Poprzedni tydzień upłynął nam na rozplanowaniu tak wielu rzeczy, że głowa po prostu parowała. Co gorsza wiele z tych planów było od nas zupełnie niezależnych i wymagało zręcznego improwizowania oraz sporej dozy szczęścia. W związku z tym, że natura znowu robi z nami co jej się żywnie podoba, musieliśmy zsynchronizować wyjazd dwóch chłopaków z miotu D3 i jednocześnie podróż na krycie poza Polskę praktycznie w tym samym czasie. Przez ostatnie 4 miesiące robiliśmy wszystko, by chłopcy byli gotowi na swoje nowe życia. Planowana od wielu tygodni podróż Dasha do gorącej Brazylii idealnie zgrała się z przylotem jego nowego właściciela do Polski. Ponieważ Dashito trafia w ręce znanego i cenionego hodowcy charcików, a tym samym sędziego, który idealnym zrządzeniem losu akurat został zaproszony do oceny psów na międzynarodowej wystawie w Bydgoszczy, mieliśmy możliwość przekazania malucha w ręce właściciela po naszej stronie globu. Przed tym maleństwem stało duże wyzwanie – podróż z naszego domu na warszawskie lotnisko to blisko 5 h, a potem jeszcze lot z przesiadką w Istambule trwający ponad 24 h, z których na szczęście ogromną większość nasz dzieciak przespał w ramionach swojego pana. W nowym domu odnalazł się błyskawicznie, raźnie wkroczył w stado z jakim przyjdzie mu teraz mieszkać i z dużą radością powitał swój nowy, egzotyczny ogród, z blisko 30 o C.
Drugi z braci zamieszkał w Lublinie, a jego właściciele to urocza para, która od pierwszych chwil zachwyciła się naszym słodkim blondynem. Ponieważ planowaliśmy podróż do stolicy od dawna, a z racji odległości spotkanie w Warszawie było o wiele bardziej „po drodze”, dlatego też postanowiliśmy tego samego dnia umówić się na zapoznanie z nowymi właścicielami. Pinky od razu odnalazł wspólny język ze swoją panią i chętnie wpadł w jej ramiona. W nowym domu sprawuje się podobno bardzo dobrze przynosząc swoim ludziom sporo radości.
Mamy nadzieję, że obaj chłopcy zadomowią się w nowych miejscach na dobre i będą cieszyli swoich właścicieli tak bardzo jak cieszyli przez te kilka miesięcy nas. Miot D3 przyniósł nam wiele uśmiechu, był pocieszeniem w trudnych chwilach i oderwaniem od problemów, które nas spotykały. To były naprawdę bardzo szczególne dzieciaki.


