Wszystkie wpisy, których autorem jest Monia

WIOSENNY REKORD

W ostatni poniedziałek na świecie powitaliśmy nasz pierwszy wiosenny miot, który okazał się jeszcze bardziej wyjątkowy niż mogliśmy się spodziewać. Saga przez całą ciążę czuła się bardzo dobrze, ale jej brzuszek rósł w zastraszającym tempie, by pod koniec ciąży przynieść dziewczynie dodatkowe 4 kg wagi. Ostatni tydzień ciąży przyszła mama spędziła na spokojnych spacerach i wygrzewaniu się w słońcu drzemiąc w wygodnym legowisku. Poród przebiegł bez najmniejszych komplikacji, a na świat przyszła aż siódemka małych charcików. Cała akcja potrwała raptem 3 godziny. Saga czuje się bardzo dobrze i odzyskała swój turbo apetyt, który pod koniec ciąży nieco się zmniejszył, za pewne pod ciężarem tej cudownej gromadki.
Tym razem zdecydowaliśmy się wybrać dla Sagi zupełnie innego w typie psa niż poprzednio – Nanu jest nieco wyższym i mocniejszym, ale wciąż bardzo eleganckim samcem, o łagodnym i wesołym charakterze. Jego rodowód wprowadza nam sporo nowości dlatego będziemy intensywnie myśleć nad wyborem odpowiedniego do naszych dalszych planów szczenięcia z tego skojarzenia.
Wśród tych siedmiu krasnoludków mamy totalną różnorodność – dwóch jasno kremowych chłopców, dwóch szarych (jeden jasno srebrny, a drugi grafitowy) oraz szara, kremowa i izabelowa dziewczynka.
Maluchy radzą sobie świetnie, choć nie ukrywam, że opieka nad tak dużym miotem nie należy do najłatwiejszych – pilnowanie czy wszyscy jedzą po równo i dbanie o ich higienę wymaga całodobowej obecności przy kojcu dlatego ta wiosna to dla nas bardzo intensywny czas. A to dopiero początek naszego „baby boom”.

CHŁOPAKI NA WAKACJACH

Marzec płynie jak szalony, bo w naszym domu trwają już przygotowania do wiosennego „baby boom”. Gdyby w napiętym terminarzu różnych wyjazdów, realizowania następnych planów hodowlanych i odchowywania zimowego miotu miała pojawić się jakaś luka to właśnie została ona wypełniona tygodniową wizytą naszych dzieciaków. Leoś – Novatica EXHALING ASHES i Mały Flash – Novatica KEEP FLASHING na co dzień mieszkają w Sopocie podróżując ze swoją właścicielką między Polską a Danią. W czasie ostatniego wyjazdu swojej „mamy”, w którym (ku jej rozpaczy) nie mogli uczestniczyć, spędzili swoje małe wakacje u nas i mogę śmiało powiedzieć, że nawet im się spodobało. Chłopcy spali z nami w łóżku, wylegiwali się na kanapie, zwiedzali okoliczne łąki i przede wszystkim mogli poszaleć z innymi charcikami. Korzystając z ich wizyty mogliśmy zrobić im kilka nowych fotek, bo oprócz bycia cudownymi, słodkimi pupilkami są oni też reproduktorami z pokaźną kolekcją tytułów na koncie, a przez spotkania na wystawach chłopcy nigdy nas nie zapomnieli co dodatkowo ułatwiło im pobyt w nowym miejscu bez wielkiej tęsknoty. Takie odwiedziny są naprawdę fajnym doświadczeniem, cieszymy się, że możemy je lepiej poznać w zwyczajnym, codziennym życiu, no i że mogą zostać w bezpiecznym miejscu pod nieobecność swojej właścicielki.

MUCHA CHAMPIONEM POLSKI WETERANÓW

W ostatni weekend odwiedziłam kolejną wystawę, a była to Krajowa Wystawa Psów Myśliwskich w Piotrkowie Trybunalskim. Niewielka impreza na kilkaset psów i 6 charcików włoskich w ringu ocenianych przez polską sędzinę. Na tej wystawie pojawiłam się z Mushką, głównie dla ukończenia jej ostatniego polskiego tytułu jaki jest do zdobycia, ale zabrałam też jednego z naszych młodzieżowych chłopaków na socjalizację. Oczywiście Mushka pokazała się bez zarzutu, otrzymała przepiękny opis i wnioski VCWC i Najlepszy Weteran w Rasie, a w porównaniu wybiegała sobie także Zwycięstwo Rasy. Na finałach Mucha znowu trafiła do finałowej szóstki na BISach. Tym samym Mucha zdobyła jeszcze jeden polski tytuł – Champion Weteranów. Tego dnia ze swoja właścicielką wystawiał się także Kremo, stanowiący naszą współwłasność – Novatica TESORO BIANCO. Zdobył on tytuł Zwycięzcy Młodzieży i Najlpszego Juniora w Rasie.
sędzia: Aleksandra Lubaszka

Na socjal pojechał z nami także wnuczek Muchy – Lungo, dla którego było to pierwsze tak „dziwne” wydarzenie. Wystawa odbywała się w niewielkiej hali i była początkowo dosłownie wypełniona po brzegi. Na szczęście z upływem kolejnych godzin, w oczekiwaniu na finały zrobiło się luźniej i Lungo miał szansę pochodzić po ringu oraz zapoznać się z wieloma nowymi bodźcami. Udało nam się nawet cyknąć mu parę aktualnych fotek. Lunio to pies, któremu nie można zarzucić żadnych niedoskonałości w budowie. Jest proporcjonalny, o dość mocnej kości jak na swój średni wzrost, a przy tym wciąż smukły i elegancki. Ma dobrej jakości szatę, w czystym i atrakcyjnym odcieniu. Bardzo ładnie się porusza i ma w sobie wiele gracji. Ma bardzo ładną głowę, o łagodnym i pełnym troski wyrazie, który jest typowy dla tej linii charcików. Cieszę się, że udało nam się w nim skumulować naprawdę wiele cennych cech jego przodków, gdzie po obu stronach rodowodu nie brakuje naprawdę wybitnych psów, które uwielbiam. Mamy nadzieję, że Lungo załapie wystawowy dryg i będziemy umieli wypracować u niego odpowiedni mental, bo jest to piesek wart pokazywania.

WRESZCIE WIOSNA

Nie wiem jak to możliwe, ale miot F3 ma już ponad 8 tygodni. Dzieciaki są wciąż dość malutkie (totalnie jak ich mama), a nasz ogród jest w porównaniu do nich kuriozalnie ogromny. Mimo nikczemnych rozmiarów ciała, dzieci Lily często mają „wielkie” charaktery i tak też jest tym razem. To otwarte i odważne szczenięta, ciekawskie i wszędobylskie, a do tego mocno skupione na człowieku. Od pierwszego wyjścia na ogród maluchy dzielnie tuptały po trawie, suchych liściach, mchu i gałązkach, biegając za mną i próbując wszystko… zjeść. Ogarnięcie nowego otoczenia zajęło im jakieś 10 sekund i od razu przeszły do szczegółowej eksploracji. Przed nimi teraz jeszcze 3 intensywne tygodnie – kolejne szczepienie, wizyta w Związku Kynologicznym, nauka noszenia obroży i poznawanie nowych rodzajów jedzenia, które chcemy wprowadzić jeszcze przed wyjazdami do nowych domów. Zapowiada się na to, że wszystkie maluchy zostaną w Polsce, a pierwszy wyjazd jeszcze w marcu. Jedna z dziewczynek zamieszka u naszych znajomych i być może w przyszłości przyłoży łapkę do rozwoju naszej hodowli.

Nie pisaliśmy jeszcze o imionach jakie wybraliśmy dla tego miotu – ze względu na trudne chwile jakie towarzyszyły nam w ostatnim czasie, postawiliśmy na słowa pełne mocy i dobrej energii. Dzieciaki nazwaliśmy Faith, Fortune i Force, życząc sobie, by przyniosły im one szczęście w przyszłości.

CHŁOPAKI W NOWYCH DOMACH I LOGISTYCZNE ŁAMIGŁÓWKI

Poprzedni tydzień upłynął nam na rozplanowaniu tak wielu rzeczy, że głowa po prostu parowała. Co gorsza wiele z tych planów było od nas zupełnie niezależnych i wymagało zręcznego improwizowania oraz sporej dozy szczęścia. W związku z tym, że natura znowu robi z nami co jej się żywnie podoba, musieliśmy zsynchronizować wyjazd dwóch chłopaków z miotu D3 i jednocześnie podróż na krycie poza Polskę praktycznie w tym samym czasie. Przez ostatnie 4 miesiące robiliśmy wszystko, by chłopcy byli gotowi na swoje nowe życia. Planowana od wielu tygodni podróż Dasha do gorącej Brazylii idealnie zgrała się z przylotem jego nowego właściciela do Polski. Ponieważ Dashito trafia w ręce znanego i cenionego hodowcy charcików, a tym samym sędziego, który idealnym zrządzeniem losu akurat został zaproszony do oceny psów na międzynarodowej wystawie w Bydgoszczy, mieliśmy możliwość przekazania malucha w ręce właściciela po naszej stronie globu. Przed tym maleństwem stało duże wyzwanie – podróż z naszego domu na warszawskie lotnisko to blisko 5 h, a potem jeszcze lot z przesiadką w Istambule trwający ponad 24 h, z których na szczęście ogromną większość nasz dzieciak przespał w ramionach swojego pana. W nowym domu odnalazł się błyskawicznie, raźnie wkroczył w stado z jakim przyjdzie mu teraz mieszkać i z dużą radością powitał swój nowy, egzotyczny ogród, z blisko 30 o C.

Drugi z braci zamieszkał w Lublinie, a jego właściciele to urocza para, która od pierwszych chwil zachwyciła się naszym słodkim blondynem. Ponieważ planowaliśmy podróż do stolicy od dawna, a z racji odległości spotkanie w Warszawie było o wiele bardziej „po drodze”, dlatego też postanowiliśmy tego samego dnia umówić się na zapoznanie z nowymi właścicielami. Pinky od razu odnalazł wspólny język ze swoją panią i chętnie wpadł w jej ramiona. W nowym domu sprawuje się podobno bardzo dobrze przynosząc swoim ludziom sporo radości.
Mamy nadzieję, że obaj chłopcy zadomowią się w nowych miejscach na dobre i będą cieszyli swoich właścicieli tak bardzo jak cieszyli przez te kilka miesięcy nas. Miot D3 przyniósł nam wiele uśmiechu, był pocieszeniem w trudnych chwilach i oderwaniem od problemów, które nas spotykały. To były naprawdę bardzo szczególne dzieciaki.

PIERWSZA WYSTAWA W TYM ROKU

Po dłuższej przerwie powracamy na ring odwiedzając międzynarodową wystawę organizowaną przez Oddział Katowice. U polskiego sędziego zjawiło się tym razem 17 charcików włoskich, a wśród nich dwie nasze suczki. Perperuna pojechała na wystawę tak naprawdę, żeby przełamać swoje opory po ataku dużego psa latem zeszłego roku. Otwarta i przebojowa Runka po tym zdarzeniu straciła pewność siebie i ma problem z obecnością innych psów w bliskiej odległości, dlatego nie liczyłam na żaden wielki sukces. Mimo wszystko wystawa halowa nie przytłoczyła jej tak bardzo jak myślałam i mimo, że nadal brakuje jej trochę otwartości potrzebnej do idealnej prezentacji to otrzymała od sędziego ocenę doskonałą i ukończyła swoje uprawnienia hodowlane, a od ukończenia championatu dzieli nas jeszcze tylko jedna udana wystawa. Gwiazdą tego dnia okazała się nasza weteranka Mushka, jak zawsze zaprezentowała się totalnie perfekcyjnie, ten pies jest po prostu stworzony na show i nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek przyjdzie mi pracować z tak pojętnym i niesamowitym charcikiem jak ona. Wystawianie jej jest dla mnie ogromną przyjemnością, której w tym roku nie omieszkam sobie poużywać. Mucha zdobyła tytuły należne weteranowi – CWCV, CACIB-V oraz Najlepszy Weteran w Rasie, a potem w porównaniu została wybrana Zwycięzcą Płci Przeciwnej, z pięknym opisem i mnóstwem zachwytów ze strony sędziego. Na finałach Mucha uplasowała się także w finałowej szóstce na BIS Weteranów, z ogromnej stawki bardzo wielu ras. Bardzo ucieszyło nas też wiele słów pochwały jakie otrzymaliśmy dla Muchy ze strony innych hodowców i wystawców. Ta dziewczyna naprawdę potrafi skraść serca publiczności. Tak też otwieramy sezon wystawowy i niebawem pojawimy się na kolejnych imprezach, bo ten rok planujemy spędzić dużo aktywniej.
sędziował: Tomasz Borkowski (PL)

5 TYGODNI MIOTU F3

Ciężko było nam wrócić do internetu po ostatnich wydarzeniach, ale w końcu życie toczy się dalej i nie zwalnia, a miot F3 skończył właśnie 5 tygodni. Obie dziewczynki są pulchne jak małe hipcie, powoli zaczynają być coraz bardziej aktywne i pewnie niebawem nabiorą bardziej charcikowych kształtów. Tymczasem ich brat, nasz jedyny rodzynek musi nadrobić nieco masy wracając do pełni sił po przebytej infekcji dróg oddechowych. Dla maluchów właśnie zaczyna się czas intensywnego poznawania świata, przed nimi wiele zmian i nowości. Na weekend przenosimy ich kojec z sypialni do salonu, co zwykle jest bardzo ważnym krokiem w życiu naszych szczeniąt i rozpoczyna erę błyskawicznego rozwoju. W kolejnych tygodniach czekają je wyjazdy do weterynarza, chipowanie, szczepienie i odwiedziny różnych gości. Nasze trojaczki są już wstępnie zarezerwowane i mamy nadzieję, że wybraliśmy im najlepsze domy. Dziś poczyniliśmy próby ustawienia ich do zdjęć i nieźle się uśmialiśmy z ich nieporadności, ale efekty nie są takie złe więc zawsze warto udokumentować poszczególne fazy ich rozwoju.

ŻEGNAJCIE ANIOŁKI

Ostatnie tygodnie to dla nas prawdziwy rollercoaster emocji… była radość z narodzin maluchów, był śmiech i szczęście, aż nagle niespodziewanie pojawiła się walka, której nigdy wcześniej nie toczyliśmy. Walcząc z dużymi problemami oddechowymi i nagłym z zapaleniem płuc straciliśmy w ciągu jednego dnia nasze małe dziewczynki z miotu E3. Pierwsze dni były szokiem, przy zmysłach trzymało nas tylko pilnowanie i walka o zdrowie pozostałych maluszków. Był ból, były łzy i był ogromny żal – do świata, do losu, a w końcu nawet do siebie. Choć z psami przeżyliśmy już naprawdę bardzo wiele to jednak przez ponad 20 lat hodowania nigdy nie mieliśmy takiego przypadku. Zniknęliśmy na chwilę z social mediów, odcięliśmy się od świata i potrzebowaliśmy chwili na przeprocesowanie tego co się stało. Ostatnie zdarzenia bardzo na nas wpłynęły, zatrzymały nas w pewnym biegu i zmusiły do wielu przemyśleń. Zrozumieliśmy, że mimo ciągłej nauki, czytania książek, odbywania szkoleń i lat praktyki najważniejszą lekcją dla hodowcy jest lekcja pokory. Choć jest to bardzo bolesne to wiemy, ze musimy zaakceptować wyższość natury nad naszym ego, a słynne zdanie Nietzsche’go „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” brzmi nieco banalnie, ale dobitnie udowodniło nam swoją aktualność, dlatego tym wpisem próbujemy pożegnać to czego już nie cofniemy i zamknąć pewien ledwo rozpoczęty rozdział, żeby móc znowu zacząć żyć szczęśliwie u boku naszych charcików.
Żegnajcie aniołki, przepraszamy, że nie umieliśmy zrobić nic więcej.

PIERWSZE ROZSTANIA I TEGOROCZNE WYPRAWKI

W wiadomościach jakie otrzymujemy i w rozmowach prowadzonych z nowymi właścicielami szczeniąt często pojawia się pytanie o wyprawkę. Mimo, że dla wielu hodowców ten temat to istny „trigger” to dla mnie jest to kwestia bardzo przyjemna, bo wprost uwielbiam kompletować zestawy dla naszych maluchów, a pytania o to co będzie trzeba dla przyszłego członka rodziny kupić są naturalnym wyrazem troski. Poszukiwania odpowiednich materiałów, testowanie na naszych psach i przemyślenia co do konkretnych produktów, a w końcu też i wykonywanie niektórych z nich własnoręcznie to bardzo miła część naszych obowiązków związanych z odchowem szczeniąt. Skoro dawno nie pisaliśmy na temat naszych wyprawek, a kilka rzeczy się u nas zmieniło, to przy okazji pierwszych, tegorocznych wyjazdów postanowiłam zrobić małą aktualizację.

Nasze maluchy zawsze dostają kołderki lub kocyki, które jeszcze przed opuszczeniem hodowli mogą przesiąknąć zapachem domu, kojca i samych psów. W roli legowisk w tym roku pojawiły się wygodne, futrzane kubełki. Mieliśmy śpiwory, ale mimo, że nasze charciki bez problemu z nich korzystają to w nowych domach nie każde szczenię chciało do takowego wchodzić; mieliśmy pufki, ale niektórym brakowało przytulnego okrycia, zwłaszcza w przypadku szczeniąt „zimowych”. W odpowiedzi na te „problemy” postanowiliśmy uszyć i przetestować coś co jest bardziej przytulne, ale jednocześnie nie trzeba uczyć się specjalnie do tego wchodzić i tak powstały nasze kubełki. W zeszłym roku uszyłam pierwsze sztuki do testowania przez nasze dorosłe charciki, potem przetestowaliśmy je przy odchowywaniu jesiennego miotu. Taka opcja sprawdziła się naprawdę dobrze, a ponieważ miot D3 po prostu je pokochał to postanowiłam, że maluchy wyposażymy właśnie w takie legowiska.

Obowiązkową częścią zestawu są u nas różne zabawki – pluszaki, gryzaki, szarpaki, wszystko to czym lubią bawić się (i rozwalać) nasze psy i co szczeniaki znają od swoich pierwszych tygodni życia. Do tego zawsze dodajemy jeszcze jakąś zabawkę edukacyjną – matę lub kulę węchową, z których nasze charciki chętnie korzystają nawet do późnej starości. Niezbędnym elementem jest też oczywiście zapas jedzenia, a w skład pakietu oprócz karmy wchodzą także suplementy, które sami stosujemy i polecamy. Nie może zabraknąć też miseczek – tym razem postawiliśmy na wersję spowalniającą jedzenie oraz przesłodkie miseczki podróżne, które sami zabieramy na wystawy czy dalsze wycieczki i wprost je uwielbiamy.

W naszym „puppy boxie” nie może zabraknąć też obroży i smyczy. Od lat wyposażamy maluchy w zestawy wykonane z taśm wodoodpornych, które są naprawdę trudne do zniszczenia i bardzo łatwe w czyszczeniu. Dodatkowo maluchy dostają też małe, miękkie obróżki aksamitne, które znają z naszego domu, bo ze względu na swoją lekkość służą one u nas do nauki noszenia „czegoś” na szyi. Do tych obróżek dołączyliśmy małe ledowe lampki, dokładnie takie jakich używamy dla naszych charcików kiedy wychodzimy wieczorem. W tym zestawie jest też praktyczne etui na woreczki z ich zapasem w środku.

Dla dzieciaków szyjemy też pierwsze mini ubranka – najczęściej są to kubraczki z bawełnianej, ocieplanej dresówki lub polaru, które łatwo się zakłada i bezproblemowo pierze. Wszystkie samce otrzymują też pasy przeciw znaczeniu moczem, nazywane przez nas „antysikatorem” 😀 Ta urocza nazwa nie powinna umniejszać temu produktowi, bo wielu właścicielom dorastających samców ratuje on życie (może bardziej zdrowie psychiczne i wyposażenie wnętrza) jeśli akurat trafią na egzemplarz lubiący „zaznaczyć” swoją obecność.

Nasze pasy możecie kupić też w sklepie www.greyiggy.pl

Do wyprawki dorzucamy też pakiet do pielęgnacji malucha, po raz kolejny skomponowany z rzeczy, których sami używamy na co dzień. Gumowa szczotka super wyczesuje martwy włos, mini cążki pomogą w regularnej pielęgnacji pazurków, a miękka szczoteczka skutecznie wyczyści zęby bez ryzyka uszkodzenia dziąseł. Dorzuciliśmy też rolkę bandaża kohezyjnego, który stanowi must have np. w przypadku zerwania pazura oraz jednorazowe maty higieniczne na podróż do nowego domu. Nasze boxy przygotowujemy tak, żeby ułatwić start szczeniąt w nowym domu, a właścicielom w pierwszych tygodniach pozwolić skupić się głównie na budowaniu więzi z ich maluchem, a nie myśleniu o zakupach, co i tak prędzej czy później z pewnością ich dopadnie. Wybrane przez nas rzeczy dadzą często niedoświadczonym właścicielom wskazówki co może dobrze sprawdzić się w życiu z charcikiem i pomogą świadomie wybrać kolejne produkty podczas własnych zakupów.

Obecnie do nowych domów wyjeżdżają nasze jesienne maluchy, czyli miot D3. Obie dziewczynki i mniejszy z chłopców zamieszkają w Polsce, a ostatniego z nich czeka dalsza podróż, na którą musi jeszcze chwilkę poczekać. Powoli zabraliśmy się też za naukę chodzenia na smyczy co nie jest najłatwiejsze przy obecnie panującej temperaturze, no ale trzeba przygotować je na nadchodzącą wiosnę i aktywności w ich nowych domach. A w najbliższych tygodniach zaczniemy pewnie myśleć o wyprawkach dla naszych najmłodszych maluchów.

ZIMOWE DZIECIAKI W KOMPLECIE

W końcu nadszedł czas, żeby przedstawić nasz drugi zimowy miot – F3. To już ostatni miot w karierze hodowlanej naszej Lily. Jest to suczka o rewelacyjnym, przebojowym charakterze, z jednej strony malutka, z drugiej strony silna, o dość mocnej konstrukcji. Dała nam kilka naprawdę wspaniałych dzieciaków, które dziś same są już psami hodowlanymi. Wydaje nam się, że Regis świetnie uzupełnia jej niedoskonałości i na to jeszcze jedno krycie zdecydowaliśmy się licząc, że kolejne z jej dzieci trafi do naszego planu hodowlanego. Podczas krycia i ciąży wiedzieliśmy, że musimy liczyć się z ewentualną koniecznością przeprowadzenia cesarki. Przy ostatniej (bardzo licznej jak na nią) ciąży Lily miała problemy z naturalnym porodem i tak też uznaliśmy, że po kolejnych latach ta sytuacja raczej może się powtórzyć. Rozwiązanie przyszło do nas niespodziewanie o 4 dni za wcześnie, w dodatku wypadło w styczniowe święto. Tak jak myśleliśmy, z powodu zbyt słabej akcji porodowej wylądowaliśmy w klinice. Dzięki fachowej opiece naszych weterynarzy od rozrodu udało się zdrowo sprowadzić na świat trzy cudne kluseczki, a sama Lily zniosła zabieg bardzo dobrze biorąc pod uwagę jej wiek. I tak powitaliśmy w domu kolejne dwie dziewczynki, obie w odcieniach szarości oraz jednego kruczo-czarnego rodzynka – chłopca. Pierwsze dni nie należały do najłatwiejszych, dbanie o wcześniaki jest bardzo czasochłonne, wymaga całodobowej kontroli i regularnego przystawiania ich do mamy, ogrzewania, ważenia i czyszczenia. Mieliśmy nieporadne ssanie, straty wagi i zalewanie się mlekiem, ale ostatecznie po pierwszym tygodniu w końcu wyszliśmy na prostą i powoli odpoczywamy. W pierwszych dniach (kiedy Lily była po zabiegu i dopiero startowała z laktacją) w karmieniu bardzo pomogła nam Zorza. Skupialiśmy się zwłaszcza na dostawianiu najmniejszej kruszyny chcąc żeby szybko nadrobiła straty. Od kilku dni obie mamy wchodzą wzajemnie do swoich kojców dlatego postanowiliśmy je połączyć i tak powstała nam naprawdę cudna rodzinka. Lily jest mamą Zorzy i od początku łączy je bliska więź dlatego nie było najmniejszych problemów z wzajemną opieką nad swoimi dziećmi. Mamy nadzieję, że wszelkie kryzysy już za nami, a maluchy będą dalej rosnąć i się rozwijać. Już nie możemy się doczekać kiedy te słodkie kruszyny otworzą oczka i zaczną się wspólnie bawić.