czasem, należy odrobaczyć psa POMIMO ujemnego wyniku badania kału. Zwłaszcza wtedy, kiedy podejrzewamy, że coś tam jednak siedzi w psie lub ma tendencje do wciągania różnych dziwnych rzeczy z podłoża. Pomijając czynnik ludzki badania to w tej konkretnej próbce kału można nie trafić na ani jedno jajo, a mimo to, po odrobaczeniu mogą wyjść z psa dodatkowi lokatorzy. I nie, nie jest to powód do zrobienia awantury swojemu lekarzowi – gdyby badanie kału dawało zawsze stuprocentową pewność na kał czysty – cóż, świat byłby piękniejszy.

Od standardowego odrobaczania/badania kału mamy kilka odstępstw, a przynajmniej ja wprowadzam je u swoich zwierząt i swoich pacjentów.
1. Standardowe szczenię odrobaczamy przed każdym szczepieniem przeciwko chorobom zakaźnym i do pół roku odrobaczamy je co miesiąc.
Dlaczego? Dlatego, że szczenię poznaje świat jęzorem, zębami, nosem i jest wybitnie predysponowane do napotkania na swojej drodze jaj pasożytów.
2. Kupojady, padlinojady, zbieracze z podłogi również odrobaczamy co około miesiąc. A nawet częściej.
3. Kiedy w domu pojawić ma się małe dziecko lub już się pojawiło i zaczyna zasuwać po podłodze również zwiększamy częstotliwość – tu chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo człowieka. Małego, ale jednak człowieka. Należy o nie zadbać ze szczególną uwagą.
4. Kiedy u dorosłego psa pojawia się nowy czworonożny – zawsze odrobaczamy CAŁE stado naraz. W przeciwnym wypadku możemy równie dobrze tabletki wyrzucić do śmietnika, zamiast ładować je jednemu zwierzakowi ze stada – efekt będzie identyczny.
Pewnie znalazłabym jeszcze jakieś wyjątki, ale to takie najważniejsze.

Dla bardziej dociekliwych polecam wpisać w wyszukiwarkę „ESCCAP odrobaczanie psów”. Jest tam świetny diagram, pod spodem tabelka, z jaką częstotliwością należy odrobaczać psa.

Hodowca sprzedał mi zarobaczonego szczeniaka!
Takie rzeczy się oczywiście zdarzają. Jeżeli szczeniak w dniu przyjazdu do domu zaczyna srać robalami, no to jest problem (i nie zawsze hodowca musi o tym wiedzieć – każdy z nas ma swojego robala). Ale litości. Jeżeli szczeniak jest u kogoś od miesiąca, z hodowli wyjechał z książeczką i wbitym odrobaczeniem to istnieje duże ryzyko, że to już wina nowego właściciela. Robaczyce to owszem jednostki chorobowe, to problem (zwłaszcza, kiedy daje objawy ogólne), ale powiedzmy sobie szczerze – każdy z nas ma swojego robala. Tak serio. A nawet serio, serio. Pies nie musi mieszkać w szopie zabitej dechami, żywić się odpadami ze stołu (lub padliną na gospodarstwie), mieć wystających żeber, matowej sierści, sraczko-rzygaczki, żeby mieć robaki. Cudownie zadbany, wspaniały pies, który odrobacza się co miesiąc, śpi w łóżeczku, jest przesadnie często kąpany też może mieć pasożyta. Pamiętam zresztą, jak mój profesor od parazytologii opowiadał nam na zajęciach o swoim kocie. A profesor spoko człowiek był. Otóż profesor miał kota wychodzącego (nie, nie popieramy kotów wychodzących i włóczących się po okolicy). Kota odrobaczanego zgodnie ze standardami (szewc bez butów chodzi). Któregoś razu, miesiąc po odrobaczeniu, zebrał kupsko kota do zbadania na uczelni (tak standardowo, bez żadnych cudów). Glisty plus tasiemiec. Zebrał po leczeniu znów kupsko po 10 czy 14 dniach (kot nadal wychodził na dwór). Znowu jakieś cuda. I tak zbierał to kupy przez dobre pół roku i raczył nim siebie, a chyba nawet swoich pracowników i zawsze coś znaleźli. Uznał, że ten typ potrzebuje się odrobaczać często i tym sposobem pchał całemu swojemu stadu tabletki do paszczy raz w miesiącu.
Można? Można.
Robal w kupie, czy rzygu to nie jest wstyd ani dla hodowcy, ani dla właściciela (chociaż, może być szokiem. I na pewno jest obrzydliwy). Wstyd to jest wtedy, kiedy pies zamiast kupska wydala same białe robale, a nikt nic z tym nie robi (albo wierzy w kiszoną kapustę). I uwierzcie – trzymanie psa w plastikowej kuli, bez kontaktu z trawnikiem, lasem, podwórkiem, innym psem, noszenie non stop na rękach lub w torebce nie jest remedium na ten problem, a robi psu kuku. Duże kuku tam głęboko w psychice i mózgu. Pozwólmy psu być psem.

Ja go odrobaczyłem miesiąc temu, pani mówiła, że profilaktycznie, co trzy miesiące, a on znowu sra robalami.
Tabletka, pasta, czy nawet krople na kark (spot on) przeciwpasożytnicze działają w momencie podania. Nie krążą przez trzy miesiące po psie. To się może zdarzać, również nikt Was nie oszukał.

Nie będę mu dawać żadnej chemii, ja go odrobaczam naturalnie.
Litości. Serio. Kapusta kiszona, napary z czosnku, czystka, czopki z czosnku, uszy królika z futrem to NIE jest odrobaczanie. To w najlepszym wypadku proszenie się o sraczkę stulecia. W gorszym fundowanie psu niesamowitych przeżyć w gabinecie weterynaryjnym. W drastycznych wypadkach możecie pozbawić psa życia. I ja nie żartuję. Jak ktoś chce eksperymentować, to na sobie, dajcie psom święty spokój. Chcecie mieć czyste sumienie? Zasponsorujcie tym psom porządne badanie kału, a potem współpracujcie z lekarzem.

Skoro robaka ma każdy, to kiedy robale to zaniedbanie, a kiedy zwyczajny przypadek?
Będę tłuc intensywnie wszystkim. Pasożyty wewnętrzne są zaniedbaniem, kiedy:
– pojawiają się objawy ogólne (biegunki, wymioty, robakowy kał, matowa sierść, senność, znaczne wychudzenie, itp.)
– wiadomo o jednym zarobaczonym zwierzęciu, a odrobaczane jest tylko jedno ze stada
– zwierzak (bo należy tu mówić o ogóle) ostatni raz miał badanie kału NIGDY, a odrobacza się raz do roku przy okazji szczepienia p/ko wściekliźnie.
Nie da się tak zwyczajnie podpisać każdej pojedynczej glisty pod „zaniedbanie”. Tak jak i wykrycia Giardii u jednego osobnika ze stada (w ogóle Giardia/Lamblia to jest ostatnio jakiś hardcore i ogólnie NAPALM na podwórku brzmi najbardziej skutecznie). Ale jeśli widzisz w dowolnym miejscu, z którego bierzesz psa, że zamiast kału wychodzą kłęby (!) białych makaroników… To trzeba zwiewać, gdzie pieprz rośnie. Naprawdę, jeden robal, okej, zdarza się. Kłębowisko? No ktoś tu nie jest na bieżąco z najnowszymi zaleceniami.

No to jak taka mądra, to jak często sama odrobaczasz swoje psy?
Nie odrobaczam tylko swoich psów, ale i kota (takiego super, domowego kiciusia, który ma swoje okienko na świat i nigdzie nie łazi). I odkąd mamy szczeniaka nasz schemat wygląda tak:
– pierwsze trzy miesiące młodego z nami (kiedy miał fazę „ZJEM KUPĘ!) średnio co 4-5 tygodni, razem z tabletką przeciwko kleszczom i pchłom (w następnym wpisie chętnie i o tym powiem co nieco)
– obecnie w planach mamy co 10-15 tygodni (czyli co 2-3 podania naszego tabsa na kleszcze)
– około tygodnia PRZED wyjazdem w miejsce, gdzie są szczenięta
– przy najbliższej okazji po zeżarciu padliny (bleh!)
Czy to szkodzi moim psom? Nie narzekają (chociaż ostatnio pogniewały się na ulubionego tabsa). Czy kiedyś znalazłam u nich robala? Jeszcze nigdy, a czasem, dla sportu, badam ich kupsko (praktyka czyni mistrza). I nawet jeśli zbadam je 3 dni przed terminem profilaktycznego podania tabsa trzy w jednym… I tak dostają tego łączonego. Przezorny zawsze ubezpieczony. A ja z nimi śpię. I jesteśmy mega mega mega blisko. I to psy pracujące są – cholera wie, co przywlekę im z roboty.

W wiadomościach od właścicieli charcików, ale także i w naszym stadzie spotykamy się dość często z sytuacją, gdzie po odrobaczeniu pies kiepsko się czuje i wymiotuje. U psa wymiotującego najprostsza opcja – zmienić producenta tabletek (wymiot może być na substancje pomocnicze, a nie substancje czynne); pomyśleć nad odrobaczeniem w formie spot on (nie działa na wszystko) lub (co chyba najprostsze) podać dobrze skruszoną tabletkę w większej objętości czegoś smacznego. Jeśli pies zwymiotuje po kilku godzinach to istnieje spora szansa, że substancje z preparatu już się wchłonęły. Szczególnie ważne jest by pies dobrze reagował na odrobaczanie celowane (po badaniu wiemy jaki pasożyt w psie siedzi) bo wtedy podajemy preparat tak długo jak trzeba, czyli do wybicia pasożyta, a przy długotrwałym, złym samopoczuciu możemy osłabić naszego charcika. Oprócz odrobaczania pamiętaj też, żeby regularnie sprzątać po swoim psie – zalegająca kupa nie tylko może zarazić inne psy, ale także i ponownie Twojego własnego psa, np. tuż po jego odrobaczeniu.

Jeśli nadal jesteście spragnieni wiedzy o naszych małych, niechcianych towarzyszach to warto zajrzeć do tego przewodnika ESCCAP. A my z Paulą szykujemy kolejny materiał na nudne, zimowe wieczory.

ORGANIZACJA W HODOWLI

Wiele osób pyta nas jak radzimy sobie z organizacją w domu pełnym psów i związanych z nimi obowiązków. Nie będę owijać w bawełnę i twierdzić, że od zawsze jesteśmy mistrzami systemu. Do wszystkiego dochodziliśmy metodą prób i błędów, a to właśnie opieka nad wieloma psami nauczyła nas myślenia jak ułatwiać sobie życie. Bycie hodowcą to ciągły rozwój (przynajmniej w naszym mniemaniu), każdego dnia jesteśmy zaskakiwani nowym wyzwaniem, uczymy się i ewoluujemy. Wpadliśmy zatem na pomysł, że będziemy czasem pokazywać Wam wybrane rozwiązania „logistyczne”, które może zainspirują innych posiadaczy psów do wprowadzenia niektórych patentów także we własnym domu.

Ostatnio sporo było o zdrowiu naszych psów, dlatego czas na wpis o tym jak nie pogubić się w stertach dokumentów, rachunków, certyfikatów i zaświadczeń, a do tego co najważniejsze – nie zapomnieć o ważnych terminach.

Kiedyś wszystkie dokumenty psów trzymaliśmy w ich imiennych segregatorach, wiele dat było zapisanych też w ich paszportach czy książeczkach zdrowia. Wygodniej jednak jest mieć to wszystko podsumowane w jednym miejscu, nie musząc przeglądać kilkudziesięciu dokumentów, żeby nie przegapić ważnych terminów (np. kończącej się ważności szczepienia). Oczywiście można prowadzić sobie terminarze elektroniczne, ale ja jestem jednak tradycjonalistką, lubię prowadzić swoje notatniki, pisać i mieć wszystkie dokumenty fizycznie na papierze, tak też postanowiliśmy stworzyć książkę zdrowia naszych charcików. Jest to nic innego jak segregator, w którym każdy pies ma swoją „kartotekę” z podzielonymi na roczniki tabelkami, do których wpisujemy daty kolejnych badań jakie się odbyły lub jakie są zaplanowane. W takiej karcie znalazło się miejsce na wpisy o badaniach DNA, badaniach klinicznych, odrobaczeniach, szczepieniach, terminach cieczek czy kontroli płodności u samców i wiele innych. W ten sposób patrząc na jedną kartkę mam przed oczami wszystkie terminy dotyczące konkretnego psa. Jest też miejsca na inne notatki, np. reakcje alergiczne czy podejrzane dolegliwości, których nie zdiagnozowano. Do karty można też załączyć wyniki badań, certyfikaty, czy zalecenia lekarskie. Być może nasz patent wpadnie Wam w oko i zainspiruje do uporządkowania dokumentów swoich pupili, a może do wykonania jakiś zapomnianych badań.

Pomyśleliśmy, że takie karty będą też wartościowym dodatkiem do wyprawki każdego z naszych szczeniąt. Być może przyszli właściciele zechcą z nich skorzystać nie musząc dokładać sobie obowiązku pamiętania o ważnych datach w życiu ich malucha.

CHARCIKOWE DNA

Dla hodowców charcików dbających o zdrowie swoich psów oraz troszczących się o przyszłość wyhodowanych szczeniąt październik jest szczególnym miesiącem. W USA z okazji odbywających się corocznie w tym okresie wystaw specjalistycznych dla charcików (IGCA National Specialty) przygotowana jest specjalna oferta we współpracy z Uniwersytetem w Davis, dzięki której można wykonać badania genetyczne charcików włoskich z atrakcyjną zniżką. Oczywiście czasem zachodzi potrzeba wykonania testu w innym czasie, ale przy testowaniu np. młodych psów, które dopiero wejdą do planu hodowlanego, gdzie czas nie nagli, wielu hodowców decyduje się poczekać właśnie na ten szczególny miesiąc w roku. Wiele razy korzystaliśmy z tych właśnie promocji i tak też zrobiliśmy w tym roku. Po wykupieniu pakietów badań lub czasem pojedynczych testów, które uzupełniają znane nam już wcześniejsze wyniki, pobieramy materiał genetyczny naszych psów i wysyłamy wymazówki z DNA do USA. W tym roku testujemy młode psy, które w przyszłym roku planujemy włączyć do naszych planów hodowlanych.

ENG | October is a special month for all IG breeders who care about the health of their dogs and future of their puppies. On the occasion of the IGCA National Specialty held annually in this period, in cooperation with Davis University, there is a special offer for DNA tests for Italian Greyhounds with a discount. Of course, sometimes you need to take the test at a different time, but when you test young dogs that are before entering into the breeding plan, many breeders decide to wait for this particular month of the year. Same here, after purchasing our test packages or sometimes individual tests that complement the previously known results, we collect the genetic material of our dogs and send DNA swabs to the USA. This year we are testing young dogs that we plan to include in our breeding plans next year.

WRZESIEŃ DLA ZDROWIA

Nie samymi wystawami się żyje 😉 W hodowli ważniejsze od „blasku złota” jest zdrowie psiaków, dlatego wrzesień upłynął także na wizytach u różnych specjalistów. Na początku miesiąca odwiedziliśmy naszego ulubionego doktora okulistę i wykonaliśmy pierwsze badania wzroku naszej młodzieży. Zbadaliśmy psy, które w następnym sezonie planujemy włączyć do naszego planu hodowlanego – Aurorę, Sagę i Bunnego. Wszystkie psy przeszły testy bez najmniejszych zastrzeżeń i mają zdrowe oczy. Następnie zbadaliśmy także ich rzepki i tu także nie było zaskoczenia – u wszystkich młodzików stawy pracują bez zarzutu.

Wczoraj odwiedziliśmy też kardiologa – badania przeszła Aurora i Olaf, który miał już wstępnie badane serduszko, ale teraz potwierdzaliśmy je dodatkowo certyfikatem. Oboje mają zdrowe serca, bez żadnych wad wrodzonych i innych anomalii. Cieszymy się, że nowe pokolenia nie zawodzą nas pod względem swojego zdrowia i ekscytujemy nadchodzącymi planami na ich przyszłość. Przy okazji badań charciej młodzieży zbadaliśmy też kilku seniorów, ale o tym w kolejnym wpisie. Czas zimowy upłynie nam na odpoczynku od wystaw i z pewnością poświęcimy się wtedy wizytom u specjalistów z kolejnymi charcikami.

ENG | Shows are not the most important 😉 In breeding, health of dogs is obviously more important than the „shine of gold”, which is why September was also month of visits to specialists. At the beginning of the month, we visited our favorite ophthalmologist and went through first eye examinations of our youngsters. We examined the dogs that we plan to include in our breeding plan next season – Aurora, Saga and Bunny. All dogs passed the tests without any doubts and their eyes are perfectly healthy. Then we also examined their patellas and there was no surprise here as well – the joints of all youngsters work flawlessly.
Yesterday we also visited a cardiologist – Aurora and Olaf underwent the tests, he already had his heart pre-examined, but now we have additionally confirmed it with a certificate. They both have healthy hearts with no birth defects or other abnormalities. We are glad that new generations are not failing us in terms of their health and we are excited about the upcoming plans for their future. We also examined a few seniors, but more about that in the next post. We will spend the winter time resting from the shows and we will certainly devote ourselves to visiting specialists with more dogs.

ZDROWIE NAJWAŻNIEJSZE

Wczorajszy dzień poświęciliśmy kontroli zdrowia naszych charcików. Młode dziewczyny – Ziri i Yrden przeszły swoje pierwsze testy na oczy oraz rzepki, obie z doskonałymi wynikami! Zrobiliśmy też powtórne badanie starszych dziewczynek – Mushka (trzecia kontrola) i Lily (druga kontrola) również nie mają oznak żadnych chorób. Bardzo cieszymy się, że nasze starsze charciki nadal pozostają w doskonałym zdrowiu. W najbliższych tygodniach planujemy kolejne badania przed nowym sezonem.

ENG | Yesterday we did some health checks to our IGs. Youngsters Ziri and Yrden had their first tests for eyes and knees with perfect results! We also did some re-check of older girls – Mushka (3rd check) and Lily (2nd check) also don’t have any signs of eyes degeneration, so happy to see them still in perfect health. In the coming weeks, we are planning further tests before the new season will began.

KILKA SŁÓW O ZDROWIU

Pytanie o zdrowie charcików jest jednym z najczęściej zadawanych przez osoby zainteresowane rasą. Popularność chartów powoli rośnie, a publikacji na temat ich zdrowia niestety nadal brakuje. O zdrowiu charcików mówi się sporo, niestety często są to informacje pobieżne, albo zasłyszane, powielane przez osoby niezwiązane z rasą. Przeglądanie internetu może skończyć się niezłym mętlikiem w Twojej głowie, dlatego właśnie powstał ten artykuł. Fakty naukowe połączyliśmy z naszymi doświadczeniami i zebraliśmy najważniejsze informacje w jednym miejscu, tak aby miłośnicy rasy mogli w przystępny sposób zaznajomić się z tematem.

Skupimy się na tych zagadnieniach, które są charakterystyczne dla rasy, na tych, które wydają nam się najważniejsze i na tym jak funkcjonują w praktyce hodowlanej, bo to właśnie ten aspekt jest najistotniejszy z punktu widzenia całej rasy i w trosce o jej dalszy rozwój. Wymienione poniżej choroby nie występują nagminnie i nie powinna przerazić Cię ich ilość. Chcemy, abyś wybierając naszą ukochaną rasę był przygotowany na to co może się wydarzyć i byś wybrał świadomie miejsce, z którego ma pochodzić Twój przyszły przyjaciel.

Powszechnie uznaje się, że charciki to rasa dość zdrowa i z pewnością długowieczna (najczęściej charciki żyją kilkanaście lat, znane są nawet w naszym kraju 16, 17 czy 18-latki). Trzeba jednak mieć świadomość, że żadna rasa nie jest zupełnie wolna od problemów. Choroby i wady mają różne podłoże, oprócz tych nabytych w okresie wzrostu, dojrzewania czy w efekcie starzenia się organizmu mamy też takie, z którymi maluch się urodził – wady wrodzone (szczenię się z nimi rodzi, ale nie są one odziedziczone po przodkach, niekoniecznie muszą być przekazywane dalej), genetyczne czyli takie, które „zakodowane” są w genach i mogą być przekazywane dalej. Te ostatnie mogą objawić się już przy narodzinach, mogą także dać o sobie znać dopiero w późniejszym rozwoju, a nawet w wieku dojrzałym. Choroby genetyczne dziedziczone są najczęściej w sposób złożony, czyli wiele genów zebranych w określonej sekwencji wywoła chorobę. Biorąc powyższe aspekty pod uwagę należy zdawać sobie sprawę, że zupełne wyeliminowanie chorób z populacji danej rasy jest po prostu niemożliwe. Praca hodowlana, rzetelność w doborze par i przede wszystkim szczerość wobec problemów to klucz do poprawienia zdrowia w rasie.

  • CHOROBY, NA KTÓRE ISTNIEJE BADANIE DNA:

Badania genetyczne zwierząt są coraz popularniejsze i coraz łatwiej dostępne. Dzięki prężnemu rozwojowi tej dziedziny nauki możemy hodować lepiej unikając niektórych problemów zdrowotnych u powoływanych na świat szczeniąt. Pionierem w dziedzinie badań DNA dla naszej rasy jest Veterinary Genetics Laboratory, na Uniwersytecie Davis w Kalifornii. Opracowano tam kilka testów DNA dedykowanych naszej rasie. Badanie wykonuje się na podstawie materiału pobranego w formie wymazu z jamy ustnej, który wysyła się do USA. Czas oczekiwania na wyniki wynosi od kilku do 10 dni (od momentu dostarczenia przesyłki z materiałem genetycznym). Koszty badań nie są niskie, ale wykonuje się je tylko raz w życiu psa, ponieważ ich wynik jest „zapisany” w genach i niezmienny.

HIPOPLAZJA SZKLIWA (Familial Enamel Hypoplasia – FEH; Autosomal Recessive Amelogenesis Imperfecta – ARAI)

Jest dziedzicznym zaburzeniem genetycznym szkliwa zębów występującym u charcików włoskich. Charakteryzuje się ubytkami szkliwa i przebarwieniami zębów stałych; często zęby są małe, spiczaste, chropowate, a szczeliny między nimi nienaturalnie duże. Przypadłość ta objawia się po wymianie zębów mlecznych na stałe i może mieć różny przebieg – szybsze odkładanie płytki nazębnej i kamienia, ogólne osłabienie zębów i dziąseł, a w skrajnych przypadkach mocne ich odbarwienie, łamliwość, bolesność i rozwój innych chorób przyzębia. Dzięki grupie badawczej z Uniwersytetu w Davis, w Kalifornii (pod przewodnictwem dr Nielsa Pedersena) zidentyfikowano mutację związaną z FEH u charcików włoskich i można wykonać badanie DNA w celu wykrycia choroby lub nosicielstwa. Choroba ta dziedziczona jest autosomalnie recesywnie, co prosto mówiąc oznacza, że potomstwo musi otrzymać wadliwe geny od obojga rodziców (chorych lub nosicieli), aby było chore. Jeśli jedno z nich jest genetycznie wolne od mutacji, to niezależnie od drugiego rodzica – szczenięta wywodzące się z takiego skojarzenia nigdy nie będą chore. Dlatego też do hodowli używa się nosicieli, o ile zostaną one skojarzone ze zdrowym przedstawicielem rasy.
Wynik badania DNA na FEH może mieć trzy formy:
N/N – to pies zdrowy, bez mutacji;
N/MUT lub inaczej N/FEH – to pies zdrowy, który jest nosicielem mutacji;
MUT/MUT lub FEH/FEH – to pies chory.

Znaczenie dla hodowli:
Badanie DNA ma na celu pomóc hodowcom w unikaniu skojarzeń dwóch nosicieli. Mimo, że połączenie psa chorego ze zdrowym nie da nam szczeniąt chorych (a jedynie nosicieli) to z etycznego punktu widzenia rozmnażanie psów obciążonych schorzeniem jest kiepskim pomysłem. Eliminowanie nosicieli także nie jest dobrym pomysłem, wiele z nich może być bowiem okazem zdrowia i wykazywać się doskonałymi wynikami innych badań, nie mówiąc o doskonałym eksterierze, charakterze czy innych walorach udoskonalających pracę hodowlaną.
Wg danych zebranych przez Uniwersytet w Kalifornii ok. 30% populacji biorącej udział w badaniu to nosiciele mutacji, kolejne 14% to psy chore. W Europie badania dopiero teraz stają się bardziej dostępne i popularne, nie ma żadnych statystyk dotyczących naszej charcikowej populacji, dlatego musimy pamiętać, że dojście do „czystości genetycznej” w tej akurat przypadłości to proces bardzo długotrwały, a może nawet niewykonalny.

W naszej hodowli:
W historii naszej hodowli zdarzył się jeden przypadek tej choroby, na szczęście jej przebieg jest w tym wypadku dość łagodny. Każde doświadczenie jest jednak nauką na przyszłość i w chwili obecnej wszystkie nasze psy przetestowane są w VGL UC Davis na nosicielstwo FEH. W przypadku każdego krycia naszych suk nosicielek również wymagamy tego badania od właścicieli owego reproduktora, a w przypadku suczek przyjeżdżających na krycie do naszych psów (jeżeli ten wybrany jest nosicielem) – muszą być one najpierw zbadane by potwierdzić, że są wolne od nosicielstwa. W ten sposób możemy mieć pewność, że nie powołamy na świat psiaków chorych.

JASKRA (Primary Closed Angle Glaucoma – PCAG)

U charcików występuje jaskra pierwotna z zamkniętym kątem przesączania, która jest dziedziczną chorobą wynikającą z szybkiego wzrostu ciśnienia w oku, co powoduje utratę funkcji nerwu wzrokowego i utratę komórek zwoju siatkówki. Początek tego stanu jest nagły, bolesny, a nieleczony prowadzi do ślepoty. Najczęstszy wiek psów w momencie rozpoznania wynosi od pół roku do 6 lat. Badania przeprowadzone przez dr Nielsa Pedersena i Hongwei Liu w UC Davis zidentyfikowały dwie połączone mutacje, które są obecne u 75% charcików cierpiących na jaskrę.

VGL oferuje test, który pozwala właścicielom zidentyfikować psy o podwyższonym ryzyku tej jaskry i pomóc hodowcom w doborze par hodowlanych, aby uniknąć powołania na świat potomstwa o podwyższonym ryzyku.
Wynik badania DNA na PCAG może mieć trzy formy:
N/N – u psa ryzyko wystąpienia jaskry jest minimalne (wynosi do 2%)
N/S – pies jest nosicielem mutacji skorelowanej z występowaniem jaskry, ryzyko wystąpienia u niego tej choroby wynosi do 2%, ale należy uważnie dobierać partnera do skojarzenia
S/S – u psa ryzyko wystąpienia jaskry jest 60 razy wyższe niż w pozostałych przypadkach.

Znaczenie dla hodowli:
Badanie DNA ma na celu pomoc hodowcom w unikaniu skojarzeń dwóch nosicieli. Ale badanie to nie jest jednoznaczne z tym, że pies jest zdrowy lub chory, pokazuje ono jedynie „prawdopodobieństwo” wystąpienia choroby u danego psa. W celu zminimalizowania ryzyka należy badać psa także klinicznie. Badanie takie przeprowadza specjalista – okulista, który potwierdza wynik stosownym certyfikatem. Badanie powtarza się kilkakrotnie podczas całego życia psa, ponieważ choroba może rozwinąć się także w dojrzałym wieku.

W naszej hodowli:
W naszej hodowli nigdy nie zdarzył się przypadek jaskry, mimo, że mamy już kilku weteranów wszystkie one nadal cieszą się dobrym wzrokiem. Wszystkie nasze psy regularnie odwiedzają klinikę oftalmologiczną w czeskich Pardubicach, gdzie poddawane są kompleksowym badaniom oczu. Na badania zabieramy także nasze weterany, których stan mimo ukończonej już kariery hodowlanej nadal dostarcza nam wiedzy na temat poszczególnych linii hodowlanych i ogólnego stanu wzroku starzejących się charcików. Oprócz tego wszystkie pary przyszłych rodziców mają badanie DNA wykonane w Kalifornii.

POSTĘPUJĄCY ZANIK SIATKÓWKI (Progressive Retinal Atrophy – PRA)

Postępujący zanik siatkówki (PRA) jest chorobą genetyczną charakteryzującą się stopniową degeneracją fotoreceptorów w siatkówce, która prowadzi do ślepoty. Tej choroby nie można wyleczyć, ani tak naprawdę wyeliminować i jest ona spotykana u wielu ras psów. U charcików włoskich zidentyfikowano mutacje w 5 parach genów, które powiązano z podatnością  na zachorowanie u 90% charcików z PRA. W naszej rasie ta choroba oznaczona jest jako PRA-IG1, można podzielić ją na 3 podtypy (PRA-IG1a, 1b i 1c) w oparciu o genotypy ryzyka. Interpretacja wyników jest dość skomplikowana, na szczęście po wykonaniu testu DNA otrzymujemy wynik wraz z interpretacją wielkości ryzyka wystąpienia choroby. Dostępne są także tabele, dzięki którym hodowca sam może zinterpretować wynik.

Znaczenie dla hodowli:
Test DNA wraz z prawidłową interpretacją jego wyniku oraz badania kliniczne tak jak w przypadku jaskry pozwalają hodowcy zminimalizować ryzyko wystąpienia choroby. Póki co nie wiadomo czy istnieją inne formy PRA, skorelowane z nieprzebadanymi jeszcze genami.

W naszej hodowli:
W naszej hodowli nigdy nie zdarzył się przypadek PRA. Podobnie jak w przypadku innych chorób oczu, zdajemy się na wiedzę okulisty, pod opieką którego są nasz psy. Wykonujemy także testy DNA w Kalifornii.

  • CHOROBY, KTÓRE MOŻNA WYKRYĆ PRZEZ BADANIA KLINICZNE:

RZEPKI KOLANOWE (Patella Luxation – PL, zwichnięcie rzepki)

A właściwie zwichnięcie rzepki kolanowej czyli przemieszczenie rzepki poza odpowiednią krawędź bloczka kości udowej. Najbardziej predysponowane do tego schorzenia są psy ras małych i miniaturowych, a objawia się ono najczęściej kulawizną którejś z tylnych kończyn. Przypuszcza się, że predyspozycja do wystąpienia tej jednostki związana jest z pewnymi cechami anatomii, mówi się wówczas o wrodzonym zwichnięciu rzepki. Nie jest wykluczone by takie schorzenie powstało także po urazie. Do zwichnięcia o charakterze wrodzonym dochodzi najczęściej, gdy bloczek kości udowej nie wykształca się prawidłowo lub jest zbyt płytki. Wyróżnia się cztery stopnie zwichnięcia. Od najmniej nasilonych zmian, gdy pies nie kuleje lub kulawizna jest słaba – stopień I – do najgorszego stanu w stopniu IV, gdy rzepki nie można już wprowadzić do bloczka w czasie badania i pies kuleje stale. Przypadłość ta może sprawiać psu ból – jeśli wystąpi znaczny ubytek chrząstki i odsłonięcie kości podchrzęstnej na grzebieniu bloczka kości udowej i na powierzchni stawowej rzepki. Zwichnięcie rzepki może być powiązane/wywołane innym problemem, dlatego lekarz może zlecić wykonanie badań krwi oraz RTG stawów kończyn tylnych. Leczeniu podlegają psy, u których zwichnięcie rzepki powoduje zaburzenia ruchu. Możliwe jest wyłącznie leczenie operacyjne, a lekarz ma do dyspozycji szereg metod dotyczących zarówno tkanek miękkich jak i kości. Schorzenie najczęściej wykrywane jest w wieku dojrzewania psa.

Znaczenie dla hodowli:
Niestety podłoże tego schorzenia jak i innych problemów ortopedycznych u psów nadal nie jest poznane. Jeśli problemy te są uwarunkowane genetycznie to zapewne dziedziczone są wielogenowo, co oznacza, że nigdy nie stworzy się testu DNA na ich nosicielstwo czy chociażby ryzyko wystąpienia. Najskuteczniejszą metodą minimalizowania ryzyka ich wystąpienia jest po prostu badanie kliniczne psów, które mają być rozmnażane. Badania takie wykonują lekarze weterynarii doświadczeni w tej dziedzinie. W Polsce nie ma wyznaczonych lekarzy ze specjalnymi uprawnieniami, ale hodowca może się zdać na lekarzy specjalistów w dziedzinie ortopedii, gdyż stwierdzenie prawidłowości rzepek nie jest specjalnie skomplikowane. Badanie wykonuje się u psów, które zakończyły rozwój fizyczny i wzrost. Niestety nawet po dwóch zdrowych psach może zdarzyć się szczenię z problemami.

W naszej hodowli:
W naszej hodowli nie mieliśmy problemów z rzepkami kolanowymi, choć zdarzył się przypadek psa z problemem ortopedycznym, niestety nie można określić jego dokładnego podłoża. Wszystkie psy badamy u specjalisty po osiągnięciu docelowego wzrostu. Najwcześniej takie badanie wykonujemy po ukończeniu 12 miesiąca życia psa, gdy mamy pewność, że nie rośnie on już od kilku miesięcy.

  • INNE PRZYPADŁOŚCI:

URAZY i ZŁAMANIA

Podejrzewa się, że złamania kończyn u charcików włoskich mają podłoże genetyczne, choć często określa się je jako „tendencję”. Na podstawie rozmów ze specjalistami w dziedzinie chirurgii oraz doświadczeń różnych hodowców możemy wywnioskować, że istnieje pewna predyspozycja do występowania urazów w konkretnych liniach. Niestety jeśli taka predyspozycja faktycznie uwarunkowana jest genetycznie to zapewne nie dziedziczy się ona w sposób prosty i nie da się jej wyeliminować. Najczęściej obserwuje się złamania w obrębie kości przedramienia (promieniowa i łokciowa), a dochodzi do nich przy upadku, skoku na niestabilne podłoże czy uderzeniu o twardą powierzchnię. Do urazów takich dochodzi najczęściej w młodym wieku, w wieku intensywnego wzrostu psa, w czasie wymiany zębów – jest to czas, gdy ciało jest niezbyt kompatybilne z umysłem charcika 😉 Nie ma żadnych oficjalnych statystyk dotyczących korelacji wieku i ilości urazów, podane wnioski opieram na własnych obserwacjach i wiedzy innych hodowców. Niewątpliwie wpływ na wystąpienie tego typu urazów poza czynnikami genetycznymi, mają także czynniki środowiskowe: odpowiednie żywienie, utrzymanie w dobrej kondycji (odpowiednia masa ciała), a przede wszystkim właściwy rozwój aparatu ruchu. Na podstawie własnych doświadczeń mogę stwierdzić, że ruch i stymulacja sprawności charcika ma ogromny wpływ na jego przyszłe życie. Nie można ograniczać charcikowi ruchu i należy uczyć go rozważnego poruszania się na różnych powierzchniach. Ciało rosnącego charcika będzie „uczyło się” jak zachować się na różnym podłożu, na wysokości i podczas skoku, a jego mięśnie, ścięgna i stawy będą wzmocnione i elastyczne. W tym wszystkim należy jednak uwzględnić predyspozycje fizyczne charta – długie i smukłe kończyny, szybkość, zwinność i żywiołowe usposobienie czynią charcika bardziej narażonym na urazy tego typu. Dodatkowo dochodzi także czynnik „nieszczęśliwego wypadku”, trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że także psy innych ras łamią łapy wpadając w dołki czy uderzając o twarde przeszkody.

Znaczenie dla hodowli:
Jeśli na skutek poważnego wypadku pies złamie łapę, a w jego rodzinie nie znamy powtarzających się przypadków tego typu to na wyrost byłoby odsuwanie go od rozrodu. Natomiast jeśli znamy kilka przypadków w danej linii lub złamania u psa są problematyczne czyli ciężko się zrastały, nie goiły, to należy poważnie zastanowić się nad konsekwencjami używania takiego psa w hodowli. Na pewno sprawa złamań uważana jest za temat tabu, co dodatkowo utrudnia pracę hodowlaną rzetelnym hodowcom. O złamaniach nie mówi się otwarcie, a hodowcy, którzy próbują dyskutować o problemie i przyznają się do posiadania doświadczeń w tym temacie są piętnowani przez środowisko.

W naszej hodowli:
Na szczęście nie mamy u siebie problemów tego typu. Żaden z mieszkających u nas psów nie uległ połamaniu. W naszej praktyce mieliśmy jednak jedno złamanie, był to pies pochodzący z innej hodowli, ponieważ mieliśmy wiedzę o innych przypadkach złamań wśród psów blisko z nim spokrewnionych postanowiliśmy wycofać go z hodowli i nie hodujemy na psach z tej linii. Stawiamy spory nacisk na odpowiedni rozwój naszych psów oraz szczeniąt opuszczających nasz dom. Od ok. 4 tygodnia życia nasze maluchy uczone są poruszania się po różnych nawierzchniach, w tym także tych problematycznych, np. bardziej śliskich. Dorosłe psy mieszkają u nas na „wolności” i poruszają się po całym domu, gdzie korzystają ze schodów, kanap, chodzą po podłogach z drewna, paneli, glazury. Z racji naszego miejsca zamieszkania (okolice pogórza) na spacerach mają szansę ćwiczyć sprawność i wzmacniać układ ruchu dzięki interwałowemu treningowi „góra-dół”, wspinaczkom i wędrówkom w trudniejszym terenie.
Staramy się kierować także budową anatomiczną psów dobieranych do rozrodu – preferujemy psy o mocnych, prostych łapach, z silnymi nadgarstkami, nie przepadamy za psami wysokonożnymi o karykaturalnie wydłużonych kończynach. Psy o lżejszym kośćcu równoważymy partnerami o mocniejszej budowie. Stawiamy na psy dobrze umięśnione i zwarte w budowie.

URAZY OGONA

Urazy ogona to zdecydowanie chleb powszedni każdego hodowcy. Ogon charcika jest niezwykle delikatny i smukły, pozbawiony tkanek chroniących jego drobne kostki, pokryty cienką skórą. Przy takiej budowie w połączeniu z ekspresyjnym i żywiołowym usposobieniem nie trudno o uraz tej części charcikowego ciała. Często nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy to się stało, bo złamany ogon charcika raczej nie boli, ani nie wywołuje dyskomfortu. W skutek silnego uderzenia (np. o kant mebla) może dojść do różnego typu urazów zarówno dotyczących kręgów (złamanie, pęknięcie) jak i przestrzeni pomiędzy kręgami. Złamanie może objawić się jako obrzęk, zgrubienie i skrzywienie ogona. Jeśli uraz nie jest bardzo poważny (np. załamanie pod kątem prostym) powinno obejść się bez wizyty u weterynarza. Można zastosować masaże i lekki opatrunek, można stosować środki naturalne o działaniu przyspieszającym wchłanianie obrzęku (jak maść z arniki). Najczęściej takie urazy leczą się samoistnie po kilku czy kilkunastu tygodniach i po całkowitym zroście bywają niewyczuwalne. Jeśli złamanie jest poważne lub doszło do zmiażdżenia ogona (np. drzwiami) powinniśmy udać się do weterynarza w celu wykonania RTG, na podstawie obrazu „zniszczeń” lekarz zaleci dalsze leczenie. Często słyszy się o straszeniu właścicieli amputacją lub operacjami, uważam jednak, że jest to prognozowanie bardzo na wyrost i nigdy nie słyszałam o takiej konieczności. Jeśli chodzi o opatrunek założony przez weterynarza to niestety także nie słyszałam o takim, który byłby skuteczny i trwały.

Znaczenie dla hodowli i jak to wygląda u nas:
Złamania ogona mają charakter nabyty i nie mają one związku z uwarunkowaniem genetycznym (no chyba, że ogólną podatnością całej fizjonomii charta). W naszej hodowli zdarzały się złamania ogona podczas aktywnych spacerów czy zabaw. Wszystkie te urazy udawało nam się ładnie wyleczyć i nie przeszkadzały one w życiu, ani nawet dalszej karierze wystawowej naszych charcików.

CHOROBY PRZYZĘBIA

U charcika zęby są duże i mocne, osadzone są w szczękach ściśle, co powoduje zaleganie resztek pożywienia i stwarza idealne warunki dla bakterii. Charciki mają tendencję do szybkiego odkładania płytki i kamienia nazębnego, które z kolei prowadzą do cofania dziąseł, a z czasem nawet do ich zaniku. Bywa, że problemy z dziąsłami prowadzą do szybkiej utraty (zdrowych) zębów, nawet u kilkuletnich psów. Można przypuszczać, że za tendencją do „słabych” dziąseł stoją uwarunkowania genetyczne, gdyż takie zależności obserwuje się w konkretnych liniach, natomiast nie ma jednoznacznie określonego sposobu na zlokalizowanie i wyeliminowanie problemu. Zaleca się regularne dbanie o zęby, mycie ich, a także w razie konieczności czyszczenie u psiego stomatologa (skaling).

Znaczenie dla hodowli:
Niestety nieznane jest podłoże chorób przyzębia, dlatego w hodowli ciężko jest wyeliminować ten problem. Jedynym sposobem jest dbałość o charcikowe zęby i dokładne analizowanie występowania problemów w danych liniach tak aby unikać łączenia linii „problematycznych”.

W naszej hodowli:
Nasze charciki w większości cieszą się doskonałymi zębami, mamy niestety też takie, u których pojawiła się tendencja do słabych dziąseł. Staramy się selekcjonować nasze kolejne pokolenia tak by wyeliminować z czasem ten problem, choć wiemy, że nie jest to możliwe w 100% bo problemy te wyskakują często niespodziewanie i losowo, często dopiero w dojrzałym wieku.

ŁYSIENIE (Color Dilution Alopecia – CDA)

Jest to genetyczna przypadłość, dziedziczona w sposób recesywny, którą wiąże się bezpośrednio z genem (dd) rozjaśniającym kolor sierści, czyli błękitnym i izabelowym. Przypadłość ta objawia się utratą włosa na czubku głowy, wzdłuż grzbietu, u nasady ogona i na nim samym, a także na bokach tułowia. U szczeniąt choroba jest niewidoczna, objawia się dopiero po całkowitej wymianie włosa, tj. po 6 m-cu życia, czasem nawet po kilku latach. Geneza jej powstania jest niejasna i póki co nie ma także skutecznych sposobów jej leczenia. Pocieszającym jest fakt, że stan ten nie niesie za sobą żadnych innych konsekwencji dla psa. Najczęściej jest jedynie problemem natury „estetycznej”. W niektórych przypadkach łysieniu może towarzyszyć świąd lub sucha skóra dlatego psiaka dotkniętego alopecją dobrze jest wspomagać odpowiednią pielęgnacją, dobrą dietą i suplementami poprawiającymi kondycję skóry.

Znaczenie dla hodowli:
Nie każde łysienie musi oznaczać alopecję. Chorób objawiających się utrata sierści jest co najmniej kilkanaście. Charciki są podatne na sezonową utratę włosa, szczególnie w okresach przejściowych i w zimie. Jeśli pies ma tendencję to przerzedzania się sierści, ale w lecie wszystko wraca do normy to z pewnością nie jest to pies chory. Powstawanie tej choroby jest zagadką, a jej występowania nie da się wprost wywnioskować na etapie selekcji psów do hodowli. Ważne jest by unikać kojarzenia dwóch psów z tendencją do utraty włosa. Utrata włosa może być też spowodowana zmianami hormonalnymi, problemami z tarczycą lub innymi przypadłościami i być jedynie skutkiem ubocznym innych problemów zdrowotnych. Utracie włosa w niektórym miejscach ciała sprzyjają także źle dobrane obroże, szelki czy ubrania.

W naszej hodowli:
Ponieważ wystąpienia alopecji nie da się przewidzieć i zbadać, w naszym programie hodowlanym staramy się unikać prowadzenia linii złożonej jedynie z psów „rozjaśnionych” (z genem dd – homozygotyczne dilution). Chętnie używamy w hodowli psów o umaszczeniu czarnym i kładziemy duży nacisk na jakość i strukturę sierści psów używanych w hodowli. Niestety preferencje przyszłych właścicieli często kuszą niektórych hodowców do prowadzenia linii kilku pokoleń „dilution” tak by rodziły się szczenięta jedynie szare, co w mojej opinii jest dość ryzykowne.

DYSPLAZJA MIESZKÓW WŁOSOWYCH

Jest to choroba wywołana przez patologiczny stan mieszka włosowego. Choroba ta ma najczęściej charakter wrodzony, ale nie wiadomo w jakim stopniu się dziedziczy, często wystąpienie choroby łączy się z możliwością wpływu zaburzeń hormonalnych (badania wykazują, że dysfunkcji mieszka włosowego towarzyszy równoczesne zachwianie równowagi hormonów płciowych). Choroba objawia się utratą sierści i zmienionym jej obrazem. Włosy są matowe, wysuszone, często o zmienionej barwie i strukturze. Zmiany lokalizują się zwykle na tułowiu, na szyi oraz na kończynach. Prócz utraty włosa nie występują inne objawy, nie ma świądu ani stanu zapalnego. Pojawia się najczęściej w wieku dojrzewania lub przy nagłych zmianach hormonalnych. Leczenie polega na stosowaniu melatoniny oraz leków hormonalnych, ale zastosowanie tych substancji niesie ryzyko wystąpienia wielu poważnych dla pacjenta działań ubocznych dlatego musi być bardzo rozważne.

Znaczenie dla hodowli:
Podobnie jak z innymi chorobami o nieznanym podłożu hodowca nie jest w stanie przewidzieć i zapobiec jej wystąpieniu. Jeśli choroba ta wystąpi rozsądnie jest wykluczyć psa z planu hodowlanego.

W naszej hodowli:
Nie mamy psa z takim problemem. Znamy jednak przypadek psa, u którego podejrzewano problem tego typu, po wprowadzeniu odpowiedniej diety i pielęgnacji problem ustał.

ALERGIE POKARMOWE

Charciki mają szybką przemianę materii i dosyć wrażliwy przewód pokarmowy. Znane są przypadki nietolerancji niektórych białek, gdzie charcik okazał się alergikiem. Przyczyny takich alergii nie są znane, a zapobieganie niepożądanym reakcjom polega na eliminowaniu rodzaju mięsa jakiego nie toleruje pies. Z naszych doświadczeń wynika, że najczęściej „problematycznym” czynnikiem jest mięso z kurczaka. Alergia objawia się najczęściej problemami skórnymi i dolegliwościami ze strony układu pokarmowego.

Znaczenie dla hodowli:
Nie znając przyczyn i genezy powstawania alergii pokarmowych i innych nietolerancji, w hodowli praktycznie nie możemy wykluczyć występowania podobnych dolegliwości u naszych szczeniąt. W chwili obecnej na rynku dostępnych jest mnóstwo dobrej jakości karm, które umożliwiają wyłączenie czynnika powodującego alergię z diety naszego pupila.

W naszej hodowli:
W naszej praktyce hodowlanej nie mamy żadnych większych problemów z nietolerancjami, nie mieszka też u nas żaden alergik. Nasze charciki żywione są każdym rodzajem mięsa. Szczenięta staramy się przyzwyczaić do możliwie jak najszerszej gamy białek, dlatego mamy szansę sprawdzić czy maluch ma jakiś problem jeszcze przed opuszczeniem naszego domu. Oczywiście nietolerancje mogą wystąpić w późniejszym okresie życia psa.

INNE UCZULENIA

Jednym z często pojawiających się u charcika uczuleń jest reakcja na ukąszenie owada – meszki, komary, pszczoły, osy, a nawet mrówki. Najczęściej dochodzi do nich latem, gdy owady siedzą na kwiatach, owocach czy trawniku. Delikatna skóra charcika i niewielka masa ciała przyczyniają się do gwałtownej reakcji alergicznej. Jej intensywność zależy od miejsca na ciele i ilości ukąszeń. Najbardziej narażone są nos, pysk, okolice szyi, podniebienia, języka, wówczas powstający obrzęk błon śluzowych może być przyczyną trudności z oddychaniem. Taka sytuacja może zagrażać życiu i wymaga szybkiej interwencji lekarza. Jeśli zwierzę jest uczulone użądlenia mogą doprowadzić do wstrząsu anafilaktycznego, który także zagraża życiu.

Kolejny rodzaj reakcji to wstrząs poszczepienny, jest to gwałtowny wstrząs anafilaktyczny objawiający się obrzękiem głowy i pyska, a także bąblowatą wysypką nawet na całym ciele. Następuje on w czasie kilkunastu minut do kilku godzin po szczepieniu i należy niezwłocznie udać się do weterynarza. Pies jest osowiały, ospały, przestraszony i zdenerwowany, może mieć mdłości i problemy z poruszaniem się. Najczęściej dolegliwości ustają po podaniu przez weterynarza odpowiedniego środka sterydowego.

Znaczenie dla hodowli i jak to wygląda u nas:
W okresie letnim najczęściej zaopatrujemy się w leki przeciwhistaminowe, a nasz weterynarz wyznacza nam odpowiednie, bezpieczne dawki. Z naszego doświadczenia wynika, że niektóre psy gwałtownie reagujące na ukąszenia za szczeniaka potem zupełnie wyrastają z tej przypadłości, tak jakby uodporniły się na ten rodzaj ukąszenia. W razie ukąszenia staramy się robić zimny okład, by zmniejszyć obrzęk, jeśli jest to użądlenie oczywiście usuwamy najpierw żądło. Jeśli chodzi o wstrząs poszczepienny, mieliśmy już u siebie ten przypadek – jest to dość traumatyczne i nieprzyjemne przeżycie, dlatego zawsze po szczepieniu obserwujemy nasze psy, staramy się nie umawiać na szczepienie w godzinach wieczornych ani przed planowanym wyjściem (tak, żeby móc obserwować psy kilka godzin).


Przed wyborem szczenięcia, a nawet hodowli warto zaznajomić się z podstawowymi zagadnieniami dotyczącymi chorób. W Polsce nie ma odgórnego  obowiązku badań w kierunku żadnej z chorób, dlatego warto zainteresować się czy hodowca jest zaznajomiony z tym problemem i czy jego psy posiadają stosowne świadectwa.

Podsumowując – badania, o które warto spytać hodowcę:
1) badanie rzepek kolanowych
2) kliniczne badanie oczu
3) badanie serca
4) test DNA w kierunku hipoplazji szkliwa (FEH) – przynajmniej jedno z rodziców musi być czyste (N/N)
5) test DNA w kierunku jaskry (PCAG) – przynajmniej jedno z rodziców musi być czyste (N/N)
6) test DNA w kierunku postępującego zaniku siatkówki (PRA) – wynik powinien przedstawiać jak najniższe ryzyko wystąpienia choroby, szczególną uwagę zwracamy na allel A i D


Opracowano na podstawie:
www.vgl.ucdavis.edu/services/italiangreyhound.php
www.vcahospitals.com
w
ww.ortopedia-weterynaryjna.pl
www.arkapwet.zgora.pl