W końcu nadszedł czas, żeby przedstawić nasz drugi zimowy miot – F3. To już ostatni miot w karierze hodowlanej naszej Lily. Jest to suczka o rewelacyjnym, przebojowym charakterze, z jednej strony malutka, z drugiej strony silna, o dość mocnej konstrukcji. Dała nam kilka naprawdę wspaniałych dzieciaków, które dziś same są już psami hodowlanymi. Wydaje nam się, że Regis świetnie uzupełnia jej niedoskonałości i na to jeszcze jedno krycie zdecydowaliśmy się licząc, że kolejne z jej dzieci trafi do naszego planu hodowlanego. Podczas krycia i ciąży wiedzieliśmy, że musimy liczyć się z ewentualną koniecznością przeprowadzenia cesarki. Przy ostatniej (bardzo licznej jak na nią) ciąży Lily miała problemy z naturalnym porodem i tak też uznaliśmy, że po kolejnych latach ta sytuacja raczej może się powtórzyć. Rozwiązanie przyszło do nas niespodziewanie o 4 dni za wcześnie, w dodatku wypadło w styczniowe święto. Tak jak myśleliśmy, z powodu zbyt słabej akcji porodowej wylądowaliśmy w klinice. Dzięki fachowej opiece naszych weterynarzy od rozrodu udało się zdrowo sprowadzić na świat trzy cudne kluseczki, a sama Lily zniosła zabieg bardzo dobrze biorąc pod uwagę jej wiek. I tak powitaliśmy w domu kolejne dwie dziewczynki, obie w odcieniach szarości oraz jednego kruczo-czarnego rodzynka – chłopca. Pierwsze dni nie należały do najłatwiejszych, dbanie o wcześniaki jest bardzo czasochłonne, wymaga całodobowej kontroli i regularnego przystawiania ich do mamy, ogrzewania, ważenia i czyszczenia. Mieliśmy nieporadne ssanie, straty wagi i zalewanie się mlekiem, ale ostatecznie po pierwszym tygodniu w końcu wyszliśmy na prostą i powoli odpoczywamy. W pierwszych dniach (kiedy Lily była po zabiegu i dopiero startowała z laktacją) w karmieniu bardzo pomogła nam Zorza. Skupialiśmy się zwłaszcza na dostawianiu najmniejszej kruszyny chcąc żeby szybko nadrobiła straty. Od kilku dni obie mamy wchodzą wzajemnie do swoich kojców dlatego postanowiliśmy je połączyć i tak powstała nam naprawdę cudna rodzinka. Lily jest mamą Zorzy i od początku łączy je bliska więź dlatego nie było najmniejszych problemów z wzajemną opieką nad swoimi dziećmi. Mamy nadzieję, że wszelkie kryzysy już za nami, a maluchy będą dalej rosnąć i się rozwijać. Już nie możemy się doczekać kiedy te słodkie kruszyny otworzą oczka i zaczną się wspólnie bawić.


