JESZCZE JEDEN WIOSENNY MIOT ZAMELDOWAŁ SIĘ NA ŚWIECIE

Ten sobotni poranek, spędzony tak jak zwykle w wydaniu Kamyczka – pełen aktywności, zabawy, biegania i szczekania, nie zapowiadał zbliżającego się (jak grom z jasnego nieba) porodu. Jej porody są szybkie i łatwe, ale tym razem sprawy nieco się skomplikowały…
To połączenie pary rodziców było dla nas oczywistym wyborem już po odchowaniu pierwszego miotu Kamyczka.  Regis jest psem w górnej granicy wzrostu, ale ogromna większość jego dzieci to charciki małe i średnie, z zachowaniem pięknej, długiej głowy, smukłej szyi i długiego ogona. Łącząc go z naszym Kamyczkiem chcieliśmy podtrzymać ich najwspanialsze cechy jednocześnie nieco redukując wzrost i póki co faktycznie maluchy urodziły się nieco mniejsze niż te w pierwszym miocie. Po wyjściu na świat dwóch dziewczynek – szarej (172 g) i kremowej (196 g) mieliśmy dłuższą przerwę. Po badaniu okazało się, że ostatnie szczenię jest źle ułożone, niestety mimo pomocy w prawidłowym odwróceniu malucha i ostatecznie naturalnym przyjściu na świat nie udało się uratować trzeciej, czarnej dziewczynki (192 g). Takie momenty są dla nas sporym ciężarem, budują poczucie winy i niesprawiedliwości, uczą pokory do świata, nad którym (jak nam się wydaje) próbujemy panować. Wiemy jednak, że nie mamy 100% wpływu na to jak zadecyduje „matka natura” i czasem mimo wszelkich starań pozostajemy bezsilni.
W tej słodko-gorzkiej sytuacji staramy się jednak skupić naszą energię na tych, które na świat przyszły szczęśliwie i mamy nadzieję, że tak już pozostanie. Obie dziewczynki są silne, żywotne i całodobowo przyssane do swojej mamy. Kamyczek to mama na medal – opiekuńcza i delikatna, z takimi zapasami mleka, że mogłaby wykarmić jeszcze 2 takie mioty 😉 Małe pączki rosną zatem jak na drożdżach i cieszą nas swoją ogromną witalnością. Miot można rzec – jak na zamówienie, ponieważ jeszcze przed porodem czekały na nie konkretne rodziny i urodziły się dokładnie takie jakie sobie wymarzyli. Obie dziewczynki mają już zatem wybrane nowe domy.