
Ten rok zaczynamy nową serią artykułów o zdrowiu. Pomysł na taki typ wpisów zrodził się już kilka lat temu, ale do jego realizacji potrzebna była odpowiednia kooperacja. Już jakiś czas temu mając na tapecie problematyczny wątek zdrowotny nie mogliśmy dojść do jego rozwiązania, a żadna z rad weterynarzy niestety nie skutkowała całkowitym rozwiązaniem u specyficznego psa jakim jest charcik. Wtedy to postanowiłam napisać do kogoś kto jest weterynarzem i posiadaczem charcików jednocześnie, tak trafiłam na kogoś, z kim od tamtej pory chętnie się konsultuję spędzając (czasem) godziny na pisaniu o trudniejszych i tych bardziej błahych, pieskich sprawach. Paulina „wychowała się” w charcikowym domu (jej mama hoduje pod przydomkiem Elfy z Wiślanego Brzegu), od 17 lat żyje z charcikami, a od 12 lat związana jest także z weterynarią, obecnie od 4 lat rozwiązuje psie problemy zdrowotne na co dzień pracując w zawodzie. Prywatnie Paula lubi pisać zabawne teksty o swoim życiu z charcikami, a ja postanowiłam te wszystkie wątki połączyć w całość tworząc serię dotyczącą powszechnych problemów z jakimi możemy spotkać się żyjąc z charcikiem. Łącząc w humorystyczny sposób rady weterynarza z doświadczeniami hodowcy postaramy się, żeby te wpisy nie były kolejnym nudnym wyciągiem z podręcznika jakich setki znajdziesz w internecie.
Zaczynamy z tematem, który towarzyszy każdemu hodowcy i właścicielowi psa. Wątki o pasożytach pojawiają się na wszystkich psich grupach, a co jakiś czas także odzywają się do mnie właściciele novaticowych charcików, które „złapały robala”. Ostatnio brałam udział w dwóch webinarach poświęconych tej tematyce i spędziłam parę godzin na rozmowach o psiej kupie z dr Paulą. Zebrałyśmy parę faktów i mitów dotyczących tego mało przyjemnego, ale niestety towarzyszącego nam wątku.

ZDANIEM WETA
Nie ma co ukrywać, tekst powstaje na specjalną prośbę Moniki (NOVATICA), za który, poniekąd, wzięłam się może i późno, ale z nieskrywaną radością.
Otóż tak prozaiczna rzecz, jak: co, jak, kiedy, jak często, a być może przede wszystkim, czy w ogóle należy, potrafi podzielić tak hodowców, opiekunów psów oraz… lekarzy weterynarii. Postaram się zawrzeć najważniejsze rzeczy skrótowo, w planach mam za bardzo nie przynudzać (czy się uda, to się dopiero okaże po czasie).
Ja nie muszę odrobaczać swojego psa, bo on nigdzie nie wychodzi!
Ojj… Tak bardzo można się tutaj pomylić.
Jedna rzecz, jeśli pies nigdzie nie wychodzi i całe życie spędza w mieszkaniu, to należy mu szczerze współczuć. Druga rzecz, jeśli pies nigdzie nie wychodzi, no oprócz własnego podwórka, to… Już wychodzi.
Trzecia rzecz, nie chodzi tylko o to, gdzie pies chodzi, ale i gdzie my chodzimy. Już tłumaczę.
Do zarażenia pasożytami dochodzi poprzez dostanie się do przewodu pokarmowego wydalonych przez innego osobnika jaj (lub zjedzeniu żywiciela pośredniego, paratenicznego itp.). W każdym razie, osobniki dorosłe się rozmnażają, produkują jaja, które potem wędrują na zewnątrz. Wędrują na zewnątrz najczęściej w kale. Kał sam w sobie czasem się rozpływa, czasem leży tygodniami lub dniami na chodniku czy trawniku. Najprostsza dla nas do wyobrażenia sobie forma zarażenia to zjedzenie cudzego kupska. Cudze kupsko bywa niesamowicie cudownym smakołykiem dla części psów (ten bukiet aromatów, zaklejone cuchnącym kupskiem zęby lub oklejony język – no pychota!). Do tego kupa czasem leży. Kto nigdy nie wdepnął w psie kupsko ten nie wie, jak długo kupsko takie może być przyklejone do buta. I tutaj jakby ciąg przyczynowo – skutkowy nadal jest logiczny. Wdepniemy w kupę, przychodzimy do domu (niewielkie znaczenie ma to, czy mamy podwórko, czy też nie), wycieramy kupska, ile tylko nam się uda. W międzyczasie roznosimy jaja. Zostawiamy je na klatce schodowej, na wycieraczce, w przedpokoju, a nawet na swoim własnym trawniku (chyba, że mamy śluzę sanitarną przed wejściem na swoją posesję, ale jak już prawie 4 lata pracuję, nikt nigdy nie potwierdził mi posiadania takowej). W podobny sposób jaja roznoszą też inne zwierzęta. Koty wychodzące, ptaki, lisy, wilki, myszy, szczury i co tam jeszcze akurat jest modne na danym osiedlu. Wchodzą w cudze kupsko (albo i własne) i idą dalej. Ciap, ciap, ciap, po drodze zostaje kupsko i jaja pasożytów. Zostaje nam ta „rozpłynięta” kupa. W miejscu, gdzie inny zwierzak oddał kał, już jej nie ma. Ale jaja pasożytów pozostają. Na trawie, przy ziemi, w ziemi. I nasz pies oddaje się swobodnie eksploracji terenu, tu powącha kwiatek, tu wciągnie źdźbło trawy do paszczy. To takie najprostsze drogi, jakimi zwierzak może zarazić się standardowymi pasożytami jelitowymi. Myślę, że każdy już może sobie wyobrazić sytuację, gdzie ten niewychodzący pies, czy kot, nagle zaczyna oddawać robale przodem i tyłem.

Ja go nie muszę odrobaczać, bo nie widać robaków w kupie.
Tutaj znowu dochodzimy do takiego trochę science fiction. Pasożyt dowolnego gatunku, chociaż często bardzo prosto zbudowany, nie jest głupi. Pasożyt dorosły w swoim małym ciałku wie jedno – opuszczenie żywiciela to pewna śmierć. Szybsza lub wolniejsza, ale śmierć. Teraz pomyślmy. Czy zdarzyło się kiedyś komuś z Was widzieć taką typową glistę (wygląda jak obrzydliwa nitka makaronu), która będzie się ruszać w świeżo oddanej porcji kału przez kolejne kilka dni? Albo chociaż kilka godzin? Jeśli mieliście szczęście, to glista wyszła jedna, a Wy pobiegliście do najbliższej przychodni (pewnie jeszcze robiąc jej dokumentację zdjęciową) i poprosiliście o coś, na tych niechcianych gości. Z najbardziej spektakularnych, ruszających się robali, należy wymienić tasiemca. Otóż jego człony potrafią pełzać, a nawet samodzielnie wyłazić z odbytu (zwłaszcza u kotów), po znieczuleniu pacjenta. Obrzydliwe, prawda?
Jeśli pasożytów w organizmie jest odpowiednio niewiele, to na zewnątrz wychodzą tylko jaja! A te są niewidoczne gołym okiem.
Kiedyś to się psa odrobaczało raz do roku, a teraz to wymyślają, że trzeba częściej.
Kiedyś ludzie umierali na zapalenie płuc, a zęby wyrywano ludziom na żywca. Schematów odrobaczania zwierząt jest wiele. I schematy te potrafią podzielić zarówno hodowców, właścicieli, jak i lekarzy. O odrobaczaniu tych malutkich szczeniąt rozpisywać się nie będę, wspomnę tylko, że małe szczeniaki przy matce, a wcześniej i ciężarną sukę odrobacza się w celu zapobiegania lub leczenia zarażenia śródmacicznego oraz laktogennego. W życiu dorosłym psa standardem jest odrobaczanie średnio co trzy miesiące lub wykonywanie badania kału, w celu wykluczenia obecności pasożytów. I to jest minimum, które powinniśmy robić. Czasem, należy odrobaczyć psa POMIMO ujemnego wyniku badania kału. Zwłaszcza wtedy, kiedy podejrzewamy, że coś tam jednak siedzi w psie lub ma tendencje do wciągania różnych dziwnych rzeczy z podłoża. Pomijając czynnik ludzki badania to w tej konkretnej próbce kału można nie trafić na ani jedno jajo, a mimo to, po odrobaczeniu mogą wyjść z psa dodatkowi lokatorzy. I nie, nie jest to powód do zrobienia awantury swojemu lekarzowi – gdyby badanie kału dawało zawsze stuprocentową pewność na kał czysty – cóż, świat byłby piękniejszy.
Od standardowego odrobaczania/badania kału mamy kilka odstępstw, a przynajmniej ja wprowadzam je u swoich zwierząt i swoich pacjentów.
1. Standardowe szczenię odrobaczamy przed każdym szczepieniem przeciwko chorobom zakaźnym i do pół roku odrobaczamy je co miesiąc. Dlaczego? Dlatego, że szczenię poznaje świat jęzorem, zębami, nosem i jest wybitnie predysponowane do napotkania na swojej drodze jaj pasożytów.
2. Kupojady, padlinojady, zbieracze z podłogi również odrobaczamy co około miesiąc. A nawet częściej.
3. Kiedy w domu pojawić ma się małe dziecko lub już się pojawiło i zaczyna zasuwać po podłodze również zwiększamy częstotliwość – tu chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo człowieka. Małego, ale jednak człowieka. Należy o nie zadbać ze szczególną uwagą.
4. Kiedy u dorosłego psa pojawia się nowy czworonożny – zawsze odrobaczamy CAŁE stado naraz. W przeciwnym wypadku możemy równie dobrze tabletki wyrzucić do śmietnika, zamiast ładować je jednemu zwierzakowi ze stada – efekt będzie identyczny.
Pewnie znalazłabym jeszcze jakieś wyjątki, ale to takie najważniejsze.
Dla bardziej dociekliwych polecam wpisać w wyszukiwarkę „ESCCAP odrobaczanie psów”. Jest tam świetny diagram, pod spodem tabelka, z jaką częstotliwością należy odrobaczać psa.

Hodowca sprzedał mi zarobaczonego szczeniaka!
Takie rzeczy się oczywiście zdarzają. Jeżeli szczeniak w dniu przyjazdu do domu zaczyna srać robalami, no to jest problem (i nie zawsze hodowca musi o tym wiedzieć – każdy z nas ma swojego robala). Ale litości. Jeżeli szczeniak jest u kogoś od miesiąca, z hodowli wyjechał z książeczką i wbitym odrobaczeniem to istnieje duże ryzyko, że to już wina nowego właściciela. Robaczyce to owszem jednostki chorobowe, to problem (zwłaszcza, kiedy daje objawy ogólne), ale powiedzmy sobie szczerze – każdy z nas ma swojego robala. Tak serio. A nawet serio, serio. Pies nie musi mieszkać w szopie zabitej dechami, żywić się odpadami ze stołu (lub padliną na gospodarstwie), mieć wystających żeber, matowej sierści, sraczko-rzygaczki, żeby mieć robaki. Cudownie zadbany, wspaniały pies, który odrobacza się co miesiąc, śpi w łóżeczku, jest przesadnie często kąpany też może mieć pasożyta. Pamiętam zresztą, jak mój profesor od parazytologii opowiadał nam na zajęciach o swoim kocie. A profesor spoko człowiek był. Otóż profesor miał kota wychodzącego (nie, nie popieramy kotów wychodzących i włóczących się po okolicy). Kota odrobaczanego zgodnie ze standardami (szewc bez butów chodzi). Któregoś razu, miesiąc po odrobaczeniu, zebrał kupsko kota do zbadania na uczelni (tak standardowo, bez żadnych cudów). Glisty plus tasiemiec. Zebrał po leczeniu znów kupsko po 10 czy 14 dniach (kot nadal wychodził na dwór). Znowu jakieś cuda. I tak zbierał to kupy przez dobre pół roku i raczył nim siebie, a chyba nawet swoich pracowników i zawsze coś znaleźli. Uznał, że ten typ potrzebuje się odrobaczać często i tym sposobem pchał całemu swojemu stadu tabletki do paszczy raz w miesiącu.
Można? Można.
Robal w kupie, czy rzygu to nie jest wstyd ani dla hodowcy, ani dla właściciela (chociaż, może być szokiem. I na pewno jest obrzydliwy). Wstyd to jest wtedy, kiedy pies zamiast kupska wydala same białe robale, a nikt nic z tym nie robi (albo wierzy w kiszoną kapustę). I uwierzcie – trzymanie psa w plastikowej kuli, bez kontaktu z trawnikiem, lasem, podwórkiem, innym psem, noszenie non stop na rękach lub w torebce nie jest remedium na ten problem, a robi psu kuku. Duże kuku tam głęboko w psychice i mózgu. Pozwólmy psu być psem.
Ja go odrobaczyłem miesiąc temu, pani mówiła, że profilaktycznie, co trzy miesiące, a on znowu sra robalami.
Tabletka, pasta, czy nawet krople na kark (spot on) przeciwpasożytnicze działają w momencie podania. Nie krążą przez trzy miesiące po psie. To się może zdarzać, również nikt Was nie oszukał.
Nie będę mu dawać żadnej chemii, ja go odrobaczam naturalnie.
Litości. Serio. Kapusta kiszona, napary z czosnku, czystka, czopki z czosnku, uszy królika z futrem to NIE jest odrobaczanie. To w najlepszym wypadku proszenie się o sraczkę stulecia. W gorszym fundowanie psu niesamowitych przeżyć w gabinecie weterynaryjnym. W drastycznych wypadkach możecie pozbawić psa życia. I ja nie żartuję. Jak ktoś chce eksperymentować, to na sobie, dajcie psom święty spokój. Chcecie mieć czyste sumienie? Zasponsorujcie tym psom porządne badanie kału, a potem współpracujcie z lekarzem.
Skoro robaka ma każdy, to kiedy robale to zaniedbanie, a kiedy zwyczajny przypadek?
Będę tłuc intensywnie wszystkim. Pasożyty wewnętrzne są zaniedbaniem, kiedy:
– pojawiają się objawy ogólne (biegunki, wymioty, robakowy kał, matowa sierść, senność, znaczne wychudzenie, itp.)
– wiadomo o jednym zarobaczonym zwierzęciu, a odrobaczane jest tylko jedno ze stada
– zwierzak (bo należy tu mówić o ogóle) ostatni raz miał badanie kału NIGDY, a odrobacza się raz do roku przy okazji szczepienia p/ko wściekliźnie.
Nie da się tak zwyczajnie podpisać każdej pojedynczej glisty pod „zaniedbanie”. Tak jak i wykrycia Giardii u jednego osobnika ze stada (w ogóle Giardia/Lamblia to jest ostatnio jakiś hardcore i ogólnie NAPALM na podwórku brzmi najbardziej skutecznie). Ale jeśli widzisz w dowolnym miejscu, z którego bierzesz psa, że zamiast kału wychodzą kłęby (!) białych makaroników… To trzeba zwiewać, gdzie pieprz rośnie. Naprawdę, jeden robal, okej, zdarza się. Kłębowisko? No ktoś tu nie jest na bieżąco z najnowszymi zaleceniami.
No to jak taka mądra, to jak często sama odrobaczasz swoje psy?
Nie odrobaczam tylko swoich psów, ale i kota (takiego super, domowego kiciusia, który ma swoje okienko na świat i nigdzie nie łazi). I odkąd mamy szczeniaka nasz schemat wygląda tak:
– pierwsze trzy miesiące młodego z nami (kiedy miał fazę „ZJEM KUPĘ!) średnio co 4-5 tygodni, razem z tabletką przeciwko kleszczom i pchłom (w następnym wpisie chętnie i o tym powiem co nieco)
– obecnie w planach mamy co 10-15 tygodni (czyli co 2-3 podania naszego tabsa na kleszcze)
– około tygodnia PRZED wyjazdem w miejsce, gdzie są szczenięta
– przy najbliższej okazji po zeżarciu padliny (bleh!)
Czy to szkodzi moim psom? Nie narzekają (chociaż ostatnio pogniewały się na ulubionego tabsa). Czy kiedyś znalazłam u nich robala? Jeszcze nigdy, a czasem, dla sportu, badam ich kupsko (praktyka czyni mistrza). I nawet jeśli zbadam je 3 dni przed terminem profilaktycznego podania tabsa trzy w jednym… I tak dostają tego łączonego. Przezorny zawsze ubezpieczony. A ja z nimi śpię. I jesteśmy mega mega mega blisko. I to psy pracujące są – cholera wie, co przywlekę im z roboty.

W wiadomościach od właścicieli charcików, ale także i w naszym stadzie spotykamy się dość często z sytuacją, gdzie po odrobaczeniu pies kiepsko się czuje i wymiotuje. U psa wymiotującego najprostsza opcja – zmienić producenta tabletek (wymiot może być na substancje pomocnicze, a nie substancje czynne); pomyśleć nad odrobaczeniem w formie spot on (nie działa na wszystko) lub (co chyba najprostsze) podać dobrze skruszoną tabletkę w większej objętości czegoś smacznego. Jeśli pies zwymiotuje po kilku godzinach to istnieje spora szansa, że substancje z preparatu już się wchłonęły. Szczególnie ważne jest by pies dobrze reagował na odrobaczanie celowane (po badaniu wiemy jaki pasożyt w psie siedzi) bo wtedy podajemy preparat tak długo jak trzeba, czyli do wybicia pasożyta, a przy długotrwałym, złym samopoczuciu możemy osłabić naszego charcika. Oprócz odrobaczania pamiętaj też, żeby regularnie sprzątać po swoim psie – zalegająca kupa nie tylko może zarazić inne psy, ale także i ponownie Twojego własnego psa, np. tuż po jego odrobaczeniu.
Jeśli nadal jesteście spragnieni wiedzy o naszych małych, niechcianych towarzyszach to warto zajrzeć do tego przewodnika ESCCAP. A my z Paulą szykujemy kolejny materiał na nudne, zimowe wieczory.