Wszystkie wpisy, których autorem jest Monia

ZDANIEM WETA #2 PASOŻYTY ZEWNĘTRZNE

Dziś pora na drugą część rozmów o naszych niechcianych lokatorach. Zbliża sią wiosna i czas szczególnie zastanowić się nad zabezpieczeniem naszych charcików przed pasożytami, które już niebawem zaatakują z każdej mijanej kępki trawy. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach nasze psy narażone są na „atak” cały rok i w każdym środowisku dlatego też Paulina przygotowała dla nas trochę informacji, by zaznajomić nas z wrogiem i dowiedzieć się jak z nim walczyć.

ZDANIEM WETA

W zasadzie, to pozostajemy w temacie robali. Były robale w przewodzie pokarmowym (nie ruszaliśmy robali płucnych, sercowych, pasożytów krwi i w ogóle, ale tak, one istnieją i fajnie jest jak gdzieś tam coś się nam obije o uszy), ale dzisiaj czas na robale NA psie. Robaki na psie, czyli pasożyty zewnętrzne powinny być trochę prostsze i trochę mniej science fiction niż robale w środku. Słowo „powinny” jest tutaj dość kluczowe, bo jak pokazuje moje doświadczenie to nie każdy wierzy w to, że jego piesek może złapać pchełkę, czy kleszcza. Innego wszoła, świerzb, nużeńca (no dobra, ten nużeniec to trochę inna bajka, ale o tym zaraz). Bo to, że pies sąsiada może mieć, to ło pani, pewno, że ma!

Zacznijmy od podstaw – każdy pies ma możliwość złapania pchły, kleszcza, wszoła też.
Ze świerzbem już jest trochę ciężej. Najbardziej warte podkreślenia jest tutaj to, że tak samo jak z pasożytami jelit, tak i pasożyty zewnętrzne możemy przynieść psu my sami, osobiście. Na spodniach, płaszczach, sznurówkach, choince (!) itd. Nie oznacza to oczywiście, że mamy wszyscy już zaraz wpadać w paranoję. Ale budujemy świadomość tego, że takie rzeczy się zdarzają. Nie mamy na to wpływu, nic z tym nie zrobimy. Zresztą, klientka opowiadała mi, jak kiedyś sobie choinkę do domu przyniosła. Choinka postała chwilę w cieple i rozpełzło się z niej stado kleszczy. No i co zrobić? No nic, pogodzić się z losem.
I o ile jeszcze standardowemu właścicielowi ten kleszcz to jakoś jeszcze przejdzie przez myśl, o tyle pchła?! No gdzie, przecież pies śpi z nami w łóżku, nie ma kontaktu z psami, kotami i innym paskudztwem. Serio, każdy pies może mieć pchłę. I warto to zaakceptować. Im szybciej, tym znacząco lepiej.

PCHŁY
Nie będę nikogo raczyć nazwami łacińskimi, cyklem rozwojowym i innym takim. Najważniejsze rzeczy dotyczące tych małych plugawych żyjątek

  • Pchła NIE żyje na psie. Pchła żyje w otoczeniu, pod dywanem, w sianie/słomie, pod deskami budy, pod wykładziną… itp. Jak widzisz pchłę na psie, to ona właśnie się posila. Skacze na psa, gryzie go w dupsko (czy inne miejsce na ciele, ale z reguły okolica zadka jest spoko), zeskakuje, rozmnaża się i tak w kółko. Znaczy aż do śmierci.
  • Pchła NIE lubi człowieka. Serio, to nie tak, że jak pies ma pchły, to one od razu będą gryzły człowieka. One nas nie lubią, więc jak mają do dyspozycji psa, czy kota, jesteśmy nieatrakcyjni.
  • Pchła może przenosić tasiemca. I to już jest raczej na pewno bardzo mało zabawne. Ja wiem, że każdemu się wydaje, że no jakby połknięcie pchły nie jest łatwe. Skoro gdzieś są ludzie, którzy policzyli, ile zjadamy pająków (FUJ!) w ciągu życia, to nie wierzę, że nie zjemy pchełki. Pchełki, która skacze, jest malutka i może tam wpaść przypadkiem.
  • Niestety istnieją zwierzęta o znacznej nadwrażliwości na ukąszenie takiej pchełki. Wystarczy jedna, jedyna pojedyncza, która posili się na naszym zwierzu i zwierz ten zaczyna intensywnie się gryźć, wydrapywać itp. W zasadzie to zachowuje się jak my, po pogryzieniu przez komary. Stan taki nazywamy APZS (tj. alergiczne pchle zapalenie skóry). I jest to uciążliwe dla psa.

KLESZCZE
Mamy ich na terenie kraju kilka gatunków. Różnią się wyglądem i miejscem występowania.

  • Ustalmy najważniejsze i podkreślmy to sobie – KLESZCZE zabijają nam psy. Zabijają moich pacjentów. Zabijają dlatego, że czasem właściciel psa czeka za długo; zabijają dlatego, że czasem objawy choroby są wybitnie atypowe; zabijają czasem mimo szybkiej reakcji właściciela, szybkiego rozpoznania oraz dołożenia wszelkich starań. Z tym dziadostwem nie ma żartów.
  • Rzecz jasna, żeby kleszcz zabił sam z siebie to nie jest proste. Jednakże, kleszcze przenoszą wiele chorób: babeszjoza, anaplazmoza, erlichioza, borelioza (TAK! Borelioza też może występować u psów! A babeszjoza to nie to samo, co borelioza).
  • Kleszcz potrzebuje różną ilość czasu, żeby zarazić naszego psa. W zależności od tego, którym cholerstwem zarażony jest kleszcz, czas ten może się różnić. Autorzy podają czasy od 24-48h żerowania.
  • Kleszcz w teorii wybiera sobie miejsca o cienkiej skórze do wbicia się – pachwiny, pachy itp. W praktyce wyjmowałam kleszcze z: moszny, przestrzeni międzypalcowych, spodniej części ogona, odbytu, sromu i całego ciała. Za to w internetach można znaleźć kleszcze na dziąsłach, w uszach, itp.
  • W naszych obecnych warunkach pogodowych w kraju (tj. zimy raczej dość ciepłe; dużo słońca; ujemne temperatury po 2-3 dni) kleszcze są przez cały rok. Nie idą spać. I jeśli Wasz lekarz o tym mówi, to naprawdę nie chce zbić na Was kasy. W tajemnicy Wam powiem, że stanowczo więcej zarabia się na leczeniu niż profilaktyce. Ale ćśśśś. Żeby się nie wydało.

NUŻEŃCE
Nużeniec to taki trochę mój ulubiony pasożyt skóry psów (a ja w dermatologię to tak nie za zbytnio).

  • Najważniejsze, co musicie wiedzieć o nużeńcu to fakt, że wszystkie psy go mają. To taki ich kompan, kolega, komensal, żyje sobie i… jest fajny. Cudownie wygląda pod mikroskopem, jest takim uroczym robaszkiem z łapkami. W ogóle mega ciężko go u zdrowego psa znaleźć (u chorego czasem też).
  • Skąd więc ta „jazda” na leczenie nużycy? Nużeniec jest trochę jak Escherichia coli (to te super miłe bakterie w okrężnicy). Dopóki organizm jest zdrowy, to ich populacja jest na odpowiednim poziomie i wszyscy żyją w zgodzie, nie dając objawów. Jednakże przy: spadku odporności, niedoczynności tarczycy, stresie itd. nużeniec może się trochę rozhulać (jak studenci na Juwenaliach). Mnożą się i zaczynają dawać objawy.
  • Nużyca NIE JEST zaraźliwa dla innych psów.
  • Nużyca NIE swędzi, ale swędzą powikłania.
  • Najgorsza forma nużycy to postać uogólniona. Najcięższa do leczenia, najbardziej upierdliwa dla psa.

ŚWIERZBOWIEC

  • jest obrzydliwy, paskudny, wredny, wygląda jeszcze gorzej… i niestety jest ZARAŹLIWY. To ważne. W zasadzie przy jednym psie ze świerzbowcem w domu możemy spokojnie zacząć leczenie całego stada.
  • Swędzi! Swędzi na tyle intensywnie, że w krótkim czasie dochodzi do nadkażeń bakteryjnych skóry. Iii tak w kółko.

To rzecz jasna nie wszystkie pasożyty skóry psów, ale już widzę, że wychodzi za długo na krótką notkę, a że temat średnio przyjemny (no nie lubię dziadostwa, bo mnie potem wszystko swędzi) to zacznę się zbierać do tematów ważnych i ważniejszych.

DIAGNOSTYKA
Chyba najważniejsze do podkreślenia jest tutaj, że diagnostyka WSZYSTKICH schorzeń dermatologicznych jest: długa, mozolna, kosztowna, czasem wymaga wielu wyrzeczeń zarówno od psa, jak i od nas. Dotyczy to skrótowo wszystkich schorzeń, nie tylko o obecności jaśnie państwa wymienionych powyżej. Z najprostszych możliwości diagnostycznych w kierunku pasożytów zewnętrznych należy pamiętać:

  • o oględzinach → oględziny skóry dają nam w wypadku pasożytów niezmiernie dużo. Zaobserwować możemy zarówno bezpośrednią obecność pchły lub kleszcza, ale i kał pcheł, miejsce występowania wykwitów skórnych, łuszczącej skóry itp. Bez oglądania, które jest podstawową częścią badania klinicznego NIE ma wizyty.
  • Tzw. scotch test → test z taśmą klejącą. Brzmi może głupio, ale jeśli Wasz lekarz bierze do ręki taśmę klejącą, nie oznacza, że zwariował. Do taśmy przykleja się materiał, który można zbadać pod mikroskopem.
  • Test bibułowy → to też taki bardzo prosty i bardzo tani test (który zresztą możecie zrobić sami w domu). Kał pcheł ciężko jest na pierwszy rzut oka rozróżnić od zwykłego brudu. Test bibułowy to po prostu przetarcie/zebranie wilgotnym białym papierem tych małych grudek. Kał pcheł spowoduje zabarwienie papieru na ciemnoczerwono/brązowo, jako że stworzony jest głównie z krwi.
  • Test z wyczesywaniem → gęstym grzebieniem przeczesując sierść można łatwiej „wyłowić” obecne w danym momencie pchły, czy wszoły na psie.
  • Zeskrobina → tutaj czasami też można dostać zawału, kiedy do żywego, przytomnego psa Wasz lekarz podchodzi z ostrzem od skalpela. Zeskrobinę z reguły pobiera się z pogranicza skóry zdrowej i chorej. Najczęściej pobieramy zeskrobinę do uzyskania tzw. pierwszej kropli krwi. Jej pobieranie nie boli. Owszem, jeśli pies jest panikarzem, to należy go dobrze przytrzymać przez tych kilka sekund. Pozwala znaleźć nużeńce oraz świerzbowce.

Przy diagnostyce dermatologicznej ogólnie wykonuje się również badanie cytologiczne, czasem testy alergiczne, itd. Ale dzisiaj już nie będziemy się na tym skupiać.

ZAPOBIEGANIE I LECZENIE
Dochodzimy do tej części, w której czuję się najlepiej. Z oczywistych względów, nie będę się posługiwać nazwami handlowymi preparatów (nadal żadna firma farmaceutyczna nie chce dać mi biletu na wakacje do ciepłych krajów). Należy pamiętać, że możliwości terapeutyczne ZAWSZE dobiera Wasz lekarz, ten który OBEJRZAŁ zwierzę. Jeśli ktoś stawia Wam diagnozę na podstawie zdjęcia, mówiąc o nużycy, alergii, alopecji, grzybicy, podrażnieniu po szamponie itd. itp. to jest co najmniej nieodpowiedzialny. A jeśli jeszcze mówi Wam, czym to leczyć… Nie ma diagnozy bez wywiadu klinicznego, oglądania, omacywania, osłuchiwania, opukiwania (czyli części badania klinicznego). A badania dodatkowe (mikroskopowe, RTG, USG, krwi, moczu itp.) to są, jak nazwa wskazuje DODATKOWE.

Zapobieganie często łączy się z leczeniem, pod warunkiem użycia odpowiednich preparatów. I podanie „czegoś na kleszcze” może wykluczyć nam wszystkie możliwości naraz, a może zabezpieczyć tylko od pcheł i kleszczy. Oczywiście NIE MA środka idealnego. Obroża musi ściśle przylegać do skóry, krople muszą dobrze „współpracować” ze skórą psa, plus pies dwa dni przed i po nie mogą zmoknąć, tabletki podawane są ogólnoustrojowo (i nie każdy pies chce je chapnąć).

OBROŻE – ich zadaniem jest przede wszystkim ODSTRASZANIE, a w drugiej kolejności ZABIJANIE pcheł i kleszczy. Często działają też odstraszająco na meszki, komary, muchy. Wyróżniamy te zawierające:

  • olejki eteryczne → na pewno „ładnie śmierdzą”, ale ich działanie jest wątpliwe. Pewnie nie zaszkodzą, ale czy pomogą… Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak nawiedzone babsko, które nie wierzy w nic naturalnego. Ja wierzę. Miałam kiedyś cudowny spray dla koni odstraszający owady. I psikałam nim konie, siebie, psy i działało miód malina. Ale ustalmy, że olejki eteryczne (te w kroplach na skórę również) nie wystarczą jeśli mieszkacie na terenie obfitującym w kleszcze, to może się źle skończyć, jeśli olejek będzie jedynym zabezpieczeniem.
  • substancje chemiczne → rodzajów jest kilka, część wodoodporna, część nie, niektóre działają ponad pół roku, inne 5 miesięcy, nie ma znaczenia. Obroża musi być dobrze założona (tj. ściśle przy szyi – jeśli wisi jak łańcuch, to się nie sprawdzi). Dwa – dobrze jeśli pies nie śpi wtedy z właścicielem. Trzy – może powodować miejscowe reakcje alergiczne. Cztery – bardzo ważne – obroża z deltametryną może uszkodzić Wam KOTA jeśli go macie. Na pewno podstawową zaletą obroży jest fakt, że działa długo, łatwo o niej pamiętać, jest stosunkowo tania (w przeliczeniu na ilość miesięcy, które działa).

KROPLE – ich zadanie i działanie jest podobne jak obroży (z wyłączeniem jednych, o których zaraz). I tutaj znowu wyróżnienie:

  • zawierające olejki eteryczne → działanie podobnie jak w obrożach
  • jednoskładnikowe → z reguły zawierające sam fipronil. O ile kiedyś fipronil był skuteczny, o tyle obecnie obserwujemy raczej stanowcze zmniejszenie skuteczności kropli na fipronilu
  • wieloskładnikowe → ich jest obecnych tyle na rynku, że jakby ktoś się postarał, to można o tym pisać doktorat. Które są dobre? Takie, które u naszego konkretnego psa działają, nie dają reakcji miejscowych i… Nie zabiją nam ewentualnych innych domowników (tak, znowu te nieszczęsne koty). Raz na zawsze warto sobie wpoić, że jeśli na kroplach jest napisane „nie używać u kotów” to znaczy nie lać NA kota, ale i uważać, jeśli lejemy je na psa. Te z reguły są przeznaczone do ochrony przed pchłami i kleszczami
  • wieloskładnikowe z komponentami odrobaczającymi → tu się zaczynają schody. O ile tego typu krople mogą tłuc robale jelitowe, sercowe, nużeńca, świerzbowca, tłuką pchły, ale NIE tłuką kleszczy. Dlatego czasem bardzo ważne jest podkreślenie, czego oczekujemy od preparatu. Tak po ludzku – nie istnieją (wedle mojej wiedzy) na obecny dzień krople przeznaczone dla psów, które działają „na wszystko”.

TABLETKI – tabletki mają za zadanie zabijać pchły i kleszcze. Nie mają działania odstraszającego. W ich skład wchodzą substancje z grupy IZOKSAZOLIN.

Akurat o tabletkach wspominałam w poprzednim tekście, przy okazji robali, więc wiemy już wszyscy, że tabletki mamy takie, które działają tylko na pchłokleszcze oraz te, które działają jeszcze na robale wewnętrzne. Ich główną wadą jest brak działania odstraszającego oraz konieczność rozpoczęcia żerowania na zwierzęciu, aby substancja zaczęła porażać układ ssący pasożyta, doprowadzając do jego śmierci. Tabletki łączone NIE WSZYSTKIE działają na nużeńca, czy świerzbowca, więc jeśli podejrzewacie problem, to warto czasem wyjątkowo nie ułatwiać sobie życia.

Dookoła tabletek narosło wiele historii – że zabijają, powodują padaczkę, sraczkę. Musimy sobie w tym miejscu po raz kolejny podkreślić jedno: KAŻDA substancja może wywołać działania niepożądane. Mój prywatny pies kiedyś puścił pawia po kroplach na kleszcze, które dostawał od lat (nie, nie podałam ich do paszczy; nie wylizał ich). Miałam jeszcze wspomnieć o tych kroplach, które nie mają działania odstraszającego – są to krople o identycznej nazwie jak najdłużej działająca tabletka przeciwko kleszczom. W skład obu preparatów wchodzi FLURALANER. Trochę inaczej się wchłaniają – działają dokładnie tak samo. Odkąd mamy izoksazoliny problemy nużycy, świerzbowców stanowczo się zmniejszyły. Czasami u pacjentów niewspółpracujących, u których podejrzenie któregoś z tych problemów jest duże jak najbardziej zdarza nam się (albo żeby się nikt z moich kolegów/koleżanek po fachu nie poczuł urażony – mi się zdarza) podawać izoksazoliny w ciemno. Dlaczego? Jeśli pies, który chce mnie zeżreć jak na niego patrzę lub jest tak przerażony, że dygocze przy próbie rozchylenia skóry to mniejszym złem jest podać mu lek diagnostycznie, niż walczyć z psem i przytrzymywać go na siłę albo sedować do pobrania zeskrobiny.

A co Paulina stosuje na własnych zwierzakach?
Moje psy dostają tabletki na kleszcze. Kiedyś też nie byłam przekonana, jednak praca na Mazowszu oraz przygarnięcie Sir Kicika do domu spowodowało, że musiałam wybrać formę ochrony bezpieczną dla wszystkich. U nas obroże odpadają, bo chłopcy śpią ze mną; większość kropli, które sprawdzały mi się na charcikach zawiera permetrynę (a ta, przypominam jest MEGA toksyczna dla kotów i może je zabić); zostały mi więc tabletki. I odpukać… Jeszcze nic się po nich nie dzieje.

W tym miejscu wspomnimy krótko o tym jak sprawa wygląda w naszej hodowli. Jak dotąd udało nam się uniknąć pcheł, mimo, że można je przywlec w zasadzie z każdej wystawy to stosowane preparaty skutecznie nas przed tym uchroniły i tu przejdźmy do kwestii zabezpieczania. Przede wszystkim mamy ogromne szczęście mieszkać w okolicy, gdzie kleszczy jest naprawdę o wiele mniej niż w innych rejonach naszego kraju. Zimy są u nas z reguły dość solidne, mamy mrozy i mamy śniegi dlatego na ochronie skupiamy się głównie od wiosny do jesieni. W naszym terenie wystarczającym jest zabezpieczenie kroplami – ze swojej strony polecam skonsultować się np. z hodowcą swojego psa, ponieważ u charcika niektóre krople mocno podrażniają skórę i uszy (powodują trzepanie głową nawet przez kilka dni od podania), a hodowca może po prostu lepiej orientować się co działa a co „szkodzi” u psów w jego liniach. U nas sprawdzają się krople z fipronilem takie jak Controline, Fiprex czy Sabunol. Nie sprawdziły się obroże – charciki przytulają się do naszych twarzy i często z nami śpią, poza tym dbamy o dobrą jakość szaty na ich delikatnych szyjach, a obroża lubi wytrzeć nieco sierść. Profilaktycznie podajemy naszym psom czystek, używamy też olejków eterycznych przy wyjściach do lasu, sadzimy rośliny odstraszające niechcianych lokatorów w naszym ogrodzie, ale umówmy się – są to działania dodatkowe i absolutnie nie polecę stosowania wyłącznie takich metod, bo nie chcę mieć żadnego psa na sumieniu. Swoim hodowlanym dzieciom, które poszły w świat zawsze rekomenduję stosowanie środków dobranych do miejsca, gdzie pies żyje. Naszym tipem jest prócz odpowiedniego zabezpieczenia po prostu oglądanie psa zaraz po spacerze. Charcik ma przewagę nad innymi psami w postaci delikatnej i przylegającej sierści, na której nic się nie ukryje, dlatego przejrzenie psa czy nawet przeczesanie gumową szczotką (lub taką z włosia) nie będzie ani czasochłonne, ani specjalnie trudne, natomiast może zaoszczędzić nam wielu nieprzyjemności. Podobnie sprawa ma się z wczesnym wykryciem wbitego kleszcza, przeglądanie psa pomoże nam to zauważyć i szybko zareagować. W naszej psiej apteczce zawsze leżą szczypce do wyciągania kleszczy, mimo, że niezmiernie rzadko po nie sięgamy to jednak warto je mieć w zanadrzu.

Jeśli chodzi o inne pasożyty to u charcika na pewno wiele razy spotykam się z tzw. nużycą młodzieńczą. Jak już wspominała Paula, nużeniec żyje na każdym psie, ale namnaża się dopiero, gdy spada odporność, co często dzieje się u psów młodych. Szczepienia, odrobaczenia, wymiana zębów, intensywny wzrost i ogólne rozchwianie rozwijającego się organizmu to świetna okazja do tego by małego charcika przyatakować. Objawia się to początkowo przez powstawanie małych plamek przerzedzonej sierści, wyglądającej jak jaśniejsze ciapki, sierść staje się tam jakby „wygryziona”, czasem pojawiają się zaczerwienienia i strupki. Najlepiej reagować dość szybko, weterynarz pobierze zeskrobinę i jeśli potwierdzi nasze przypuszczenia to zaleci zastosowanie odpowiedniego preparatu. U nas sprawdzają się te w kroplach i już po ok. 2 tygodniach sierść zaczyna odrastać.

Ponieważ przy okazji omawiania tematu pasożytów wspominałam Paulinie o różnych innych problemach takich jak, np. dziwne „placki”, przełysienia, krosty i inne odczyny na skórze to z pewnością pokusimy się o kolejny tekst, gdzie Paulina opowie w skrócie dlaczego NIE diagnozujemy psa po zdjęciu, dlaczego przy wizycie skórnej lub usznej „sprawdzamy dupkę” oraz dlaczego odpowiedź na pytanie „Co pies je?” z reguły frustruje.

RANKINGI 2022

Nadszedł czas na małe podsumowanie ubiegłego roku. W ostatnich dniach ogłoszono wyniki rankingów Związku Kynologicznego w Polsce. Mimo, że ostatnio nie poświęcamy aż tak dużo czasu na wystawy, a do tego inwestujemy w wiele naszych psów jednocześnie co rozbija pulę zdobytych łącznie punktów na wiele psów, to i tak znów udało nam się wypaść naprawdę świetnie w różnych rankingach. Właśnie odebraliśmy nasze wyróżnienia za tamten rok w naszym Oddziale, gdzie Ziri kolejny raz została Najlepszym Charcikiem i Najlepszym Psem w grupie X, a Ravel uplasował się na trzeciej lokacie w grupie. Wyróżnienia otrzymały także wystawiane przez nas szczenięta i młodzież, a najmilszym akcentem było uzyskanie tytułu Najlepszego Hodowcy, co jest zasługą wszystkich właścicieli naszych psów, ponieważ nagroda przyznawana jest za łączną sumę punktów zdobytych przez psy z naszym przydomkiem, a była ich w zeszłym sezonie aż dziesiątka!

Odebrałam także nagrody w imieniu innych psów z naszej „rodziny” – Hermes (Novatica DOUBLE TROUBLE) został II Najlepszym Psem w Grupie X, a Logan i Sztorm z Catch the Rabbit Team zostali po kolei Zwycięzcą oraz V-ce Zwycięzcą Rankingu Sportowego. Jednocześnie w Polish Top Dog nasze psy wypadły także całkiem nieźle – Ravel został drugim Najlepszym Charcikiem, a wystawiał się w Polsce przecież tylko na kilku wystawach, tymczasem Ziri została Najlepszą Suką Charcika w Polsce. Aż 7 psów w TOP 10 to psy Novatica za co bardzo dziękuję też innym wystawiającym nasze dzieciaki właścicielom. Chociaż uczestnictwo w wystawach musieliśmy z różnych powodów odsunąć na dalszy plan, a ich rola w naszym życiu nie jest już tak bardzo istotna jak kiedyś to docenienie naszych starań i osiągnięć zawsze cieszy.

ENG | It’s time for a little recap of last year. In recent days, the results of the Kennel Club in Poland rankings have been announced. Although lately we don’t spend so much time on shows, and we invest in many of our dogs at the same time, which splits the pool of points scored in total among many dogs, and so we managed to do really well in various rankings. We have just received our awards for that year in our branch, where Ziri once again became Best IG and Best in Group X, and Ravel was third in the group. Distinctions were also given to puppies and youngsters that we showed, and the nicest accent was getting the title of the Best Breeder, which is a merit of all owners of our dogs, because the award is granted for the total sum of points scored by dogs with our kennel name, and there were ten of them last season! I also received awards on behalf of other dogs from our „family” – Hermes (Novatica DOUBLE TROUBLE) became the 2nd Best Male in Group X, and Logan and Sztorm from Catch the Rabbit Team became the Winner and Vice Winner of the Sport Ranking. At the same time in Polish Top Dog our dogs did quite well – Ravel became the second Best IG male, and he was shown in Poland only at a few shows, meanwhile Ziri became the Best IG Bitch in Poland. And 7 dogs in the TOP 10 are Novatica’s dogs, for which I would also like to thank other owners who showed our kids. Although participation in shows had to be pushed to the background for various reasons, and it’s role in our lives is no longer as important as it used to be, the appreciation of our efforts and achievements always makes us happy.

SEMINARIUM Z BITTE AHRENS PRIMAVERA

Miniona niedziela na pewno zostanie mi w pamięci na zawsze. W Warszawie odbyło się bowiem pierwsze Seminarium dla sędziów i asystentów kynologicznych z Bitte Ahrens Primavera, zorganizowane przez Związek Kynologiczny w Polsce. Prowadząca jest międzynarodowym sędzią i jednym z największych autorytetów w hodowli i ocenie chartów na świecie. Wychowana z chartami, prowadzi słynną, wielopokoleniową hodowlę – Sobers. Seminarium poświęcone było porównaniu trzech ras – charcik włoski, whippet i greyhound, zarówno w zakresie ich wyglądu, ruchu jak i charakteru. Bitte jako hodowca wszystkich tych ras chartów bardzo szczegółowo omawiała różnice i podobieństwa pomiędzy nimi. Wskazywała także na mnóstwo cech w naszej rasie o jakich należy pamiętać podczas oceny w ringu, ale też na etapie planowania hodowli.

Podczas prelekcji padło naprawdę całe mnóstwo bardzo ważnych uwag, porad i sensownych podsumowań. Powiedziane było wiele o pracy i roli sędziego, ale też o samym hodowaniu. Omówienie anatomii charcika „rozebranego” na części, szczegół po szczególe, pokazywanie różnych wad i mankamentów z jakimi możemy się spotkać w naszej rasie to wiedza bezcenna i wynikająca przede wszystkim z obserwacji wielu pokoleń charcików. Prócz całego mnóstwa rycin i przemyślanej prezentacji (której z oczywistych powodów nie będę publikować) mogliśmy także zobaczyć opis cech na żywym modelu – a w tej roli wspaniały pies naszych zaprzyjaźnionych hodowczyń CIDARIS THE KINGDOM OF WINE Tesori Di Carli („prywatnie” znany jako Chochoł, syn naszego Mastera i wnuk Baszubka).

Cały wykład podstawowy trwał kilka godzin, ale równie cenny był też czas poświęcony na zadawanie pytań, a na sam koniec także możliwość indywidualnej rozmowy z prowadzącą, czego oczywiście nie mogłam sobie odmówić. Szczegółowe omawianie zagadnień i wyczerpujące odpowiedzi na nasze pytania pokazały ogromne doświadczenie jakie Bitte posiada w pracy z chartami. Jej otwarte i bardzo ciepłe podejście do ludzi oraz czułość do psów budzi ogromną sympatię już od pierwszych chwil, a ilość posiadanej wiedzy zasługuje na ogromy szacunek.

Oczywiście taki dzień, przepełniony nowymi informacjami pozostawił mnie z wieloma tematami do przemyślenia, potwierdziło się wiele moich prywatnych przypuszczeń, ale też upewniłam się w słuszności niektórych pomysłów i planów. Dzień intensywny, pełen emocji, spotkań z przyjaciółmi i całą masą znajomych miłośników rasy. Przy okazji pobytu w Warszawie mogłam w końcu poznać nowego psa naszych przyjaciół Kasi i Tomka – pięknego Sobers ZENOBIO, ale też zwyczajnie poplotkować o charcikach.

Tak, tego dnia nigdy nie zapomnę.

Zdjęcia: Katarzyna Mijakowska, Monika Nowak

ENG | Last Sunday will surely stay in my memory forever. The first Seminar for judges and assistant judges with Bitte Ahrens Primavera, organized by the Kennel Club in Poland, was held in Warsaw. The host is an international judge and one of the greatest authorities in breeding and judging sighthounds in the world. Raised with dogs, she runs the famous, multi-generational kennel called Sobers. The seminar was devoted to the comparison of three breeds – Italian greyhound, whippet and greyhound, both in terms of their appearance, movement and character. As a breeder of all these breeds, Bitte discussed the differences and similarities between them in great detail. She also pointed out a lot of features in our breed that should be remembered while judging in the show ring, but also at the stage of planning our breeding. During the lecture, there was a lot of very important comments, advices and sensible summaries. Much was said about the work and role of a judge, but also about breeding itself. Discussing the anatomy of an IG, detail by detail, showing various defects and shortcomings that we can encounter in our breed is priceless knowledge and resulting primarily from the observation of many generations of italian greyhounds. In addition to lots of drawings and a thoughtful presentation (which I will not publish for obvious reasons), we could also see a description of the characteristics on a live model – in this role a wonderful dog of our friends breeders CIDARIS THE KINGDOM OF WINE Tesori Di Carli („privately” known as Chochoł, son of our Master and grandson of Baszubek). The entire basic lecture lasted several hours, but the time devoted to asking questions was equally valuable, and at the very end also the possibility of an individual conversation with the lecturer, which of course I couldn’t refuse. Detailed discussion of issues and comprehensive answers to our questions showed Bitte’s huge experience in working with sighthounds. Her open and very warm approach to people and tenderness to dogs giving great vibe and sympathy from the very first moment, and the amount of knowledge she possesses deserves great respect. Of course, such a day, filled with new information, left me with many things to think about, many of my private assumptions were confirmed, but I also made sure that some ideas and plans that I had in my mind were right. An intense day, full of emotions, meetings with friends and a whole lot of acquaintances of breed lovers. During my stay in Warsaw, I could finally meet the new dog of our friends Kasia and Tomek – the beautiful Sobers ZENOBIO, but also just gossip about italian greyhounds.
Yes, I will never forget that day.

O WYPRAWKACH INACZEJ

Co jakiś czas dzielę się z Wami przygotowaniami do wyprawienia maluchów do nowych domów. Wiele razy wspominałam, że szykowanie wyprawki to jeden z moich ulubionych momentów i można powiedzieć, że lubię ten proces coraz bardziej. Od początku prowadzenia hodowli część rzeczy przygotowywaliśmy sami, ale z roku na rok zdobywam nowe umiejętności i w związku z tym, że czynności manualne takie jak np. szycie to moje wielkie hobby mam możliwość wykonać dla maluchów coraz więcej przydatnych rzeczy. Na co dzień szyję także dla naszych dorosłych psów, lubię wybierać wzory według własnej estetyki i testować różne tkaniny, z których nie znajdę produktów w komercyjnych sklepach.

Kolejnym z powodów, dla których zdecydowałam się przygotowywać tyle wyrobów sama jest fakt, że nasze wyprawki często mają kolorystykę lub wzory nawiązujące do tematu przewodniego dla danego miotu, począwszy od grafiki z rodzicami miotu, aż do imion jakie nadajemy naszym charcim dzieciakom wszystko nawiązuje do wspólnego motywu, dlatego nie ma mowy o skompletowaniu tego po prostu w sklepie. Od zawsze przygotowujemy wyprawkowe legowiska – dotychczas były to różne kołderki i śpiwory, ale teraz szyjemy też małe pufy, które stosujemy dla naszych charcików w domu i dobrze nam się sprawdzają. Od pewnego czasu nasze maluchy (szczególnie te urodzone w zimnych porach roku) wyposażamy też w miniaturowe kubraczki dresowe albo ręcznie robione sweterki (które powstają dzięki zdolnościom mojej mamy). Urodzonych u nas chłopaków postanowiłam też uzbroić w opaski zapobiegające znaczeniu terenu (w dorosłym już rozmiarze), często przydają się one na wyjazdach nawet tym właścicielom, którzy u swojego podrostka opanowali już temat czystości. Dla swoich dorosłych psów możecie je kupić w naszym zaprzyjaźnionym sklepie.

Nasze dzieciaki uczone są noszenia obroży już od 5-6 tygodnia życia, są to tylko kilkunastominutowe „treningi”, ale maleńki obwód szyjki charcika skłonił nas już dawno do szycia własnych, bardzo lekkich mikro-obróżek, potem nowe ich wersje dokładamy też do wyprawek. Żeby maluchy w nowych domach czuły się jak najlepiej, przygotowujemy dla nich to co znają już od pierwszych tygodni życia u nas. Takie gadżety jak maty węchowe, do których są już przyzwyczajone, czy futerkowe szarpaki jako fajna zabawka dla szalonych, małych piranii to też nasze standardowe dodatki.

Wszystkie materiały i projekty sprawdzamy najpierw na naszych psach, czasem coś zmieniamy, czasem ulepszamy. W miarę zdobywania nowych doświadczeń (a podobno człowiek uczy się całe życie) realizujemy nowe pomysły i czerpiemy z tego mnóstwo przyjemności. Przygotowanie tych wszystkich rzeczy jest wprawdzie dosyć czasochłonne, ale dla mnie stanowi też miłą odskocznię od pozostałych obowiązków i zwykle siadam do pierwszych zamówień materiałów jeszcze podczas nocnych dyżurów nad maluszkami zaraz po ich narodzinach.

Szykując bogato wyposażone wyprawki czasem spotykamy się z opiniami, że odbieramy radość zakupów nowym właścicielom. Z mojej strony wygląda to zupełnie inaczej, wiele dla charcika trzeba będzie jeszcze dokupić, niektóre rzeczy z pewnością zniszczy, a z niektórych zwyczajnie wyrośnie. Wyprawka ma pozwolić właścicielom skupić się przede wszystkim na psiaku, na budowaniu nowej relacji i poznawaniu jego potrzeb, a nie robieniu (często nietrafionych) zakupów. Po kilku tygodniach czy miesiącach wspólnego życia pojawi się pewnie wiele okazji do shoppingu, ale to co znajduje się w naszej wyprawce może ułatwić pierwsze wybory produktów i przybliżyć właścicielowi co sprawdza się w naszym domu lub u innych posiadaczy charcików.

BUNNY ZACZYNA INTERCHAMPIONAT

Od wystaw zrobiliśmy sobie sporą przerwę, zimą skupiliśmy się na odchowaniu szczeniąt i nie mieliśmy ani czasu, ani nawet chęci na zwiedzanie ringów. Mimo, że przez ten czas wcale mi wystaw nie brakowało (ciasne halówki to zdecydowanie nie jest moje ulubione miejsce do wystawiania charcików) to nadszedł czas by wrócić na ring. W minioną niedzielę odwiedziłam Międzynarodową Wystawę w Gliwicach, gdzie wystawiałam tylko Bunnego. Nasz czarny maluch debiutował w dorosłej klasie, zależało mi by zaczął zbierać wnioski do dorosłego championatu i plan wykonaliśmy ponad te założenia. Bunny wygrał klasę pośrednią, otrzymał CWC rozpoczynając Championat Polski, a w porównaniu został wybrany Najlepszym Dorosłym Psem i otrzymał CACIB, czyli wniosek na międzynarodowego championa czym bardzo mile mnie zaskoczył. Na tle stawki Bunny był jednym z najmniejszych piesków, czym zdecydowanie się wyróżniał, ma szatę, która wygląda dobrze przez cały rok, ma też fajny temperament i nieźle się rusza co spodobało się wymagającej sędzi z Czech. Ten udany występ jest dla nas bardzo miłym rozpoczęciem sezonu, zwłaszcza, że do Gliwic przyjechało ponad 30 charcików, a ocena była dokładna i surowa. Przy okazji tego wyjazdu spotkaliśmy się też z kilkoma naszymi charcimi dzieciakami – Kreską z miotu „H2”, Flashem z miotu „K2” i Leo z miotu „E2” oraz Naxem – synem Shuffla i Falką – córką Ravelka, co zawsze daje powody do radości.
Sędzia: Veronika Chrpova (CZ)
Zdjęcia: Skinny Dog Blog

ENG | We took a long break from shows, in winter we focused on raising puppies and we didn’t have time or even desire to visit rings. Even though during this time I didn’t miss shows (tight halls are definitely not my favorite place to show IGs), it’s time to go back to the ring. Last Sunday I visited the International Dog Show in Gliwice, where I only showed Bunny. Our black baby boy made his debut in the adult class, I wanted him to start collecting certs for the adult championship and did more beyond these plans. Bunny won the intermediate class, got CWC, starting Polish Championship, and in comparison he was chosen as Best Adult Male and received CACIB, which is an cert for an international champion, which surprised me very much. Among all dogs in the competition, Bunny was one of the smallest males, which definitely made him stand out. He has a coat that looks good all year round, he also has a nice temperament and moves well, which appealed to the demanding judge from the Czech Republic. This successful performance is a very nice start of the season for us, especially that over 30 italian greyhounds came to Gliwice, and the judging was accurate and strict. On the occasion of this trip we also met some of our IG kids – Kreska from the „H2” litter, Flash from the „K2” litter, Leo from the „E2” litter, Nax – Shuffle’s son and Falka – Ravel’s daughter, which always gives reasons to be happy.
Sędzia: Veronika Chrpova (CZ)
Zdjęcia: Skinny Dog Blog

ODPORNOŚĆ CHARCIKA, CZYLI JAK PRZETRWAĆ ZIMĘ

Dbanie o odporność kojarzy nam się głównie z okresem jesiennym, kiedy wilgotność rośnie, a temperatura spada wirusy i bakterie mają się świetnie, a nasze psy (tak jak i my) są szczególnie narażone na złapanie infekcji. Ale czy tylko jesienią powinno się wspomagać odporność?

Oczywiście charciki najbardziej cierpią w zimnych i mokrych miesiącach. Mieszkając w Polsce (my dodatkowo na terenie górskim) doskonale wiemy jak ważne jest wspomaganie odporności przez całą jesień i zimę, a czasem nawet do późnej wiosny. Króciutka sierść, minimalna ilość tkanki tłuszczowej, duża powierzchnia utraty ciepła jaką jest klatka piersiowa i do tego pozbawione włosa, „gołe” miejsca na ciele to cechy czyniące z charcika psa totalnie ciepłolubnego. Nie oznacza to jednak, że naszego malucha nie da się przygotować na te warunki tak, by uniknąć niechcianych infekcji i innych problematycznych efektów ubocznych panującej zimy. O charcika należy zadbać kompleksowo – od wewnątrz i na zewnątrz, a oto kilka wskazówek co warto mieć na uwadze.

Pamiętajmy o odpowiedniej dawce żywieniowej. Zmiana ilości podawanego pożywienia zależeć będzie od indywidualnych potrzeb Twojego psa. Weź pod uwagę, że może on potrzebować więcej energii (termogeneza wymaga dostarczenia paliwa), ale pamiętaj też, że charcik zimą zwykle rusza się dużo mniej – spacery są krótsze i dla wielu psów także mniej intensywne. U nas z reguły na początku zimy musimy zwiększyć w posiłkach ilość kalorii szczególnie samcom, które znacznie chętniej korzystają z jej uroków i mają zdecydowanie więcej zapału do biegania nawet, gdy jest już całkiem chłodno. Suczki, u nas szczególnie te starsze, którym entuzjazm do szaleństw często mija wraz ze spadkiem temperatury mogą się zimą niebezpiecznie zaokrąglić. Podstawowa karma to jednak nie wszystko. Warto zainwestować w preparaty, którymi uzupełnimy dietę w celu mobilizacji układu odpornościowego. U nas od lat sprawdzają się dodatki z kwasami omega-3, EPA i DHA, których organizm nie wytwarza samodzielnie, a w karmach mamy ich deficyt, dlatego konieczna jest suplementacja. My korzystamy z nieraz wspominanych już przez nas olejów od Holista. W diecie naszych psów znajdziesz także bogate w beta-glukany drożdże browarnicze oraz naturalne źródło witaminy C (i innych witamin B1, B2, B3, A, E, K) w postaci sproszkowanego owocu dzikiej róży. Stosujemy także kilka rodzajów alg – morskie, spirulinę i chlorellę, ale tym poświęcimy osobny wpis.

Aktywność dopasowujemy zawsze do temperatury i pogody, ale absolutnie z niej nie rezygnujemy. Spacery nie są tak długie jak zwykle, ale warto psa zmotywować do krótkich gonitw czy zabawy w chowanego, żeby nie dać mu zbytnio przemarznąć. W tym miejscu zastanówmy się także, czy wychodząc na dwór nie wyciągamy charcika bezpośrednio spod kołdry czy sprzed kominka. Psu powinniśmy dać chwilkę ochłonąć i wyrównać temperaturę z otoczeniem, żeby nie doznał zbyt dużego szoku termicznego. Przy okazji spacerów warto wspomnieć też o wrażliwych charcich łapkach. Przy dużej wilgotności i mrozie (nie mówiąc już o żrącej soli na chodnikach) są one bardzo narażone na uszkodzenia, poduszki mogą stać się podrażnione, wysuszone, a czasem nawet pękające. W celu zapewnienia im choć odrobiny ochrony warto użyć specjalnych maści do łapek na bazie tłuszczu. Po spacerze łapy powinno się wymyć ciepłą wodą (może być też z dodatkiem naturalnego mydła), aby zmyć zaniczyszczenia i resztki tłustego kremu, przez które pies może się ślizgać w pomieszczeniu. Warto też wytrzeć całego psa, żeby nie był wilgotny i nie tracił niepotrzebnie ciepła wysychając.

Jeszcze jeden aspekt o jakim koniecznie należy wspomnieć to ubieranie charcika. Temat ten o dziwno wciąż budzi trochę kontrowersji w rozmowach między właścicielami i hodowcami, wielu jest bowiem takich, którzy twierdzą, że ubranie żadnemu psu nie jest potrzebne. Z reguły nasze charciki nie są ubierane siedząc w domu – wyjątek stanowią psie staruszki, psy akurat chorujące, albo dochodzące do siebie po jakimś zabiegu, które czasem po prostu wygodniej jest ubrać w ciepłą bluzę niż non stop pilnować by były okryte kocykiem. Przy krótkich wyjściach na tzw. siku także nie ubieramy naszych psów, bo są one do tego całkowicie przyzwyczajone. Na dłuższe spacery na smyczy polecamy jednak psa ubierać, zawsze dostosowując ciuch do warunków atmosferycznych i rodzaju aktywności – czy ma być to tylko spokojny spacer, czy będzie też bieganie, czy pies idzie na wyjście w pojedynkę, czy może będzie miał towarzystwo do zabawy. Dla naszych psów wybieramy ubranka ze specjalnych tkanin i dzianin, z których szyje się odzież sportową dla ludzi. Korzystamy z bezrękawników, bluz i kombinezonów z nogawkami, a także pelerynek z tkaniny wodoodpornej, a nawet sweterków, ale wydaje mi się, że będzie to ciekawy materiał na kolejny wpis.

Podsumowując nasze kilkanaście lat z charcikami mogę z radością przyznać, że nasze psy cieszą się naprawdę dobrą odpornością. W zasadzie nigdy nie łapią przeziębienia, kaszlu, kataru, ani zapalenia gardła o jakich często czytam na charcich grupach. Kilka razy u młodych charcików zdarzyło nam się zaziębienie pęcherza, co było zwykle winą wieczornych zabaw na mokrej trawie i przesiadywania na niej przy standardowej, młodocianej niechęci do wracania z ogrodu do domu kiedy robi to reszta stada. W tym miejscu wspomnę także o typowych jesienno-zimowych chorobach zakaźnych jak np. kaszel kenelowy. Przywieźliśmy go sobie kiedyś z największej polskiej wystawy, ale na szczęście psy, które raz przechorowały złapały nieco więcej odporności na przyszłość (są też dostępne szczepienia). Natomiast naszym najskuteczniejszym sposobem na zapobieganie takim zarażeniom jest po prostu unikanie dużych skupisk psów w okresie, gdy wirusy szaleją, dlatego bardzo selektywnie odwiedzamy wystawy halowe w okresie jesieni i zimy oraz unikamy w tym czasie grupowych, psich spotkań.

Na koniec muszę także wspomnieć o tym, że mimo wszelkich starań charcich właścicieli, zima bywa naprawdę bezlitosną porą dla naszych podopiecznych. Zmniejszona ilość ruchu często powoduje ogólny spadek kondycji, a co za tym idzie także pogorszenie wyglądu naszych charcików. Suche powietrze w ogrzewanych domach, krótszy dzień i długotrwały brak słońca przyczyniają się do utraty włosa, a także w ogóle spadku jakości sierści. Dodatkowo blednąca pigmentacja skóry (brak opalenizny) podkreśla obecność „łysych” miejsc na ciele naszego chudzielca. Dla wielu charcików taki stan jest typowy i zwykle nie ma co się martwić na zapas, bo wszystko wraca do normy już po kilku pierwszych, słonecznych tygodniach wiosny. Prawdą jest jednak, że większość charcików najpiękniej wygląda i najlepiej funkcjonuje latem (bywa, że od późnej wiosny do jesieni), dlatego zimne okresy po prostu musimy nauczyć się jakoś sprawnie przetrwać nie zapominając, że wspólne życie z ukochanym psem należy celebrować bez względu na porę roku.

BUDZIMY PSI NOS

W ostatnim czasie jeszcze mocniej niż zwykle skupiamy się na relacji z naszymi psami. W tym roku rezerwuję sobie sporo czasu na naukę o emocjach i więziach psio-ludzkich oraz relacjach w psim stadzie. Wraz ze zwiększającą się ilością psów w stadzie (choć niedawno akurat ta liczba zmalała) wprowadzaliśmy w nasze życie kilka zmian, sporo różnych aktywności i chętnie będziemy dzielić się z Wami naszymi nowymi doświadczeniami w kontekście charcików. Dlatego dziś wpis zainspirowany jednym z moich ostatnich webinarów, o obudzeniu psiego nosa.

Mimo, że charty są grupą, która w swoim życiu w dużej mierze (częściej niż inne psy) posługuje się wzrokiem, to jednak należy pamiętać, że zmysł węchu jest najważniejszym dla każdego psa i dostarcza mu wszelkich informacji o otaczającym go świecie. Węch służy psom w komunikacji, opanowaniu emocji i jest ważnym narzędziem samoregulacji. Jeśli Twój pies żyje w świecie rutyny – brakuje mu nowych zadań węchowych, chodzi codziennie tą samą trasą na spacer, nie obcuje za dużo z naturą, sporo czasu spędza w domu i nie ma „psich” znajomych to jego świat może być bardzo ubogi i może być przyczyną wielu niepożądanych zachowań. Pozbawiony nowych bodźców pies staje się leniwy, zrezygnowany i apatyczny, a przecież istnieje wiele form ćwiczenia psiego nosa.

Od wielu lat organizujemy naszym psom różne zadania węchowe, a jakiś czas temu moją uwagę trochę bardziej przykuł tzw. nosework (który trenowało już kilka charcików z naszej hodowli). Tak się złożyło, że akurat jeden z trenerów, sędziów i jednocześnie zawodnik nosework Piotr Awencki organizował webinar w tym temacie, warto więc było posłuchać co może nam o tym sporcie powiedzieć.

Czym jest Nosework? To sport kynologiczny wywodzący się od szkolenia psów służbowych.

Psa zapoznaje się i przyzwyczaja do określonych zapachów, a następnie uczy ich odnajdywania. Najprościej mówiąc – próbki zapachów chowa się w pudełeczkach z dziurkami, wśród kilku pudełek bez zapachu tylko jedna ma w sobie zamkniętą próbkę, a pies po jej znalezieniu daje nam (przewodnikowi) wyraźny sygnał, że to tam mieści się poszukiwany zapach. Podczas treningu pies jest motywowany przez nagradzanie. W Polskiej Lidze Nosework używa się trzech zapachów – kora cynamonu, goździki i skórka pomarańczy. Brzmi jak przepis na zimową herbatkę? Trochę tak, ale dla psa te zapachy są intentsywne, bardzo charakterystyczne i ciekawe, a jednocześnie pochodzą totalnie z natury, dlatego właśnie takie wybrano. Próbki mogą być pochodzenia naturalnego lub w postaci specjalnie przygotowanych nośników (np. patyczek higieniczny) przesiąkniętych zapachem z olejków lub hydrolatów. Takich próbek nie dotyka się dłońmi, żeby nie zostawić na nich innego zapachu i żeby nie roznosić ich zapachu na innych powierzchniach, które mogą zmylić psa. Startujące w zawodach psy występują w różnych kategoriach (teren, pomieszczenie, pojazd) oraz klasach, w których mają różne stopnie trudności (np. więcej pudełek, zakłócanie zapachu innymi aromatami). Pies odnaleziony zapach może sygnalizować np. dotknięciem właściwego pudełka nosem, położeniem się przed nim, szczeknięciem – wypracowana metoda jest dowolna (o ile pies nie niszczy próbek). Więcej o sportowym noseworku dowiesz się na podanych niżej stronach poświęconych tej dyscyplinie.

„Nosework jest sportem uniwersalnym. Sprawdzają się w nim zdrowe i pełne energii psy, ale też starsze lub niepełnosprawne. Praca nosem uczy skupienia, koncentracji, dokładności oraz samodzielności. Dlatego to doskonała aktywność dla wszystkich, także wycofanych, lękliwych lub nadpobudliwych psów” – pisze trener Piotr Awencki na fanpage swojej szkoły.

Jak w każdym sporcie panują tu określone zasady, psy biorą udział w zawodach i do nich są szkolone, ale czy zabawy węchowe muszą być zawsze „profesjonalne”? Niekoniecznie, jeśli nie masz zamiaru nigdy startować to na potrzeby Twojego własnego psa możesz wykorzystać tylko wybrane elementy tego sportu i uczyć go np. odnajdywania ulubionych smaczków. Niektóre z naszych charcików interesują się węszeniem bardziej i te miałyby może szansę wziąć udział w zawodach, inne natomiast mają trochę mniej motywacji i entuzjazmu, ale na pewno dla wszystkich te zabawy są bardzo stymulujące, a nawet wyczerpujące.

Takie zajęcia pozytywnie męczą psa umysłowo (trochę też fizycznie) więc fajnie wyciszają i uspokajają charciki reaktywne i nadpobudliwe. Jest to ciekawe urozmaicenie ich życia, może być nawet elementem spaceru. Na pewno węszenie, radość z odnajdywania nagrody i nasze chwalenie za każdy sukces świetnie podbudowuje psie ego, rozwija powstające między nami relacje (szczególnie z młodym pieskiem), poprawia komunikację i pomaga bardziej skupić psa na właścicielu, a tym samym po prostu lepiej się zrozumieć. Dowiedziono także, że praca węchem ma ogromny wpływ na życie psów starszych, pomaga opóźnić procesy starzenia, a nawet powstrzymać wystąpienie psiej demencji, o czym z pewnością będziemy jeszcze pisać w tekście o naszych psich staruszkach.

Przy okazji zachęcamy Was także do organizowania innych aktywności węchowych swoim charcikom. Na rynku znajdziecie mnóstwo pomocnych do tego narzędzi – specjalne pojemniczki, przeróżne zabawki edukacyjne, czy maty węchowe (które dodajemy także do wyprawek dla naszych szczeniąt).

Źródła:
www.polskaliganosewrok.pl

www.noseworkpolska.pl
www.druzynag.pl/polowanie-zapachy-czyli-nosework-praktyce
www.facebook.com/centrum.edukacji.kunologicznej.zuzik
www.sladlap.pl

JAK CHARCIK Z KOTEM

Wśród osób zastanawiających się nad rozpoczęciem swojej przygody z charcikiem włoskim bardzo często przewija się pytanie Czy charcik może zamieszkać z kotem?
Jak to zwykle bywa, tak i w tym wypadku odpowiedź niestety nie jest jednoznaczna. Choć zwykle staramy się opowiedzieć krótko o novaticowych dzieciakach, które zamieszkały w domu gdzie rządził już koci rezydent, w ogniu kolejnych zapytań z tego cyklu postanowiliśmy napisać Wam jak to wygląda z naszej perspektywy i przedstawić także opinie właścicieli takich wybuchowych duetów.

Przez wiele lat mieliśmy jednocześnie koty i psy, choć nie były to akurat charciki to jednak wiele różnych ras (w tym także myśliwskich) przewinęło się przez nasz dom. W każdym przypadku proces obustronnej akceptacji opierał się na naszej wnikliwej obserwacji na co można zwierzętom pozwolić, kiedy któreś z nich czuje się na tyle mało komfortowo, że może zareagować zbyt impulsywnie. Obu stronom dawaliśmy przestrzeń „osobistą”, gdzie mogły poczuć się bezpieczne i jeśli zabawa przestawała sprawiać któremuś radość to mogli od niej spokojnie odpocząć, wycofać się i wyciszyć.

GDY CHARCIK TRAFIA DO KOCIEGO DOMU

Hedwiga pojawiła się w domu Jumy (10 miesięcy) jako 2 miesięczny maluch i o tym jak to wyglądało opowiada nam Sandra – ich właścicielka, dziewczyny możesz obserwować TU

„Przygotowanie Jumy do tego, że pojawi się nowy domownik nie było bardzo skomplikowane. Po prostu tydzień przed tym jak odbieraliśmy Hedwigę podrzuciłam szmatkę cuchnącą (nie oszukujmy się haha) szczeniakami w okolice miejsca gdzie Juma spędza najwiecej czasu. Pierwsze dni… były zaskakujące. Spodziewałam się foszka ze strony kota, wyprowadzki na lodówkę lub innych lamentów ze strony urażonej dumy jedynaczki, natomiast już pierwszego wieczora dziewczyny ułożyły się do spania na jednym posłanku (prawdopodobnie Juma po prostu uznała, że nie ma zamiaru ustąpić swojej miejscówki). Trzeciego wieczora dziewczyny już spały przytulone do siebie. Czy ryczałam ze wzruszenia na ten widok? Owszem. Czy dalej mi się to zdarza? Pomidor.”

Faktycznie, patent z wysłaniem szmatki „nasączonej esencją szczeniaczkową” stosowaliśmy już kilka razy w przypadku domów kociarzy, do których trafiał charcik. Na dobę lub dwie zostawialiśmy w kojcu kawałek kocyka polarowego – maluchy po nim łaziły, spały na nim, czasem też oczywiście wdepnęły obsikaną łapką i o to tu chodziło – kocyk miał przesiąknąć wszelkimi intensywnymi, charcikowymi zapachami i oswoić kota z tym co go niedługo czeka. Prócz ogólnej akceptacji faktu pojawienia się psa istotne jest także jak oboje będą ze sobą koegzystować na co dzień. Oczywiście kolejną rolą właściciela jest ocena wzajemnych relacji obu gatunków i korygowanie pewnych zachować, nauka na co można sobie pozwolić.

Nie z samych wieczorów jednak składa się dzień, a przecież baterie szczeniaka ładowane są energią kosmiczną zatem była i zabawa. To jak bawią się koty a jak psy (a charciki w szczególności) to dwie różne bajki. Do tematu podeszliśmy następująco: muszą się siebie nauczyć. Oczywiście staraliśmy się być zawsze blisko żeby móc interweniować, jednak nie było wielu sytuacji, w których rzeczywiście to było potrzebne. Mamy to szczęście, że Juma nie używa pazurków a jedynie daje trzy szybkie plaski, a jak się Hedwiga zapędzi to łapie niczym zawodnik MMA i sprowadza do parteru.”

Każdy właściciel powinien liczyć się z tym, że początkowo musi poświęcić dodatkowy czas na badanie powstającej relacji i ewentualne ingerowanie w nią. Przychodzi jednak moment, że właściciel musi po prostu wyjść – do sklepu, do pracy. Jak w przypadku każdego szczeniaka tak i tu oczywiście zalecam, by początkowo przy koniecznych wyjściach zabezpieczyć psa w klatce (w pewnym sensie zamknięcie psa może być też sposobem na zabezpieczenie kota). Z czasem (raz dłuższym, raz zaskakująco krótkim) wzajemne podejście obu zwierząt może być na tyle stabilne, że bez problemu będą one zostawać razem na swobodzie, a nawet będą dla siebie towarzystwem w samotnych chwilach bez ich „pana”.

Po dwóch tygodniach zaczęliśmy zostawiać je już na szybkie wyjścia do sklepu same w domu. Zwykle po prostu szły spać, w sumie nadal to tak wyglada – my wychodzimy, dziewczyny idą spać. Hedwiga jest już z nami 7 miesięcy i zdążyła przerosnąć Jumę (jest od niej wyższa, ważą mniej więcej tyle samo). Nie powiem, że pies męczy kota, bo inicjowanie zabaw odbywa się z obu stron. Niejednokrotnie to Juma rzuca się na Hedwigę, albo biega jej przed nosem mrucząc jak mała wyścigówka i ogląda się kiedy Hedwiga zacznie ją gonić. Kiedy jedno z nas wychodzi z psem na dłuższy spacer kot po pewnym czasie zaczyna szukać, gdzie się pies podział. Nie ma tez szans zamknąć ich w osobnych pomieszczeniach – siedzą po dwóch stronach drzwi i słychać jojczenia obu żeby je otworzyć.”

Jednym z pierwszych pytań Kasi, która napisała do nas kilka lat temu w sprawie charcika było także pytanie o relacje charcików z kotami. Kasia była świadomą i dobrze przygotowaną do posiadania psa osobą, dlatego nie mieliśmy większych obaw o relacje psio-kocie jakie powstaną w jej domu. Jej kot miał wtedy już 6 lat i swoje kocie przyzwyczajenia kiedy pojawiło się u nich małe, szare tornado zwane Lavendą.

Moją największą obawą było to, jak kot, który był tyle czasu rozpieszczonym jedynakiem poradzi sobie z nowym członkiem rodziny, który będzie u nas dłużej niż tydzień. Wcześniej miał kontakt z innymi zwierzętami. Najczęściej z kotkami naszego hodowcy, które spędzały u nas „wakacje” gdy ich opiekunowie wyjeżdżali i dogadywał się super. Bobuś to typ totalnego pacyfisty. A jego motto to: „miej wyj*bane, a będzie ci dane”, kot na totalnym luzie. Jednak, przez tyle czasu nasza uwaga skupiała się w milionie procent na nim. Na początku zastanawialiśmy się nad drugim kotem, jednak on nie tolerował obcych u siebie. Tylko te, które znał. Nie wiem ile nocy myślałam nad tym jak to będzie? Na szczęście, z racji mojego zawodu, był obeznany z obcymi zapachami i nie robiło to na nim wrażenia. Pamiętam, gdy przywieźliśmy Lavendę, a to było jakoś o 5 nad ranem, to Bobuś wyszedł, spojrzał wzrokiem pełnym pogardy. Jego mina mówiła „Co to ma być? I jak długo tu zostanie?” Ale jak zobaczył śpiworek, który był dołączony do wyprawki, to natychmiast się do niego wpakował i stwierdził, że ok, może to to zostać jeśli śpiworek będzie mój (LOL). Nie zmuszaliśmy ich do kontaktu. Bobek sam zainicjował. Z racji wczesnej pory, położyłam się na kanapie, żeby ogarnąć trochę głowę. Bobuś położył się przy mnie, na swoim miejscu. Lavenda chciała jeszcze hasać, więc skakała po mnie i kocie, na co Bobek wyciągnął łapę, objął ją za szyję, przyciągnął i uwalił przy sobie małego szatanka, który po chwili zasnął. Wtedy zrozumiałam, że moje obawy mogą się oddalić. Od początku zwracaliśmy uwagę Lavendzie, że NIE WOLNO gonić Bobka. To on miał inicjować kontakt lub go przerywać w dogodnym dla niego momencie. Zadbaliśmy o to, żeby miał swoje miejsca, do których Lavenda nie będzie miała dostępu. Na szczęście Bobuś nie miał w sobie agresji za grosz. Nigdy nie syknął, ani nie użył pazurów w żadnej sytuacji. Ważną kwestią było rozdzielenie jedzenia. Ogólnie mieli wyznaczone pory na posiłki, ale Bobek, z racji swoich przypadłości musiał mieć też dostęp do miski cały czas. I tak Lavenda jadła w kennelu, a Bobek na stole w kuchni. Przez pierwsze tygodnie, pod naszą nieobecność, byli obserwowani na kamerce. Najpierw po kilkanaście minut, a potem ten czas był stopniowo wydłużany. Co nas zdziwiło, to to, że kot inicjował zabawy. Nie unikał „istoty niższej”, a wręcz był jej ciekawy. Ale dbaliśmy też o to, żeby każde z nich miało czas tylko z nami. I tak: Lavenda szła na spacer, a Bobek w tymczasie szalał za wędką lub łapał piłeczki. Potem uczyliśmy Lavendę spokojnego leżenia, gdy on ma swój czas zabawy. Jedno z nas siedziało z Lavendą, a drugie bawiło się z kotem. Lavenda była nagradzana za cierpliwość. Póki była mała, to czasami ganiali za wędką razem, jednak w miarę jej rozwoju i intensywności zabawy zrezygnowaliśmy ze wspólnej zabawy tego typu. Widzieliśmy, że Bobkowi nie sprawia ona radości, a jego samopoczucie było dla nas ogromnie ważne. Podsumowując, najważniejszy jest zadbanie o nastrój rezydenta, bo to jego świat zmienia się o 180°.”

Nasze maluchy trafiły do wielu psio-kocich domów, zdarzyło się nawet, że nasze szczenięta (łącznie trzy suczki, które dołaczały do stada co kilka lat) wyjechały do hodowli kotów. Mimo, że relacje jakie się w nowych domach wytworzyły były bardzo różne to jednak nigdy nie zdarzyło się by były one bardzo złe, by znacząco utrudniały życie ich właścicieli, albo co gorsza by charcik wrócił do nas z powodu złych stosunków z kotem. Raczej spotykamy się z odwrotną sytuacją i bardzo zaskoczyło nas (i oczywiście ucieszyło) to jak silne okazały się niektóre relacje międzygatunkowe.

Zaskoczyła mnie więź jaka między nimi się wytworzyła. Zachowywali się jak typowe rodzeństwo. Kłócili się, zaczepiali, robili psikusy, ale jak tylko któreś pisnęło lub miałknęło, to drugie biegło sprawdzić co się stało. Jak któreś chorowało, to drugie obchodziło się z nim bardzo delikatnie. Nie zaczepiało, delikatnie się przytulało. Jak nie widzieli się kilka godzin lub weekend (podczas wyjazdów na wystawy) to widać było, że cieszą się na swój widok. Jak wyciągaliśmy transportery, to ładowali się razem do jednego” – opowiada nam Kasia.

Wiele o wyjątkowości zwierzęcych relacji powiedziały nam nasze zeszłoroczne przeżycia. Po stracie każdego z naszych staruszków reszta stada naprawdę przechodziła żałobę. Zawsze wydawało nam się, że przypisywanie psom takich ludzkich odruchów to uczłowieczanie, ale my przeżyliśmy to sami, obserwowaliśmy na własne oczy jak ogromne więzi powstały między naszymi psami. Mimo, że Kasi wciąż nie jest łatwo o tym opowiadać to podzieliła się z nami tym co działo się podczas, gdy stan zdrowia Bobka zaczął się mocno pogarszać.
„Lavenda widziała pierwszy atak i całą akcję wyjazdu do szpitala. Na szczęście zostali z nią znajomi na całą noc, bo wróciliśmy nad ranem. Gdy zobaczyła, że wróciliśmy, to ucieszyła się, że jesteśmy, ale po chwili ogarnęła, że nie ma Bobusia. Szukała go i była trochę nieswoja. Zajmowaliśmy jej głowę, żeby odwrócić jej uwagę. Bobka nie było prawie tydzień. Gdy go przywieźliśmy, to bała się do niego podejść. Tak, jakby bała się, że coś mu zrobi niechcący. On był bardzo słabiutki. Ale jak się położył, to ona przytuliła się do niego. Niestety, gdy dostał następnego ataku już wróciłam bez niego. Pierwsze kilka dni było nieźle, jednak któregoś wieczoru tak jakby go szukała. Chyba doszło do niej, że zbyt długo go nie ma. Wąchała komodę, na której wcześniej była jego główna baza. Gdy ogarnęła, że już nie wróci, to była trochę wyciszona i przygaszona. Niezbyt chciała się bawić. Kolejna rzeczą było to, że w naszym domu Bobek był głównym pogromcą owadów. Lavendy nigdy nie ruszały. Ale pewnego wieczoru wleciała ogromna ćma i natychmiast zaczęła na nią polować. Przejęła po nim jego obowiązki. Tak naprawdę przywyknięcie do nowej sytuacji zajęło jej kilka tygodni. Chociaż do dzisiaj czasem zdarza jej się zajrzeć na szafkę, na której Bobuś przesiadywał.”

Kasia przyznaje, że o ich relacji można by było napisać książkę. Wypytaliśmy zatem o jakieś ciekawe sytuacje i usłyszeliśmy kilka fajnych przykładów.
„Bobek kablował na nią, gdy zlała się na dywan pod naszą nieobecność. Specyficznie wtedy miałczał i prowadził do miejsca zbrodni, albo gdy zdjęła jakieś jedzenie z blatu w kuchni. Gdy ona była po zabiegu, to też był dla niej bardzo delikatny. Nie łaził po niej, mruczał, jakby chciał sprawdzić jak się czuje. Gdy chciał się z nią bawić, to pacał ją łapą, żeby go ganiała. On robił ją w jajo i chował się do szafy w przedpokoju, a ona biegła do sypialni. Gdy wracała, to skakał na nią i wykonywał swój „taniec radości”, że znowu udało się wykiwać głuptaska. Kiedyś przyszli do nas znajomi z psem. I póki tamten był spokojny w stosunku do Bobka, to było ok, ale jaj się nakręcił, to rzuciła się na niego w obronie brata. Bobuś był tylko jej. Oni się świetnie komunikowali – jak któreś przesadzało w zabawie, to było miałknięcie albo piśnięcie i drugie odpuszczało. Gdy zasypiali, to zawsze się dotykali, chociaż łapką, ale musieli mieć kontakt ze sobą. To była bardzo silna więź.”

Świat oczywiście nie jest wyłącznie kolorowy i trzeba brać pod uwagę, że czasem pewne rzeczy mogą być nie do przejścia. Zdaniem Kasi powinniśmy sobie odpuścić wprowadzenie do domu psa, gdy kot przejawia zachowania agresywne, jest zaborczy i terytorialny. Również wtedy, gdy jest wrażliwy na wszelkie zmiany, jeśli na tym tle zdarza się zatrzymanie moczu i choroby pęcherza lub jeśli jest bojaźliwy i wycofany, to pies może go zdominować.

GDY DO DOMU CHARCIKA TRAFIA KOT

Czasem zdarza się przecież, że to właściciele charcika marzą nagle o posiadaniu kota. Na pewno trzeba przemyśleć czy pies/psy nie są nadmiernie pobudliwe i nie mają zbyt silnego instynktu łowieckiego. Idealnie byłoby też gdyby kocię pochodziło z hodowli, w której poznało psy. Kotki odizolowane od świata mogą się psa bać i ratować ucieczką, a na to każdy charcik niestety zareaguje zgodnie ze swoją naturą.

Zeszłej wiosny dziewczyny z hodowli Tesori Di Carli dołączyły do swojego stadka charcików malutką kotkę. Martyna mówi, że pierwsze chwile z kotem to była spora ekscytacja charcików i sprawdzanie na co sobie można pozwolić. Ich charciki miały już wcześniej kontakt z kotem, ale był on starszy, spokojny i totalnie przyzwyczajony do obecności psów, po prostu całkiem je ignorował.

„Pierwsze zapoznanie to było wprowadzenie tylko dorosłych charcików. Młode mogły poznać kotkę dopiero widząc, że starszyzna jej nie gania, nie zaczepia. Na pewno fajnie się złożyło, że Kikimora nie uciekała w panice na widok psów, była wychowana w domu, gdzie były też psy małej rasy i gdybym jeszcze raz szukała hodowli to na pewno wybrałabym taką, gdzie kociaki są oswojone z psami. Ale trzeba mieć świadomość, że wprowadzenie kociaka do stada psów jest zawsze znacznie trudniejsze i wymaga większego nakładu uwagi i pracy niż zapoznanie takiego malucha z tylko jednym psem, gdzie nie zadziała siła stada. Trzeba było uczyć je wzajemnych relacji i prawidłowych reakcji na różne sytuacje, ale teraz żyją w totalnej harmonii.”

Ostatnia historia jaką chcieliśmy Wam przybliżyć jest naprawdę bardzo ciekawa. Agnieszka adoptowała 6-letniego kocura, który „uciekał” z Ukrainy po wybuchu wojny. Jej charciki (dwie suczki tworzące hodowlę Abiete Silvam) nie miały wcześniej kociego towarzystwa, a ponieważ stan zdrowia kociaka pozostawiał wiele do życzenia to Staś powędrował na kwarantannę do osobnego pomieszczenia.

„Charciki bliższego kontaktu z kotami nigdy nie miały, a jemu wciąż dolegało sporo problemów zdrowotnych. Co prawda koci katar miał już za sobą, ale nadal do wyleczenia był świerzb uszny i giardie. Dopiero, gdy uporaliśmy się z tymi problemami powoli, pojedynczo i na smyczy wprowadzaliśmy do łazienki psy. Wizyty były krótkie, za odwrócenie uwagi od kota dostawały w trakcie ich trwania smaczki. Wystarczyło to przerobić kilka razy – potem kilka razy już bez smyczy (też smaczki za spokojne zachowanie) i ekscytacja nowym futrem w domu się skończyła. Nie ukrywam, że totalny luz z jakim Stasiu podchodzi do życia wiele pomógł w pogodzeniu obu gatunków w domu.”

Pamiętać należy o jeszcze innych aspektach życia codziennego, o których warto pomyśleć przed podjęciem decyzji o połączeniu dwóch żywiołów. Pierwszym z nich jest jedzenie, ponieważ koty mają inną technikę przyjmowania posiłków niż psy (a już na pewno większość charcików). Koty jedzą małymi porcjami, jedzenie często mają ogólnodostępne, żeby mogły sobie dawkować na ile mają ochotę, natomiast psy najczęściej pochłaniają swój posiłek w 5 sekund. Nie popełniajcie błędu i nie próbujcie przestawiać psa na koci sposób jedzenia. Zalegająca w misce karma znudzi się charcikowi w kilka tygodni i zacznie się poważny problem z wybrzydzaniem, poza tym nie będziesz miał kontroli nad dawkowanymi suplementami czy olejami. Pies powinien jeść swoje posiłki regularnie, a miska zaraz potem jest mu zabierana, dlatego dajmy każdemu z nich żyć po swojemu. Jeszcze przed pojawieniem się charcika w Twoim domu zacznij przyzwyczajać kota do jedzenia gdzieś wyżej, gdzie charcik nie dosięgnie (bierz pod uwagę, że charcik będzie próbował za pewne doskoczyć do tej miski, więc nie może być to brzeg blatu kuchennego, z którego bez problemu za parę miesięcy Twój maluch nauczy się zgarniać kocią miskę jednym susem). Pamiętaj też, że pies nie powinien jeść kociej karmy, choć pewnie chętnie by ją podbierał to ma ona inny rozkład substancji żywieniowych i dodatkowe składniki przeznaczone typowo dla kota. Podobnie w drugą stronę – psia karma nie nadaje się kompletnie dla kota i może mu zaszkodzić.

Agnieszka także wspomina o tym aspekcie „Teraz muszę jedynie pilnować kota w trakcie karmienia – bo charcikowe – wiecznie głodne potwory wiszą nad nim, gdy ten je – czekając tylko na moment mojej nieuwagi… Bo Stasiu sam ich nie odgoni – nawet nie osyczy w geście protestu – mogą tak spokojnie opróżnić mu miskę… A potem Stasiu głodny… Z resztą, on ciągle jest głodny i żebrze razem z charcikami nawet jak kroję marchewkę.”

Kojena rzecz to kuweta – nikt jeszcze do końca nie wie co tak wspaniałego zawiera kocia kupa, że psy ją wprost uwielbiają… Niestety, kocie odchody mogą być przez małego charcika zjadane, wyciągane i roznoszone po domu, a nawet służyć do tarzania się w tym „wspaniałym” zapachu, do tego dochodzi jeszcze możliwość zjadania żwirku, co jest absolutnie niebezpieczne dla psa. Co można z tym zrobić? Najlepszym wyjściem będzie przeniesienie kuwety do miejsca zamykanego (np. toaleta), o ile kot da sobie radę z sygnalizowaniem i zaakceptowaniem zmian, albo ostre pilnowanie (i np. zagrodzenie) kuwety przynajmniej na okres szczenięcy.

„Kolejna kwestia to kuweta. Lavenda była bardzo zafascynowana tym urządzeniem i musieliśmy ją nauczyć, że to jest święte miejsce kota, co na szczęście przyszło całkiem łatwo” – wspomina Kasia.

Drapaki i podesty – to niestety także potencjalnie niebezpieczne urządzenia. Z tyłu głowy musisz mieć zawsze fakt, że charcik może zechcieć być nagle panterą lub szympansem i stwierdzi, że w sumie jak kot wskakuje to on też może. Chodzi tu przede wszystkim o wysokie i czasem mało stabilne miejsca, z których niezdarne szczenię może spaść usiłując dorównać swojemu kociemu koledze, np. w gonitwach. Takie słupki można pozbawić np. niskiego stopnia, po którym charcik może się wdrapać wyżej.

Choć może wydawać się to sporą rewolucją to jednak wszystkie przedstawione problemy są możliwe do rozwiązania, co pokazują licznie mieszkające z kotami charciki. Z pewnością na Waszej wspólnej drodze stanie wiele trudności, albo miłych zaskoczeń, ale pewne jest, że zdrowa i wspaniała relacja między charcikiem a kociakiem jest możliwa do osiągnięcia pod jednym dachem.

Fot. z prywatnych zbiorów: Sandra Gadomska, Kasia Gutowska, Martyna Carli, Agnieszka Augustynek

DOG FITNESS CZYLI WYGINAM ŚMIAŁO CIAŁO

Obserwując naszą hodowlę na pewno wiecie, że spora część naszego stada to psy starsze. W ostatnich miesiącach wiele czasu poświęciliśmy tematom związanym z nadzwyczajną opieką i szczególnymi potrzebami psich seniorów. Po części to odejście naszych najstarszych psów skłoniło nas do refleksji nad tym jak można udoskonalić życie pozostałych weteranów, jak poprawić ich sprawność, komfort i samopoczucie. Biorąc udział w jednym ze szkoleń, a potem jeszcze przeczesując internet i książki natrafiłam na wątki o specjalnie przygotowanych zestawach ćwiczeń fizycznych dla psów starszych i tak postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o tzw. psim fitnessie. Dog Fitness jest oparty na ćwiczeniach sprawnościowych i jest aktywnością dedykowaną psom oraz ich właścicielom. Trening to odpowiednio dobrane zadania, które pies wykonuje przy użyciu specjalnie przygotowanych przedmiotów takich jak stepy, piłki sensoryczne i rehabilitacyjne, tyczki, pachołki, a także przy wykorzystaniu masy własnego ciała.

Niedawno tak się złożyło (ku mojej uciesze), że właścicielka jednego z naszych charcich dzieci – Trufla rozpoczęła pracę jako instruktorka tej ciekawej aktywności. Olga jest trenerem psów, interesuje się szeroko pojętą behawiorystyką i tematyką budowania więzi właściciela z psem, bierze udział w licznych szkoleniach m.in. COAPE, prowadzi konsultacje i zajęcia stacjonarne w Dograni – Trening z Twoim Psem, a zapytana o tę fitnessową część swojej pracy mówi:

„Dla mnie osobiście aktywność fizyczna to chleb powszedni. Sama chętnie biegam, chodzę na siłownię czy crossfit. I tak oto pewnego dnia pomyślałam, że skoro ja wylewam siódme poty kilka razy w tygodniu na siłowni, to czemu moje psy mają sobie wygodnie zalegać na kanapie? Przecież to czysta niesprawiedliwość!
A tak całkiem poważnie, jako, że sama jestem osobą aktywną, a psy to moja druga, równie ważna pasja, kształcenie się w kierunku instruktora psiego fitnessu wydało się w moim przypadku być naturalnym wyborem.
Warto pamiętać, że ruch dla psa jest podstawową potrzebą niezbędną do osiągnięcia ogólnego dobrostanu. W ostatnich latach styl życia psów i podejmowana przez nie aktywność dość mocno zmalała. Kiedyś psy, jako zwierzęta dziko żyjące miały ograniczony dostęp do pożywienia, na które musiały wcześniej zapolować. Dzisiaj to tak naprawdę my – ludzie decydujemy o tym, w jaki sposób nasze psy będą spędzać czas, spacery dostosowujemy tak naprawdę do naszych możliwości czasowych. Dodatkowo na każdym kroku karmimy je smaczkami, najlepszą karmą czy też tłustymi gryzakami, nie myśląc zupełnie o zapotrzebowaniu kalorycznym psa. W efekcie coraz większy odsetek psów w naszych domach waży za dużo, co bezpośrednio przekłada się na pracę stawów, narządów, problemy natury endokrynologicznej czy ortopedycznej.
Ja do każdego psa staram się podchodzić holistycznie – dbać o jego dobro nie tylko w sferze psychicznej, ale i fizycznej i przyglądać się jak te dwie sfery się przenikają dlatego też dużą satysfakcję sprawia mi uświadamianie opiekunom jak ważny w życiu ich pupila jest ruch. Jak wszyscy wiemy, najlepszy piesek to piesek zmęczony, a zajęcia psiego fitnessu doskonale zdają tu egzamin. Oczywiście przekłada się to też na ogólną kondycję fizyczną, zdrowie i poprawę relacji na linii opiekun-pies.”

Na swoim fanpage Olga pisze, że cele takich ćwiczeń mogą być naprawdę przeróżne i program powinien być dostosowany do konkretnego pacjenta. Psim fitnessem możemy więc wpływać na ogólną poprawę kondycji fizycznej, wspomagać pacjentów pourazowych, uzupełniać trening dla psich sportowców, budować świadomość ciała u szczeniaków i przypominać staruszkom jak się ruszać. Wiemy już zatem, że jest to „sport” dla każdego, ale wątek rozpoczęłam od psich seniorów i dlatego zapytałam Olgę o trening dla takich właśnie psów.

„Często wydaje nam się, że starsze psy powinny tylko leżeć na kanapie, że nie mogą pozwolić sobie już na bieganie, skakanie… Bzdura! Oczywiście, wszystko zależy (jak w przypadku każdego innego psa) od ogólnej kondycji psa, ale zaskoczę Was – jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań medycznych do aktywności fizycznej, u psich seniorów jest ona wręcz pożądana, a trening siłowy psów starszych może okazać się bardzo korzystny. Dlaczego? Otóż stymulując mięśnie zapobiegamy ich zanikowi, który jak postępuje z wiekiem. Tutaj treningowo dobrze sprawdzą się takie ćwiczenia jak wchodzenie przednimi i tylnymi łapkami na podwyższenie, zmiany pozycji na targetach czy podawanie łapek w staniu na dwóch podestach.Warto też u psów starszych wprowadzać trening koordynacyjny. Będzie miał on korzystny wpływ jeśli chodzi o zapobieganie kontuzjom, a także na układ nerwowy, który z wiekiem się rozleniwia, a który pobudzimy do działania. Tutaj najprostszym i najbezpieczniejszym ćwiczeniem będzie ułożenie ścieżki sensorycznej, zbudowanej z różnych powierzchni, na które pies będzie wchodził. Oczywiście, jeśli nie mamy pewności, czy nasz psi senior może wykonywać dane ćwiczenia warto skonsultować to z ortopedą, fizjoterapeutą lub trenerem psiego fitnessu.”

Temat okazał się dla mnie naprawdę ciekawy i wart uwagi także w kontekście nauki i rozwoju naszych szczeniąt. Sami w okresie odchowywania miotów staramy się wprowadzać maluchom różne wyzwania i ćwiczenia socjalizacyjno-poznawcze, dlatego spytałam Olgę od kiedy można rozpocząć ćwiczenia z młodym szczeniakiem i na co trzeba się przygotować?

„Tak naprawdę trening sensoryczny wprowadza często hodowca w pierwszych tygodniach życia, kiedy to mały, niezdarnie człapiący osesek stawia pierwsze kroki na różnych, nieznanych wcześniej powierzchniach. To doskonały przykład wspomnianej przy temacie seniorów ścieżki sensorycznej, mający zastosowanie podczas habituacji szczeniąt. Same w sobie ćwiczenia ze szczeniakiem możemy wprowadzać tak naprawdę tez dość wcześnie, bo już trzymiesięczne psie dziecko można powoli uczyć konkretnych elementów ćwiczeń, budowania postawy, koordynacji etc. Na szczenię musimy jednak patrzeć jak na rozdygotaną galaretkę. Nie jest samo w sobie stabilne w ruchu, więc pod żadnym pozorem nie wolno nam takiego niestabilnego dzieciaka wprowadzać na niestabilne powierzchnie w celach treningowych (np. berety, piłki sensoryczne). Owszem, budując ścieżki sensoryczne możemy ich użyć, ale do celowego wchodzenia na przedmioty należałoby tu używać tylko stabilnych powierzchni, by uniknąć kontuzji w tak młodym wieku. Zajęcia ze szczeniaczkami trwają oczywiście zwykle dużo krócej niż te z psami dorosłymi, bo jest to ok 30-40 minut, a pomiędzy krótkimi okresami skupienia na ćwiczeniu dajemy maluchom długie przerwy.”

Według Olgi największe zalety psiego fitnessu to:
– ogólna poprawa kondycji fizycznej
– wzrost masy mięśniowej
– utrata masy ciała
– zapobieganie atrofii mięśni
– zapobieganie urazom
– powrót do prawidłowego wzorca ruchu
– bezpośredni wpływ na inne układy: oddechowy, krążeniowy, pokarmowy, hormonalny i nerwowy
– poprawa samopoczucia psa i wzmocnienie relacji z właścicielem.

Być może nie zawsze będziecie mieć czas i możliwość uczestniczyć w pełnym treningu, ale Olga uspokaja, że jeśli nauczycie się prawidłowego wykonywania ćwiczeń oraz dowiecie co jest najlepsze dla Waszego psa to będziecie mogli niektóre ćwiczenia powtarzać z psem sami.

Psi fitness ma jedną fantastyczną zaletę – gdy nauczymy się prawidłowego wzorca ruchu w danym ćwiczeniu, możemy je odtworzyć samodzielnie, w warunkach domowych. Mam na dzień dzisiejszy takich klientów, którzy dzielnie raz w tygodniu przychodzą na zajęcia. Są jednak też tacy, którzy zjawiają się u mnie raz na miesiąc na okresowej ocenie motorycznej psa, podczas której sprawdzamy jego ogólną sprawność fizyczną, dostosowujemy plan treningowy pod cele, uczymy się poprawnej techniki wykonywania ćwiczeń i monitorujemy postępy pacjenta. Wszystko zależy od chęci, możliwości i motywacji psa i opiekuna. Oczywiście zachęcam do treningów pod okiem instruktora, zwłaszcza na samym początku fitnessowej przygody, ale poświęcając 15-20 minut kilka razy w tygodniu jesteśmy w stanie zrobić naprawdę porządny trening z psem w domowym zaciszu.”

Ta forma aktywności nie jest obca także innej właścicielce naszych charcików – Alicja wraz ze Szpilką od 2017 roku trenuje agility, potem do ich team’u dołączyła także Mrówka, ale oprócz toru agi dziewczyny można też często spotkać na „sali gimnastycznej”.

„Ze Szpilką zaczęłyśmy wykonywać dodatkowe treningi przede wszystkim z potrzeby zabezpieczenia jej przed kontuzjami wynikającymi z biegania agility, wzmocnienia jej siłowo, ale też zwiększenia u niej świadomości ciała i łap; u Mrówki powodem była rehabilitacja po złamaniu łapy, umożliwienie jej powrotu do jak najpełniejszej sprawności fizycznej. Jako uzupełnienie treningów, według mnie fitness jest absolutnie kluczowy, oczywiście nie w sezonie treningów torowych czy startów w zawodach, ale jako przygotowanie siłowe czy kondycyjne jeszcze przed sezonem. Szpilka treningi fit rozpoczęła jako dorosła suczka, a Mrówka w wieku pół roku zaraz po zakończeniu fizjoterapii po wypadku. Dwa miesiące później pod opieką specjalistów zaczęła już treningi agility.” – opowiada nam Alicja.

Oczywiście świadomość potrzeby różnych typów treningu u osób, które uprawiają ze swoimi psami sport jest często o wiele wyższa niż u przeciętnego właściciela, ale warto wspomnieć, że charciki to psy, które często w codziennym, normalnym życiu robią rzeczy mocno wyczynowe i narażające ich ciała na kontuzje. Z moich obserwacji wynika, że psom tej rasy służą ćwiczenia poprawiające ich koordynację, równowagę i pozwalające im połączyć fakt posiadania nadmiarowej energii z możliwościami ciała.

Zdaniem Alicji „Dziewczyny ogromnie lubią ćwiczenia, w zasadzie wszystkie, ale te, przy których się biega i skacze zdecydowanie są ulubionymi. Starty z różnych przedmiotów są super zabawą, pivotowanie, ćwiczenia z jump boxem. Według mnie charciki włoskie jako patykowaci szaleńcy powinny pracować nad świadomością ciała i łap oraz nad ich rozciąganiem. Ponadprzeciętną sprawność fizyczną dostają w pakiecie genetycznym, ale poprawianie koordynacji ruchowej i utrzymywanie sprawności fizycznej, nawet bez uprawiania psich sportów, zdecydowanie zwiększy bezpieczeństwo pieska podczas zabaw czy spacerów.”

Olga zaś dodaje, że charciki lubią „Każde ćwiczenie, za które dostają smaczki . Przydatność ćwiczenia zależy tak na prawdę od celu, który sobie ustalimy, ale każdemu zdecydowanie polecam ćwiczenia stabilizacyjne i wzmacniające core, czyli wszelkiego rodzaju zmiany pozycji na dwóch podestach, balansowanie na niestabilnych powierzchniach (dorosłe psy bez problemów ortopedycznych). Ale z moich obserwacji wynika, że charciki bardzo lubią wykonywać wszystkie ćwiczenia dynamiczne, takie jak obieganie pachołka, wskakiwanie na przedmioty czy przeskoki przez przeszkody.”

Od siebie dodam też, że ćwiczenia z ustawiania na różnych przedmiotach, nauka balansu i kontroli nad własnym ciałem są u nas elementami treningu wystawowego. Pies, który ma dużą świadomość swojego ciała lepiej zaprezentuje się na ringu, na którym może nas spotkać wiele niespodzianek, bo śliska wykładzina, kłująca, sztuczna trawa, czasem mokra, błotnista a nawet przyprószona śniegiem nawierzchnia może stanowić wyzwanie nie tylko dla nas, ale i dla psów. Nauka stawania na chwiejnych powierzchniach to świetne przygotowanie do stolików sędziowskich, gdzie szczegółowo ogląda się i dotyka psa w „delikatne” miejsca jak pysk czy jądra. Możemy wyobrazić sobie, że zestresowany sytuacją i obcym dotykiem pies, który dodatkowo nie potrafi poradzić sobie ze stabilnym ustaniem może zachować się naprawdę różnie i nie będzie w tym jego winy. Naszym zadaniem jest postarać się przygotować go na takie ewentualności zanim znajdziemy się w tak niekomfortowej sytuacji. Małymi kroczkami z takimi sytuacjami zaczynamy zaznajamiać nasze maluchy już w wieku kilku tygodni podczas codziennych czynności pielęgnacyjno-kontrolnych lub w trakcie sesji zdjęciowych.

Na koniec przypomnę tylko, że fitness nie polega na wykonywaniu przypadkowych ćwiczeń, a prawidłowy plan treningowy dla psa powinien ułożyć instruktor, dlatego szczególnie na początku polecam skorzystać z jego usług. Do tematu fitnessu na pewno jeszcze wrócimy, a tymczasem zachęcamy Was to przemyśleń odnośnie zdrowej aktywności Waszych podopiecznych i oczywiście Was samych, w końcu niedługo wiosna!

Zdjęcia z prywatnych zbiorów: Olga Kiepura, Alicja Maik, Novatica

NASZE CHARCIKI POZUJĄ NA ZJEŹDZIE FOTOGRAFÓW

W ten weekend wraz z naszymi charcikami braliśmy udział w naprawdę wyjątkowym wydarzeniu jakim był zjazd integracyjny psich fotografów. Do udziału w tej imprezie zaprosił nas jej pomysłodawca i organizator – Błażej Zalesiński, który sam także zajmuje się fotografowaniem psów (więcej obejrzycie na www.inoinu.pl). Sesje odbywały się w klimatycznych komnatach i salach XVI wiecznego Pałacu w Nowiźnie.

Kilkunastu fotografów uwieczniało charty pozujące z modelami oraz indywidualnie, a zadanie to było często nie lada wyzwaniem. Z naszego stadka wybraliśmy Mastera, Pepper, Yrden i Ravela. Potrzebowaliśmy grupkę psów w tym samym umaszczeniu, które dość dobrze będzie się fotografować. Postawiliśmy też na psy raczej doświadczone, biorące udział w wielu wystawach i innych eventach, które dobrze pracowałyby z zupełnie obcymi ludźmi, poznanymi na chwilkę przed sesją.

W naszym domu świetnie w sesjach zawsze radził sobie Master, z racji jego fantastycznego, całkowicie bezproblemowego charakteru, opanowania i po prostu dużego doświadczenia w tego typu zadaniach także i tym razem poradził sobie najlepiej. Dużym zaskoczeniem była dla nas praca z Yrden, mimo tego, że w tej grupie była najmłodsza to faktycznie odziedziczyła chyba talent po tacie i bardzo dobrze się z nią współpracowało. Pozostała dwójka miała czasem problemy z koncentracją, chcąc rozdawać modelom buziaki, albo podbiegając do wołających je fotografów w oczekiwaniu na nagrody 😉 Mimo wścibskiej i ruchliwej charcikowej natury udało nam się ustawić kilkanaście scenek, z których na pewno powstanie wiele pięknych ujęć.

Przygotowaliśmy kilka fotek z poza kulis, a na efekty sesji artystów będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Udział w tej imprezie był dla nas świetnym doświadczeniem, tak bardzo innym od tego do czego przywykliśmy na, chociażby wystawach. W przyszłości jeśli będzie jeszcze okazja bardzo chętnie weźmiemy udział w podobnych eventach, to był naprawdę udany weekend.