Wszystkie wpisy, których autorem jest Monia

5 SHADES OF GREY, CZYLI KOLEJNY MIOT NA POKŁADZIE

W ostatnich dniach sierpnia w naszym domu na świat przyszedł przedostatni miot planowany w tym roku. Ziri i Lungo to dwa piękne, solidnie zbudowane i wspaniale poruszające się charciki. Oboje z ładnymi głowami, z wyjątkowym wyrazem, z pięknymi, dużymi oczami, na dodatek oboje o czystych, głębokich kolorach sierści i o niemalże identycznym wzroście. Ziri dostojna i elegancka, z wieczną miną prawdziwej księżniczki. Lungo spokojny i bardzo uczuciowy piesek – aniołek, który nigdy nie sprawia żadnych problemów… Brzmi jak połączenie idealne i na takie też rezultaty po cichu liczymy. W rodowodzie tych dwojga łączy się krew naszych czterech, kultowych charcików – Duszka, Muszki, Nokiego i Oczka. Już po USG wiedzieliśmy, że w brzuchu będzie ciasno, widzieliśmy 5 serduszek i tyle właśnie maluchów przyszło na świat – ekspresowy poród, a na świecie pojawiło się czterech chłopców i jedna dziewczynka w odcieniach szarości. Trzy niemalże identyczne maluchy o wagach 184-188 g, jeden z chłopaków nieco większy, ponad 200 gramowy oraz jeden nieco mniejszy 165 g. Tak jak wspomniałam cały poród trwał ok. 1.5 h – Ziri wróciła w ogrodu i niemalże od razu zaczęła mnie drapać i zaczepiać, po kilku sekundach było oczywiste, że właśnie zaczyna się poród. Pierwszy maluch pojawił się na świecie jakieś 15 minut później i każdy kolejny po kilku, kilkunastu minutach. Maluchy są silne i jak na Ziri przystało – dobrze odkarmione, rosną i rozwijają się, a my obserwujemy jak się zmieniają. Na dwóch chłopców i dziewczynkę czekają już wstępnie wybrane domy, najmniejszy i jeden z większych piesków czeka jeszcze na swoich ludzi.

Ziri kilka dni przed porodem

NOWE ZDJĘCIA MAŁYCH SMOKÓW

Dzieciaki są w połowie swojego czwartego tygodnia życia, widzą, słyszą i duuużo jedzą. Przeprowadziły się już do salonu, gdzie zawsze ich rozwój rusza pełną parą, zaczynają się więc pierwsze próby biegania i zaczepki względem rodzeństwa. Pierwsze kroki w poznawaniu otaczającego świata to zawsze fascynujący i rozczulający moment w naszym życiu. Ich czas leci jeszcze dość leniwie i spokojnie, ale to już tak naprawdę ostatnie chwile takiej słodkiej beztroski, bo zbliżają się pierwsze wyzwania – podróż autem, szczepienie, czipowanie… Na ten moment możemy powiedzieć, że maluchy są odważne i ciekawskie, chętne do brania ich na ręce i przytulania, ale o ich ostatecznych predyspozycjach opowiemy na pewno dopiero za kilka kolejnych tygodni obserwacji i poznawania się 🙂
Dla dziewczynki – Vhagar mamy już wstępnie wybrane opcje nowego domu, ale obaj chłopcy – karmelowy Viserion i piaskowo-szary Vermax wciąż szukają swoich wymarzonych ludzi, dlatego jeśli szukasz bystrego i wszędobylskiego towarzysza to serdecznie zapraszamy do kontaktu.

ROLLERCOASTER EMOCJI

Na świecie pojawił się kolorowy miot Zorzy, w którym nie ma (i nie miało być) blondynów! Tuż przed narodzinami maluchów urządziłam na FB mały konkurs – pokazałam zdjęcie Zorzy z brzuszkiem ciążowym i obserwatorzy obstawiali ilość szczeniąt, rozkład płci i umaszczenia. Większość spodziewała się kremowych maluchów, ale nie tym razem. Wybierając samca dla Zorzy kierowaliśmy się przede wszystkim budową i charakterem. Zorzunia to suczka niewielka, zwarta i dość mocna jak na swój rozmiar, a Vieniu to pies smukły, o bardzo eleganckich liniach i harmonijnych proporcjach. Do tego charaktery – sprytna i cicha Zorza w połączeniu z żywiołowym, wolnym duchem Vieńka brzmi jak połączenie idealne. No i kolory – tu nie mogło być kremowych maluchów, ale po cichu liczyliśmy na tak rzadkie u nas odcienie izabelek, bo obu dziadków miotu jest w tym właśnie kolorze.
Brzuch Zorzki w ciąży rósł strasznie szybko i troszkę nas przerażał. Zorza to malutka sunia i baliśmy się trochę takiego obciążenia, ale ostatecznie poród był bardzo szybki i łatwy. W niespełna 1.5 h na świat przyszło trzech chłopaków – jeden izabelkowy w chłodnym, piaskowym odcieniu, jeden ciepły izabelek (jak dziadkowie maluchów) i jeden jasnoszary oraz dwie ciemnoszare dziewczynki. Trójka maluchów to silne kluski o wagach 186-194 g, natomiast dwa urodziły się o prawie połowę mniejsze i dużo słabsze – 102 i 104 g, a my już doskonale wiedzieliśmy, że nie dla każdej suczki liczny miot jest tym najwłaściwszym, więc liczyliśmy się z każdą możliwością… Niestety nasze obawy szybko się potwierdziły, dwa mikruski były gorzej rozwinięte i odeszły niedługo po narodzinach. Smutek, żal, łzy i podważanie sprawiedliwości na świecie to uczucia, które towarzyszą nam zawsze w takich momentach i nie miną pewnie nigdy. Choć nauczyliśmy się już przyjmować takie wydarzenia z pokorą i staramy się tłumaczyć je sobie racjonalnie, to jednak o tym miocie piszę dopiero teraz, kiedy minęły już prawie 2 tygodnie. Staramy się, żeby radość z tego jak rosną pozostałe maluchy wzięła górę nad złymi emocjami i jesteśmy wdzięczni, że je mamy – zdrowe i silne. Jak już pewnie zauważyliście śledząc naszą stronę – nie mamy w zwyczaju publikować wieści wybiórczych, dopasowanych pod sztucznie wykreowaną narrację. Publikujemy tu wszystko, dzieląc się zarówno najwspanialszymi momentami z naszego życia jak i tymi najgorszymi, z jakimi mierzą się hodowcy na każdym etapie swojej pracy. Ta strona to nie są suche dane ani „sklep z pieskami”. Wydaje mi się, że przez pokazywanie prawdziwych aspektów prowadzenia hodowli stajemy się Wam bliżsi, a już na pewno łapiemy dużo lepsze połączenie z przyszłymi właścicielami naszych szczeniąt, do których nasza emocjonalność przemawia. Każde życie, nawet to które zakończyło się nim tak naprawdę się na dobre zaczęło zasługuje na pamięć w postaci tych kilku słów…
A Zorza? Ona ma się świetnie, prawdziwa turbomamusia, a idealna opieka nad dziećmi jest cechą przekazywaną w tej linii bardzo solidnie (tak było z jej babcią i mamą). Mamy nadzieję, że tego miotu nie spotka już żadna niespodzianka poza cudownymi, idealnymi właścicielami.

Tak cudownie wyglądała Zorza przed porodem 🙂

SUKCESY NASZYCH MALUCHÓW

Będziemy się chwalić, bo czuję, że jest taka potrzeba. Ostatnie miesiące, a może nawet lata nie są już dla mnie tak intensywne wystawowo jak kiedyś. Na ten stan wpływ miał cały zestaw przeróżnych czynników, od tych psich – odchowywanie maluchów, zwiększająca się liczba psich weteranów w domu, wymagających większej opieki niż standardowe, dorosłe psy, poprzez te egzystencjonalne jak niegodzenie się na bylejakość i zachowanie ludzi jakie zdarza mi się oglądać, aż po bardzo przyziemne jak po prostu zmęczenie materiału po ponad 25 latach na ringu – psychiczne i przede wszystkim fizyczne, a młodszy człowiek się niestety nie robi 😉 Czasem mijały miesiące bez wystaw i wracało do mnie poczucie, że coś mnie omija, ale w końcu przyszedł czas, że tak nie jest…
Na wystawach pokazuje się tak dużo naszych novaticowych dzieci, że ja już po prostu nie czuję większej potrzeby bycia „wszędzie”, a ich sukcesy są moimi sukcesami! Nieeee, one cieszą nawet bardziej niż te osiągnięte przez nas samych.

Łaskawy los chciał, że pojawili się w naszym życiu cudowni, młodzi i pełni pasji ludzie, którzy kochają swoje charciki ponad wszystko i to oni przejęli mojego bakcyla. Poświęcają czas, uczą się siebie i psa, poznają ten dziwny kynologiczny świat i wkładają całe swoje serce, żeby pokazać swoje cudowne maluchy godnie i perfekcyjnie. Tworzą niesamowite duety, cieszą się sukcesami, żalą, gdy coś nie wyjdzie, dzielą ze mną każdym małym krokiem w tej swojej nowej drodze i wiecie co? Jestem z nich wszystkich mega dumna! Nie z tego jak wyrosły ich psy, bo każdy ma swój gust i typ, ale dumna z tego jakie więzi stworzyli i jaką wspólnotą się staliśmy. Bez względu na ilość zdobytych medali i plastikowych pucharów najważniejsze jest to, by czerpać z tego radość i być tam po to, żeby fajnie spędzić weekend ze swoim najukochańszym psem, pośmiać się razem i czasem ponarzekać, bez tego ta zabawa traci sens. Zwycięstwa przychodzą i odchodzą, ale wspomnienia pozostają, więc dbajmy o to żeby były jak najlepsze.

W tym miejscu trzeba powiedzieć o trójce młodych kremików z miotu Tormenty, które w zaledwie kilka tygodni zdobyły swoje pierwsze tytuły!
Novatica NECTAR D’AMANDE „Bisou” zdobyła tytuł Championa Polski Szczeniąt jako pierwsza z miotu, ale mimo to nadal regularnie uczestniczy w wystawach w klasie szczeniąt i zdobywa wraz ze swoją właścicielką nowe doświadczenia.

Novatica NUTS & HONEY „Sira” ukończyła swój championat zaraz po siostrze.

Ostatni swój championat wytuptał brat – rodzynek Novatica NOBLE BISCOTTI „Divo”, który oprócz wygrania trzech z rzędu wystaw stanął też na lokacie BIS Puppy!

Jestem pewna, że dla ich właścicielek to dopiero początek przygody z wystawami i z całego serducha trzymam za nich kciuki!

CZARNE DZIEWCZYNKI W 4 TYGODNIU

Nasze czarne trojaczki rosną jak na drożdżach. Są już po pierwszym odrobaczeniu, pierwszych stałych posiłkach i po przeprowadzce do salonu… a to oznacza, że ich rozwój potoczy się teraz błyskawicznie. Dziewczynki są przecudowne i jak wszystkie dotychczasowe dzieci Utysi – bardzo cichutkie i bezproblemowe. Z okazji czwartego tygodnia życia zrobiliśmy im nowe fotki i to też poszło bardzo sprawnie, bo dziewczyny po prostu siedziały i patrzyły – 10 minut i załatwione, a efekty pokazujemy poniżej. W tej chwili nie jesteśmy jeszcze w stanie konkretnie rozmawiać o rezerwacji, przed nami wiele ważnych wyborów i przemyśleń co do tego gdzie maluchy mają ostatecznie zamieszkać, dlatego jeśli któraś z nich będzie dostępna to poinformujemy o tym za kilka tygodni.

CZARNO TO WIDZĘ XD

Nasze pierwsze, letnie dzieciaki są już z nami! Po kilku latach w końcu przyszedł czas na Uti… Po nieudanej próbie zeszłorocznej krycia zagranicznego postawiliśmy na własnego samca i doczekaliśmy się! Uwielbiamy dzieci naszej pięknej czarnuli, cudownej mamy i przede wszystkim – idealnej suczki do życia z człowiekiem i pasującej do stada jak rękawiczka do dłoni. Utysia kocha nas, ale też innych ludzi, jest odważna i bystra, totalnie bezkonfliktowa. Lungo jest spokojny, zrównoważony i bardzo oddany, a razem tworzą dla nas totalny „full pakiet”. Oprócz tego, że para ta komplementuje się fizycznie i emocjonalnie to jest jeszcze mały bonus – inbred na Mushkę, bo ten miot powstał z myślą o zwiększeniu udziału genów naszej cudownej królowej. Trzeba też przyznać, że miot T3 na świat przyszedł z przytupem…
Kiedy przez kilka godzin od rozpoczęcia akcji porodowej nie działo się totalnie nic, zapakowaliśmy Utysię do samochodu i ruszyliśmy do Wrocławia, do naszej najlepszej doktorki „od rozrodu”. Adrenalina buzowała na najwyższym poziomie, kiedy 20 minut od kliniki pojawił się nagle skurcz, a już za chwilę na świat przyszła pierwsza, silna i waleczna dziewczynka. Przeprowadzono kontrolne USG i już wiedzieliśmy, że za chwilkę na świecie zobaczymy całą trójkę. I tak właśnie w niespełna 40 minut przywitaliśmy trzy, cudowne dziewczynki! Wychodzi na to, że to urodzone podróżniczki, nie spieszyło im się i dały nam popalić, ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, a dziewczyny i mama mają się świetnie. Kluseczki o wagach urodzeniowych 190-215-235 g rosną jak na drożdżach, w pierwszej dobie przybrały już po 25-30 g. Uti – jak zawsze, mama na medal i póki co ich umaszczenia wydają się czyste, głęboko czarne. No nic, cieszymy się z tych małych skarbów, chłoniemy każdy kolejny dzień w oczekiwaniu na to co z nich wyrośnie.

NAJMŁODSZE MALUCHY SKOŃCZYŁY 6 TYGODNI

Kluski z miotu S3 rosną jak na drożdżach, bo właśnie leci im już siódmy tydzień życia. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że czas przy szczeniakach leci tak szybko. Dziewczynki powoli wyrastają już z fazy 'bejbików’ i stają się prawdziwymi charcikami – coraz więcej biegają, skaczą, zwiedzają ogród i oczywiście domagają się regularnego przytulania 🙂

Przed nimi kilka intensywnych dni – pierwsza wizyta u weterynarza, szczepienie i chipowanie, a potem jeszcze wizyta komisji kontrolującej miot ze związku kynologicznego. W weekend pojawią się kolejni goście i będzie to okazja do socjalizacji z nowymi, obcymi osobami.

Dziewczynki spędzą z nami jeszcze około 2 miesiące, ponieważ obie mają już wybrane nowe domy poza Polską, a co za tym idzie muszą przejść wszystkie obowiązkowe szczepienia. Jesteśmy bardzo ciekawi na jakie charciki wyrosną i jak będą się rozwijały, bo na ten moment obie naprawdę nas zachwycają.

OSTATNI SZARY CHŁOPAK SZUKA SWOICH LUDZI

Powoli szykujemy do wyjazdów kolejne maluchy, bo to właśnie czerwiec będzie miesiącem rozpoczęcia nowego, ekscytującego życia dla naszych wiosennych szczeniąt i ich rodzin. Tymczasem na swój nowy dom czeka u nas jeszcze jeden chłopaczek – początkowo zarezerwowany za granicę, ale wysypało się i nigdzie nie pojedzie. Szukamy zatem domku na nowo – Peppermint to otwarty, czuły, wesoły i w sumie nawet bardzo grzeczny piesio 😄

Oprócz walorów charakteru warto wspomnieć o jego wizualnych zaletach. Mocna budowa, ale wzrost rokujący na średni, śliczna głowa, piękny, długi ogonek, no i ten totalnie elektryzujący kolor szaty – czysty, głęboki błękit, który na żywo jest wręcz opalizujący. Pepperek regularnie wychodzi na ogród, socjalizuje się w miejscach publicznych, chodzi na smyczy, jeździ samochodem i jest przyzwyczajany do zróżnicowanej diety, dzięki czemu łatwiej będzie mu dostosować się do życia w wielkim świecie (codzienność szczeniąt w naszej hodowli możesz obserwować na naszym instagramie).

Maluch jest świeżo po ostatnim szczepieniu i całkiem niedługo będzie mógł wyjechać do swojego wymarzonego domu. Pepper jest ostatnim szarym chłopakiem dostępnym na ten moment i aż do końca lata prawdopodobnie nie będziemy mieli już takich szczeniąt do rezerwacji. Jeśli poszukujesz takiego właśnie kompana to zapraszamy do kontaktu – telefon, formularz rezerwacyjny bądź email.

WIZYTY GOŚCI I POŻEGNANIA

Ostatnie tygodnie były bardzo intensywne – mnóstwo spotkań, wyjazdów i wizyt, a do tego dochodzi przecież jeszcze codzienna praca z maluchami – ta czysto fizyczna, związana z ich nauką, socjalizacją, wyprowadzaniem na ogród i oczywiście sprzątaniem, całą masą sprzątania. Przez nasz dom przewinęły się naprawdę dziesiątki osób – jedni odbierali swoje maluchy, inni chcieli poznać przyszłego członka rodziny jeszcze przed jego ostatecznym odbiorem, a to oznacza dużo rozmów, setki uśmiechów, wiele wzruszeń, a przy okazji świetną socjalizację dla szczeniąt. Odwiedzili nas także właściciele ojca miotu R3, chcieli koniecznie poznać „swoje wnuki” i wyciągnąć dla siebie troszkę tej wspaniałej i niepowtarzalnej energii jaką daje przebywanie z tymi małymi istotkami. Do nowych domów wyjechały już prawie wszystkie maluchy z zimowych miotów, a niebawem zaczną wyjeżdżać także te wiosenne, zrobi się troszkę ciszej i spokojniej, ale mamy nadzieję, że nie na długo…

JESZCZE JEDEN WIOSENNY MIOT ZAMELDOWAŁ SIĘ NA ŚWIECIE

Ten sobotni poranek, spędzony tak jak zwykle w wydaniu Kamyczka – pełen aktywności, zabawy, biegania i szczekania, nie zapowiadał zbliżającego się (jak grom z jasnego nieba) porodu. Jej porody są szybkie i łatwe, ale tym razem sprawy nieco się skomplikowały…
To połączenie pary rodziców było dla nas oczywistym wyborem już po odchowaniu pierwszego miotu Kamyczka.  Regis jest psem w górnej granicy wzrostu, ale ogromna większość jego dzieci to charciki małe i średnie, z zachowaniem pięknej, długiej głowy, smukłej szyi i długiego ogona. Łącząc go z naszym Kamyczkiem chcieliśmy podtrzymać ich najwspanialsze cechy jednocześnie nieco redukując wzrost i póki co faktycznie maluchy urodziły się nieco mniejsze niż te w pierwszym miocie. Po wyjściu na świat dwóch dziewczynek – szarej (172 g) i kremowej (196 g) mieliśmy dłuższą przerwę. Po badaniu okazało się, że ostatnie szczenię jest źle ułożone, niestety mimo pomocy w prawidłowym odwróceniu malucha i ostatecznie naturalnym przyjściu na świat nie udało się uratować trzeciej, czarnej dziewczynki (192 g). Takie momenty są dla nas sporym ciężarem, budują poczucie winy i niesprawiedliwości, uczą pokory do świata, nad którym (jak nam się wydaje) próbujemy panować. Wiemy jednak, że nie mamy 100% wpływu na to jak zadecyduje „matka natura” i czasem mimo wszelkich starań pozostajemy bezsilni.
W tej słodko-gorzkiej sytuacji staramy się jednak skupić naszą energię na tych, które na świat przyszły szczęśliwie i mamy nadzieję, że tak już pozostanie. Obie dziewczynki są silne, żywotne i całodobowo przyssane do swojej mamy. Kamyczek to mama na medal – opiekuńcza i delikatna, z takimi zapasami mleka, że mogłaby wykarmić jeszcze 2 takie mioty 😉 Małe pączki rosną zatem jak na drożdżach i cieszą nas swoją ogromną witalnością. Miot można rzec – jak na zamówienie, ponieważ jeszcze przed porodem czekały na nie konkretne rodziny i urodziły się dokładnie takie jakie sobie wymarzyli. Obie dziewczynki mają już zatem wybrane nowe domy.