Ostatnie tygodnie to dla nas prawdziwy rollercoaster emocji… była radość z narodzin maluchów, był śmiech i szczęście, aż nagle niespodziewanie pojawiła się walka, której nigdy wcześniej nie toczyliśmy. Walcząc z dużymi problemami oddechowymi i nagłym z zapaleniem płuc straciliśmy w ciągu jednego dnia nasze małe dziewczynki z miotu E3. Pierwsze dni były szokiem, przy zmysłach trzymało nas tylko pilnowanie i walka o zdrowie pozostałych maluszków. Był ból, były łzy i był ogromny żal – do świata, do losu, a w końcu nawet do siebie. Choć z psami przeżyliśmy już naprawdę bardzo wiele to jednak przez ponad 20 lat hodowania nigdy nie mieliśmy takiego przypadku. Zniknęliśmy na chwilę z social mediów, odcięliśmy się od świata i potrzebowaliśmy chwili na przeprocesowanie tego co się stało. Ostatnie zdarzenia bardzo na nas wpłynęły, zatrzymały nas w pewnym biegu i zmusiły do wielu przemyśleń. Zrozumieliśmy, że mimo ciągłej nauki, czytania książek, odbywania szkoleń i lat praktyki najważniejszą lekcją dla hodowcy jest lekcja pokory. Choć jest to bardzo bolesne to wiemy, ze musimy zaakceptować wyższość natury nad naszym ego, a słynne zdanie Nietzsche’go „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” brzmi nieco banalnie, ale dobitnie udowodniło nam swoją aktualność, dlatego tym wpisem próbujemy pożegnać to czego już nie cofniemy i zamknąć pewien ledwo rozpoczęty rozdział, żeby móc znowu zacząć żyć szczęśliwie u boku naszych charcików.
Żegnajcie aniołki, przepraszamy, że nie umieliśmy zrobić nic więcej.
