Na świecie pojawił się kolorowy miot Zorzy, w którym nie ma (i nie miało być) blondynów! Tuż przed narodzinami maluchów urządziłam na FB mały konkurs – pokazałam zdjęcie Zorzy z brzuszkiem ciążowym i obserwatorzy obstawiali ilość szczeniąt, rozkład płci i umaszczenia. Większość spodziewała się kremowych maluchów, ale nie tym razem. Wybierając samca dla Zorzy kierowaliśmy się przede wszystkim budową i charakterem. Zorzunia to suczka niewielka, zwarta i dość mocna jak na swój rozmiar, a Vieniu to pies smukły, o bardzo eleganckich liniach i harmonijnych proporcjach. Do tego charaktery – sprytna i cicha Zorza w połączeniu z żywiołowym, wolnym duchem Vieńka brzmi jak połączenie idealne. No i kolory – tu nie mogło być kremowych maluchów, ale po cichu liczyliśmy na tak rzadkie u nas odcienie izabelek, bo obu dziadków miotu jest w tym właśnie kolorze.
Brzuch Zorzki w ciąży rósł strasznie szybko i troszkę nas przerażał. Zorza to malutka sunia i baliśmy się trochę takiego obciążenia, ale ostatecznie poród był bardzo szybki i łatwy. W niespełna 1.5 h na świat przyszło trzech chłopaków – jeden izabelkowy w chłodnym, piaskowym odcieniu, jeden ciepły izabelek (jak dziadkowie maluchów) i jeden jasnoszary oraz dwie ciemnoszare dziewczynki. Trójka maluchów to silne kluski o wagach 186-194 g, natomiast dwa urodziły się o prawie połowę mniejsze i dużo słabsze – 102 i 104 g, a my już doskonale wiedzieliśmy, że nie dla każdej suczki liczny miot jest tym najwłaściwszym, więc liczyliśmy się z każdą możliwością… Niestety nasze obawy szybko się potwierdziły, dwa mikruski były gorzej rozwinięte i odeszły niedługo po narodzinach. Smutek, żal, łzy i podważanie sprawiedliwości na świecie to uczucia, które towarzyszą nam zawsze w takich momentach i nie miną pewnie nigdy. Choć nauczyliśmy się już przyjmować takie wydarzenia z pokorą i staramy się tłumaczyć je sobie racjonalnie, to jednak o tym miocie piszę dopiero teraz, kiedy minęły już prawie 2 tygodnie. Staramy się, żeby radość z tego jak rosną pozostałe maluchy wzięła górę nad złymi emocjami i jesteśmy wdzięczni, że je mamy – zdrowe i silne. Jak już pewnie zauważyliście śledząc naszą stronę – nie mamy w zwyczaju publikować wieści wybiórczych, dopasowanych pod sztucznie wykreowaną narrację. Publikujemy tu wszystko, dzieląc się zarówno najwspanialszymi momentami z naszego życia jak i tymi najgorszymi, z jakimi mierzą się hodowcy na każdym etapie swojej pracy. Ta strona to nie są suche dane ani „sklep z pieskami”. Wydaje mi się, że przez pokazywanie prawdziwych aspektów prowadzenia hodowli stajemy się Wam bliżsi, a już na pewno łapiemy dużo lepsze połączenie z przyszłymi właścicielami naszych szczeniąt, do których nasza emocjonalność przemawia. Każde życie, nawet to które zakończyło się nim tak naprawdę się na dobre zaczęło zasługuje na pamięć w postaci tych kilku słów…
A Zorza? Ona ma się świetnie, prawdziwa turbomamusia, a idealna opieka nad dziećmi jest cechą przekazywaną w tej linii bardzo solidnie (tak było z jej babcią i mamą). Mamy nadzieję, że tego miotu nie spotka już żadna niespodzianka poza cudownymi, idealnymi właścicielami.
Tak cudownie wyglądała Zorza przed porodem 🙂



