Dziś nasze maluchy kończą dwa tygodnie, a to oznacza cotygodniową kontrolę masy ciała. Początkowo w naszej hodowli ważyliśmy maluchy codziennie przez wiele tygodni, ale z upływem lat i w miarę rosnącego doświadczenia opracowaliśmy sobie skuteczny system monitorowania przyrostów tak, żeby nie robić setek pomiarów, a jednocześnie niczego ważnego nie przegapić. Standardowo przez pierwszy tydzień ważymy każde szczenię codziennie, jeśli przyrosty są prawidłowe to następne ważenia przeprowadzamy co tydzień aż do wyjazdu szczeniąt do swoich nowych domów. Jeżeli z jakiegoś powodu obserwujemy spadki wagi w odniesieniu do wagi urodzeniowej to ważenie odbywa się po dwa razy dziennie – rano i wieczorem, aż do czasu ustabilizowania sytuacji i powrotu do prawidłowego przybierania. Takie sytuacje najczęściej dotyczą spadku w trakcie pierwszej doby od porodu, zazwyczaj są to różnice kilku gramów, może to być błąd pomiaru jeszcze mokrych, ruchliwych szczeniąt, ale nigdy nie wolno tego zbagatelizować. Dla słabnącego noworodka mogą być to kluczowe godziny i jedyny moment na odpowiednią reakcję hodowcy. W dalszych tygodniach pomiary masy konieczne są, by wyłapać ewentualne spadki, które mogłyby oznaczać pierwsze objawy jakiejś dolegliwości lub wystąpienie wady rozwojowej. Prawidłowe oszacowanie tempa wzrostu danego malucha oraz ogólne cechy budowy anatomicznej często pozwalają nam też przewidzieć jego przyszłą wielkość jako dorosłego charcika (choć i tutaj zdarzają się wyjątki).
Pomiary zapisujemy w formie tabelek, które zbieramy w swoim archiwum już ponad 12 lat. To daje nam ogromną ilość danych pomocną przy szacowaniu wpływu masy ciała w różnym wieku na docelową wielkość psa. Trzeba jednak zaznaczyć, że taka analiza danych może czasem okazać się złudna i kompletnie nieskuteczna, ponieważ charciki z różnych linii rosną w bardzo różnym tempie, poza tym ostateczna wielkość psa to nie tylko masa ciała, ale także „grubość” kości i typ budowy. Tak czy inaczej, dzięki nagromadzonym danym często byliśmy w stanie dość dokładnie określić jak nasz charcik wyrośnie, szczególnie dotyczy to linii, na których pracujemy od wielu lat i doskonale je znamy.
Oprócz ręcznie spisywanych tabelek używamy też oczywiście innych, bardziej nowoczesnych narzędzi, np. aplikacji dostępnych online. Rozwój swoich charcików monitorowaliśmy już za pomocą tzw. siatek centylowych, świetnie opracowanych przez instytut naukowy WALTHAM™, dostępnych TUTAJ. Od zeszłego roku testujemy też niemiecką aplikację FIDOPOLI Litter Diary, która w prosty i obrazowy sposób pokazuje nam rozwój i wzrost całego miotu. Zaczynamy od wpisania oczekiwanego skojarzenia jeszcze przed pojawieniem się szczeniąt na świecie, a w momencie porodu mamy już gotową zakładkę do odnotowywania danych kolejno rodzących się szczeniąt.
Potem regularnie uzupełniamy pomiary w kolejnych dniach i tygodniach, dodajemy zdjęcia i różne dane poszczególnych szczeniąt. W efekcie możemy zobaczyć procentowe przyrosty względem poprzednich pomiarów, wykresy konkretnych szczeniąt lub porównanie całego miotu. W aplikacji znalazło się też miejsce na odnotowanie rodzaju porodu, a także na określenie w jakim ułożeniu rodziło się każde ze szczeniąt – główką, łapkami, tyłem itd. Po kilku miotach możemy prześledzić statystyki dotyczące przebiegu porodów w hodowli w szybki i czytelny sposób.
Przykładowe wpisy dotyczące naszego obecnego miotu D3
A jak ważenie noworodków wygląda od strony technicznej? W pierwszych dniach mamusie naszych szczeniąt niechętnie oddają nam je nawet na czas ważenia, musimy więc działać dość sprawnie i starać się by maluchy możliwie spokojnie leżały na wadze, no i oczywiście żeby nie piszczały (bo pobudza to mamę do ich „ratowania” z opresji). Korzystamy z precyzyjnej wagi kuchennej z wbudowaną stabilną miseczką, którą wykładamy miękkim futerkiem. Koniecznie ogrzewamy sobie ręce i zabieramy od mamy po jednym maluchu, żeby za bardzo jej nie denerwować. Najlepiej poczekać na moment kiedy szczenięta są nakarmione i zasypiają, wtedy leżą na wadze najspokojniej, a pomiar jest najbardziej precyzyjny.
Przy okazji dzisiejszego ważenia zrobiliśmy też szybki przegląd pielęgnacyjny i przycinanie pazurków. Możemy też pokazać Wam pierwsze otwierające się oczka – najszybszy tym razem okazał się mniejszy chłopczyk, który lewe oczko zaczął otwierać w 13-stym dniu życia.
W ostatnim czasie jeszcze mocniej niż zwykle skupiamy się na relacji z naszymi psami. W tym roku rezerwuję sobie sporo czasu na naukę o emocjach i więziach psio-ludzkich oraz relacjach w psim stadzie. Wraz ze zwiększającą się ilością psów w stadzie (choć niedawno akurat ta liczba zmalała) wprowadzaliśmy w nasze życie kilka zmian, sporo różnych aktywności i chętnie będziemy dzielić się z Wami naszymi nowymi doświadczeniami w kontekście charcików. Dlatego dziś wpis zainspirowany jednym z moich ostatnich webinarów, o obudzeniu psiego nosa.
Mimo, że charty są grupą, która w swoim życiu w dużej mierze (częściej niż inne psy) posługuje się wzrokiem, to jednak należy pamiętać, że zmysł węchu jest najważniejszym dla każdego psa i dostarcza mu wszelkich informacji o otaczającym go świecie. Węch służy psom w komunikacji, opanowaniu emocji i jest ważnym narzędziem samoregulacji. Jeśli Twój pies żyje w świecie rutyny – brakuje mu nowych zadań węchowych, chodzi codziennie tą samą trasą na spacer, nie obcuje za dużo z naturą, sporo czasu spędza w domu i nie ma „psich” znajomych to jego świat może być bardzo ubogi i może być przyczyną wielu niepożądanych zachowań. Pozbawiony nowych bodźców pies staje się leniwy, zrezygnowany i apatyczny, a przecież istnieje wiele form ćwiczenia psiego nosa.
Od wielu lat organizujemy naszym psom różne zadania węchowe, a jakiś czas temu moją uwagę trochę bardziej przykuł tzw. nosework (który trenowało już kilka charcików z naszej hodowli). Tak się złożyło, że akurat jeden z trenerów, sędziów i jednocześnie zawodnik nosework Piotr Awencki organizował webinar w tym temacie, warto więc było posłuchać co może nam o tym sporcie powiedzieć.
Czym jest Nosework? To sport kynologiczny wywodzący się od szkolenia psów służbowych.
Psa zapoznaje się i przyzwyczaja do określonych zapachów, a następnie uczy ich odnajdywania. Najprościej mówiąc – próbki zapachów chowa się w pudełeczkach z dziurkami, wśród kilku pudełek bez zapachu tylko jedna ma w sobie zamkniętą próbkę, a pies po jej znalezieniu daje nam (przewodnikowi) wyraźny sygnał, że to tam mieści się poszukiwany zapach. Podczas treningu pies jest motywowany przez nagradzanie. W Polskiej Lidze Nosework używa się trzech zapachów – kora cynamonu, goździki i skórka pomarańczy. Brzmi jak przepis na zimową herbatkę? Trochę tak, ale dla psa te zapachy są intentsywne, bardzo charakterystyczne i ciekawe, a jednocześnie pochodzą totalnie z natury, dlatego właśnie takie wybrano. Próbki mogą być pochodzenia naturalnego lub w postaci specjalnie przygotowanych nośników (np. patyczek higieniczny) przesiąkniętych zapachem z olejków lub hydrolatów. Takich próbek nie dotyka się dłońmi, żeby nie zostawić na nich innego zapachu i żeby nie roznosić ich zapachu na innych powierzchniach, które mogą zmylić psa. Startujące w zawodach psy występują w różnych kategoriach (teren, pomieszczenie, pojazd) oraz klasach, w których mają różne stopnie trudności (np. więcej pudełek, zakłócanie zapachu innymi aromatami). Pies odnaleziony zapach może sygnalizować np. dotknięciem właściwego pudełka nosem, położeniem się przed nim, szczeknięciem – wypracowana metoda jest dowolna (o ile pies nie niszczy próbek). Więcej o sportowym noseworku dowiesz się na podanych niżej stronach poświęconych tej dyscyplinie.
„Nosework jest sportem uniwersalnym. Sprawdzają się w nim zdrowe i pełne energii psy, ale też starsze lub niepełnosprawne. Praca nosem uczy skupienia, koncentracji, dokładności oraz samodzielności. Dlatego to doskonała aktywność dla wszystkich, także wycofanych, lękliwych lub nadpobudliwych psów” – pisze trener Piotr Awencki na fanpage swojej szkoły.
Jak w każdym sporcie panują tu określone zasady, psy biorą udział w zawodach i do nich są szkolone, ale czy zabawy węchowe muszą być zawsze „profesjonalne”? Niekoniecznie, jeśli nie masz zamiaru nigdy startować to na potrzeby Twojego własnego psa możesz wykorzystać tylko wybrane elementy tego sportu i uczyć go np. odnajdywania ulubionych smaczków. Niektóre z naszych charcików interesują się węszeniem bardziej i te miałyby może szansę wziąć udział w zawodach, inne natomiast mają trochę mniej motywacji i entuzjazmu, ale na pewno dla wszystkich te zabawy są bardzo stymulujące, a nawet wyczerpujące.
Takie zajęcia pozytywnie męczą psa umysłowo (trochę też fizycznie) więc fajnie wyciszają i uspokajają charciki reaktywne i nadpobudliwe. Jest to ciekawe urozmaicenie ich życia, może być nawet elementem spaceru. Na pewno węszenie, radość z odnajdywania nagrody i nasze chwalenie za każdy sukces świetnie podbudowuje psie ego, rozwija powstające między nami relacje (szczególnie z młodym pieskiem), poprawia komunikację i pomaga bardziej skupić psa na właścicielu, a tym samym po prostu lepiej się zrozumieć. Dowiedziono także, że praca węchem ma ogromny wpływ na życie psów starszych, pomaga opóźnić procesy starzenia, a nawet powstrzymać wystąpienie psiej demencji, o czym z pewnością będziemy jeszcze pisać w tekście o naszych psich staruszkach.
Przy okazji zachęcamy Was także do organizowania innych aktywności węchowych swoim charcikom. Na rynku znajdziecie mnóstwo pomocnych do tego narzędzi – specjalne pojemniczki, przeróżne zabawki edukacyjne, czy maty węchowe (które dodajemy także do wyprawek dla naszych szczeniąt).
Wśród osób zastanawiających się nad rozpoczęciem swojej przygody z charcikiem włoskim bardzo często przewija się pytanie Czy charcik może zamieszkać z kotem? Jak to zwykle bywa, tak i w tym wypadku odpowiedź niestety nie jest jednoznaczna. Choć zwykle staramy się opowiedzieć krótko o novaticowych dzieciakach, które zamieszkały w domu gdzie rządził już koci rezydent, w ogniu kolejnych zapytań z tego cyklu postanowiliśmy napisać Wam jak to wygląda z naszej perspektywy i przedstawić także opinie właścicieli takich wybuchowych duetów.
Przez wiele lat mieliśmy jednocześnie koty i psy, choć nie były to akurat charciki to jednak wiele różnych ras (w tym także myśliwskich) przewinęło się przez nasz dom. W każdym przypadku proces obustronnej akceptacji opierał się na naszej wnikliwej obserwacji na co można zwierzętom pozwolić, kiedy któreś z nich czuje się na tyle mało komfortowo, że może zareagować zbyt impulsywnie. Obu stronom dawaliśmy przestrzeń „osobistą”, gdzie mogły poczuć się bezpieczne i jeśli zabawa przestawała sprawiać któremuś radość to mogli od niej spokojnie odpocząć, wycofać się i wyciszyć.
GDY CHARCIK TRAFIA DO KOCIEGO DOMU
Hedwiga pojawiła się w domu Jumy (10 miesięcy) jako 2 miesięczny maluch i o tym jak to wyglądało opowiada nam Sandra – ich właścicielka, dziewczyny możesz obserwować TU
„Przygotowanie Jumy do tego, że pojawi się nowy domownik nie było bardzo skomplikowane. Po prostu tydzień przed tym jak odbieraliśmy Hedwigę podrzuciłam szmatkę cuchnącą (nie oszukujmy się haha) szczeniakami w okolice miejsca gdzie Juma spędza najwiecej czasu. Pierwsze dni… były zaskakujące. Spodziewałam się foszka ze strony kota, wyprowadzki na lodówkę lub innych lamentów ze strony urażonej dumy jedynaczki, natomiast już pierwszego wieczora dziewczyny ułożyły się do spania na jednym posłanku (prawdopodobnie Juma po prostu uznała, że nie ma zamiaru ustąpić swojej miejscówki). Trzeciego wieczora dziewczyny już spały przytulone do siebie. Czy ryczałam ze wzruszenia na ten widok? Owszem. Czy dalej mi się to zdarza? Pomidor.”
Faktycznie, patent z wysłaniem szmatki „nasączonej esencją szczeniaczkową” stosowaliśmy już kilka razy w przypadku domów kociarzy, do których trafiał charcik. Na dobę lub dwie zostawialiśmy w kojcu kawałek kocyka polarowego – maluchy po nim łaziły, spały na nim, czasem też oczywiście wdepnęły obsikaną łapką i o to tu chodziło – kocyk miał przesiąknąć wszelkimi intensywnymi, charcikowymi zapachami i oswoić kota z tym co go niedługo czeka. Prócz ogólnej akceptacji faktu pojawienia się psa istotne jest także jak oboje będą ze sobą koegzystować na co dzień. Oczywiście kolejną rolą właściciela jest ocena wzajemnych relacji obu gatunków i korygowanie pewnych zachować, nauka na co można sobie pozwolić.
„Nie z samych wieczorów jednak składa się dzień, a przecież baterie szczeniaka ładowane są energią kosmiczną zatem była i zabawa. To jak bawią się koty a jak psy (a charciki w szczególności) to dwie różne bajki. Do tematu podeszliśmy następująco: muszą się siebie nauczyć. Oczywiście staraliśmy się być zawsze blisko żeby móc interweniować, jednak nie było wielu sytuacji, w których rzeczywiście to było potrzebne. Mamy to szczęście, że Juma nie używa pazurków a jedynie daje trzy szybkie plaski, a jak się Hedwiga zapędzi to łapie niczym zawodnik MMA i sprowadza do parteru.”
Każdy właściciel powinien liczyć się z tym, że początkowo musi poświęcić dodatkowy czas na badanie powstającej relacji i ewentualne ingerowanie w nią. Przychodzi jednak moment, że właściciel musi po prostu wyjść – do sklepu, do pracy. Jak w przypadku każdego szczeniaka tak i tu oczywiście zalecam, by początkowo przy koniecznych wyjściach zabezpieczyć psa w klatce (w pewnym sensie zamknięcie psa może być też sposobem na zabezpieczenie kota). Z czasem (raz dłuższym, raz zaskakująco krótkim) wzajemne podejście obu zwierząt może być na tyle stabilne, że bez problemu będą one zostawać razem na swobodzie, a nawet będą dla siebie towarzystwem w samotnych chwilach bez ich „pana”.
„Po dwóch tygodniach zaczęliśmy zostawiać je już na szybkie wyjścia do sklepu same w domu. Zwykle po prostu szły spać, w sumie nadal to tak wyglada – my wychodzimy, dziewczyny idą spać. Hedwiga jest już z nami 7 miesięcy i zdążyła przerosnąć Jumę (jest od niej wyższa, ważą mniej więcej tyle samo). Nie powiem, że pies męczy kota, bo inicjowanie zabaw odbywa się z obu stron. Niejednokrotnie to Juma rzuca się na Hedwigę, albo biega jej przed nosem mrucząc jak mała wyścigówka i ogląda się kiedy Hedwiga zacznie ją gonić. Kiedy jedno z nas wychodzi z psem na dłuższy spacer kot po pewnym czasie zaczyna szukać, gdzie się pies podział. Nie ma tez szans zamknąć ich w osobnych pomieszczeniach – siedzą po dwóch stronach drzwi i słychać jojczenia obu żeby je otworzyć.”
Jednym z pierwszych pytań Kasi, która napisała do nas kilka lat temu w sprawie charcika było także pytanie o relacje charcików z kotami. Kasia była świadomą i dobrze przygotowaną do posiadania psa osobą, dlatego nie mieliśmy większych obaw o relacje psio-kocie jakie powstaną w jej domu. Jej kot miał wtedy już 6 lat i swoje kocie przyzwyczajenia kiedy pojawiło się u nich małe, szare tornado zwane Lavendą.
„Moją największą obawą było to, jak kot, który był tyle czasu rozpieszczonym jedynakiem poradzi sobie z nowym członkiem rodziny, który będzie u nas dłużej niż tydzień. Wcześniej miał kontakt z innymi zwierzętami. Najczęściej z kotkami naszego hodowcy, które spędzały u nas „wakacje” gdy ich opiekunowie wyjeżdżali i dogadywał się super. Bobuś to typ totalnego pacyfisty. A jego motto to: „miej wyj*bane, a będzie ci dane”, kot na totalnym luzie. Jednak, przez tyle czasu nasza uwaga skupiała się w milionie procent na nim. Na początku zastanawialiśmy się nad drugim kotem, jednak on nie tolerował obcych u siebie. Tylko te, które znał. Nie wiem ile nocy myślałam nad tym jak to będzie? Na szczęście, z racji mojego zawodu, był obeznany z obcymi zapachami i nie robiło to na nim wrażenia. Pamiętam, gdy przywieźliśmy Lavendę, a to było jakoś o 5 nad ranem, to Bobuś wyszedł, spojrzał wzrokiem pełnym pogardy. Jego mina mówiła „Co to ma być? I jak długo tu zostanie?” Ale jak zobaczył śpiworek, który był dołączony do wyprawki, to natychmiast się do niego wpakował i stwierdził, że ok, może to to zostać jeśli śpiworek będzie mój (LOL). Nie zmuszaliśmy ich do kontaktu. Bobek sam zainicjował. Z racji wczesnej pory, położyłam się na kanapie, żeby ogarnąć trochę głowę. Bobuś położył się przy mnie, na swoim miejscu. Lavenda chciała jeszcze hasać, więc skakała po mnie i kocie, na co Bobek wyciągnął łapę, objął ją za szyję, przyciągnął i uwalił przy sobie małego szatanka, który po chwili zasnął. Wtedy zrozumiałam, że moje obawy mogą się oddalić. Od początku zwracaliśmy uwagę Lavendzie, że NIE WOLNO gonić Bobka. To on miał inicjować kontakt lub go przerywać w dogodnym dla niego momencie. Zadbaliśmy o to, żeby miał swoje miejsca, do których Lavenda nie będzie miała dostępu. Na szczęście Bobuś nie miał w sobie agresji za grosz. Nigdy nie syknął, ani nie użył pazurów w żadnej sytuacji. Ważną kwestią było rozdzielenie jedzenia. Ogólnie mieli wyznaczone pory na posiłki, ale Bobek, z racji swoich przypadłości musiał mieć też dostęp do miski cały czas. I tak Lavenda jadła w kennelu, a Bobek na stole w kuchni. Przez pierwsze tygodnie, pod naszą nieobecność, byli obserwowani na kamerce. Najpierw po kilkanaście minut, a potem ten czas był stopniowo wydłużany. Co nas zdziwiło, to to, że kot inicjował zabawy. Nie unikał „istoty niższej”, a wręcz był jej ciekawy. Ale dbaliśmy też o to, żeby każde z nich miało czas tylko z nami. I tak: Lavenda szła na spacer, a Bobek w tymczasie szalał za wędką lub łapał piłeczki. Potem uczyliśmy Lavendę spokojnego leżenia, gdy on ma swój czas zabawy. Jedno z nas siedziało z Lavendą, a drugie bawiło się z kotem. Lavenda była nagradzana za cierpliwość. Póki była mała, to czasami ganiali za wędką razem, jednak w miarę jej rozwoju i intensywności zabawy zrezygnowaliśmy ze wspólnej zabawy tego typu. Widzieliśmy, że Bobkowi nie sprawia ona radości, a jego samopoczucie było dla nas ogromnie ważne. Podsumowując, najważniejszy jest zadbanie o nastrój rezydenta, bo to jego świat zmienia się o 180°.”
Nasze maluchy trafiły do wielu psio-kocich domów, zdarzyło się nawet, że nasze szczenięta (łącznie trzy suczki, które dołaczały do stada co kilka lat) wyjechały do hodowli kotów. Mimo, że relacje jakie się w nowych domach wytworzyły były bardzo różne to jednak nigdy nie zdarzyło się by były one bardzo złe, by znacząco utrudniały życie ich właścicieli, albo co gorsza by charcik wrócił do nas z powodu złych stosunków z kotem. Raczej spotykamy się z odwrotną sytuacją i bardzo zaskoczyło nas (i oczywiście ucieszyło) to jak silne okazały się niektóre relacje międzygatunkowe.
„Zaskoczyła mnie więź jaka między nimi się wytworzyła. Zachowywali się jak typowe rodzeństwo. Kłócili się, zaczepiali, robili psikusy, ale jak tylko któreś pisnęło lub miałknęło, to drugie biegło sprawdzić co się stało. Jak któreś chorowało, to drugie obchodziło się z nim bardzo delikatnie. Nie zaczepiało, delikatnie się przytulało. Jak nie widzieli się kilka godzin lub weekend (podczas wyjazdów na wystawy) to widać było, że cieszą się na swój widok. Jak wyciągaliśmy transportery, to ładowali się razem do jednego” – opowiada nam Kasia.
Wiele o wyjątkowości zwierzęcych relacji powiedziały nam nasze zeszłoroczne przeżycia. Po stracie każdego z naszych staruszków reszta stada naprawdę przechodziła żałobę. Zawsze wydawało nam się, że przypisywanie psom takich ludzkich odruchów to uczłowieczanie, ale my przeżyliśmy to sami, obserwowaliśmy na własne oczy jak ogromne więzi powstały między naszymi psami. Mimo, że Kasi wciąż nie jest łatwo o tym opowiadać to podzieliła się z nami tym co działo się podczas, gdy stan zdrowia Bobka zaczął się mocno pogarszać. „Lavenda widziała pierwszy atak i całą akcję wyjazdu do szpitala. Na szczęście zostali z nią znajomi na całą noc, bo wróciliśmy nad ranem. Gdy zobaczyła, że wróciliśmy, to ucieszyła się, że jesteśmy, ale po chwili ogarnęła, że nie ma Bobusia. Szukała go i była trochę nieswoja. Zajmowaliśmy jej głowę, żeby odwrócić jej uwagę. Bobka nie było prawie tydzień. Gdy go przywieźliśmy, to bała się do niego podejść. Tak, jakby bała się, że coś mu zrobi niechcący. On był bardzo słabiutki. Ale jak się położył, to ona przytuliła się do niego. Niestety, gdy dostał następnego ataku już wróciłam bez niego. Pierwsze kilka dni było nieźle, jednak któregoś wieczoru tak jakby go szukała. Chyba doszło do niej, że zbyt długo go nie ma. Wąchała komodę, na której wcześniej była jego główna baza. Gdy ogarnęła, że już nie wróci, to była trochę wyciszona i przygaszona. Niezbyt chciała się bawić. Kolejna rzeczą było to, że w naszym domu Bobek był głównym pogromcą owadów. Lavendy nigdy nie ruszały. Ale pewnego wieczoru wleciała ogromna ćma i natychmiast zaczęła na nią polować. Przejęła po nim jego obowiązki. Tak naprawdę przywyknięcie do nowej sytuacji zajęło jej kilka tygodni. Chociaż do dzisiaj czasem zdarza jej się zajrzeć na szafkę, na której Bobuś przesiadywał.”
Kasia przyznaje, że o ich relacji można by było napisać książkę. Wypytaliśmy zatem o jakieś ciekawe sytuacje i usłyszeliśmy kilka fajnych przykładów. „Bobek kablował na nią, gdy zlała się na dywan pod naszą nieobecność. Specyficznie wtedy miałczał i prowadził do miejsca zbrodni, albo gdy zdjęła jakieś jedzenie z blatu w kuchni. Gdy ona była po zabiegu, to też był dla niej bardzo delikatny. Nie łaził po niej, mruczał, jakby chciał sprawdzić jak się czuje. Gdy chciał się z nią bawić, to pacał ją łapą, żeby go ganiała. On robił ją w jajo i chował się do szafy w przedpokoju, a ona biegła do sypialni. Gdy wracała, to skakał na nią i wykonywał swój „taniec radości”, że znowu udało się wykiwać głuptaska. Kiedyś przyszli do nas znajomi z psem. I póki tamten był spokojny w stosunku do Bobka, to było ok, ale jaj się nakręcił, to rzuciła się na niego w obronie brata. Bobuś był tylko jej. Oni się świetnie komunikowali – jak któreś przesadzało w zabawie, to było miałknięcie albo piśnięcie i drugie odpuszczało. Gdy zasypiali, to zawsze się dotykali, chociaż łapką, ale musieli mieć kontakt ze sobą. To była bardzo silna więź.”
Świat oczywiście nie jest wyłącznie kolorowy i trzeba brać pod uwagę, że czasem pewne rzeczy mogą być nie do przejścia. Zdaniem Kasi powinniśmy sobie odpuścić wprowadzenie do domu psa, gdy kot przejawia zachowania agresywne, jest zaborczy i terytorialny. Również wtedy, gdy jest wrażliwy na wszelkie zmiany, jeśli na tym tle zdarza się zatrzymanie moczu i choroby pęcherza lub jeśli jest bojaźliwy i wycofany, to pies może go zdominować.
GDY DO DOMU CHARCIKA TRAFIA KOT
Czasem zdarza się przecież, że to właściciele charcika marzą nagle o posiadaniu kota. Na pewno trzeba przemyśleć czy pies/psy nie są nadmiernie pobudliwe i nie mają zbyt silnego instynktu łowieckiego. Idealnie byłoby też gdyby kocię pochodziło z hodowli, w której poznało psy. Kotki odizolowane od świata mogą się psa bać i ratować ucieczką, a na to każdy charcik niestety zareaguje zgodnie ze swoją naturą.
Zeszłej wiosny dziewczyny z hodowli Tesori Di Carli dołączyły do swojego stadka charcików malutką kotkę. Martyna mówi, że pierwsze chwile z kotem to była spora ekscytacja charcików i sprawdzanie na co sobie można pozwolić. Ich charciki miały już wcześniej kontakt z kotem, ale był on starszy, spokojny i totalnie przyzwyczajony do obecności psów, po prostu całkiem je ignorował.
„Pierwsze zapoznanie to było wprowadzenie tylko dorosłych charcików. Młode mogły poznać kotkę dopiero widząc, że starszyzna jej nie gania, nie zaczepia. Na pewno fajnie się złożyło, że Kikimora nie uciekała w panice na widok psów, była wychowana w domu, gdzie były też psy małej rasy i gdybym jeszcze raz szukała hodowli to na pewno wybrałabym taką, gdzie kociaki są oswojone z psami. Ale trzeba mieć świadomość, że wprowadzenie kociaka do stada psów jest zawsze znacznie trudniejsze i wymaga większego nakładu uwagi i pracy niż zapoznanie takiego malucha z tylko jednym psem, gdzie nie zadziała siła stada. Trzeba było uczyć je wzajemnych relacji i prawidłowych reakcji na różne sytuacje, ale teraz żyją w totalnej harmonii.”
Ostatnia historia jaką chcieliśmy Wam przybliżyć jest naprawdę bardzo ciekawa. Agnieszka adoptowała 6-letniego kocura, który „uciekał” z Ukrainy po wybuchu wojny. Jej charciki (dwie suczki tworzące hodowlę Abiete Silvam) nie miały wcześniej kociego towarzystwa, a ponieważ stan zdrowia kociaka pozostawiał wiele do życzenia to Staś powędrował na kwarantannę do osobnego pomieszczenia.
„Charciki bliższego kontaktu z kotami nigdy nie miały, a jemu wciąż dolegało sporo problemów zdrowotnych. Co prawda koci katar miał już za sobą, ale nadal do wyleczenia był świerzb uszny i giardie. Dopiero, gdy uporaliśmy się z tymi problemami powoli, pojedynczo i na smyczy wprowadzaliśmy do łazienki psy. Wizyty były krótkie, za odwrócenie uwagi od kota dostawały w trakcie ich trwania smaczki. Wystarczyło to przerobić kilka razy – potem kilka razy już bez smyczy (też smaczki za spokojne zachowanie) i ekscytacja nowym futrem w domu się skończyła. Nie ukrywam, że totalny luz z jakim Stasiu podchodzi do życia wiele pomógł w pogodzeniu obu gatunków w domu.”
Pamiętać należy o jeszcze innych aspektach życia codziennego, o których warto pomyśleć przed podjęciem decyzji o połączeniu dwóch żywiołów. Pierwszym z nich jest jedzenie, ponieważ koty mają inną technikę przyjmowania posiłków niż psy (a już na pewno większość charcików). Koty jedzą małymi porcjami, jedzenie często mają ogólnodostępne, żeby mogły sobie dawkować na ile mają ochotę, natomiast psy najczęściej pochłaniają swój posiłek w 5 sekund. Nie popełniajcie błędu i nie próbujcie przestawiać psa na koci sposób jedzenia. Zalegająca w misce karma znudzi się charcikowi w kilka tygodni i zacznie się poważny problem z wybrzydzaniem, poza tym nie będziesz miał kontroli nad dawkowanymi suplementami czy olejami. Pies powinien jeść swoje posiłki regularnie, a miska zaraz potem jest mu zabierana, dlatego dajmy każdemu z nich żyć po swojemu. Jeszcze przed pojawieniem się charcika w Twoim domu zacznij przyzwyczajać kota do jedzenia gdzieś wyżej, gdzie charcik nie dosięgnie (bierz pod uwagę, że charcik będzie próbował za pewne doskoczyć do tej miski, więc nie może być to brzeg blatu kuchennego, z którego bez problemu za parę miesięcy Twój maluch nauczy się zgarniać kocią miskę jednym susem). Pamiętaj też, że pies nie powinien jeść kociej karmy, choć pewnie chętnie by ją podbierał to ma ona inny rozkład substancji żywieniowych i dodatkowe składniki przeznaczone typowo dla kota. Podobnie w drugą stronę – psia karma nie nadaje się kompletnie dla kota i może mu zaszkodzić.
Agnieszka także wspomina o tym aspekcie „Teraz muszę jedynie pilnować kota w trakcie karmienia – bo charcikowe – wiecznie głodne potwory wiszą nad nim, gdy ten je – czekając tylko na moment mojej nieuwagi… Bo Stasiu sam ich nie odgoni – nawet nie osyczy w geście protestu – mogą tak spokojnie opróżnić mu miskę… A potem Stasiu głodny… Z resztą, on ciągle jest głodny i żebrze razem z charcikami nawet jak kroję marchewkę.”
Kojena rzecz to kuweta – nikt jeszcze do końca nie wie co tak wspaniałego zawiera kocia kupa, że psy ją wprost uwielbiają… Niestety, kocie odchody mogą być przez małego charcika zjadane, wyciągane i roznoszone po domu, a nawet służyć do tarzania się w tym „wspaniałym” zapachu, do tego dochodzi jeszcze możliwość zjadania żwirku, co jest absolutnie niebezpieczne dla psa. Co można z tym zrobić? Najlepszym wyjściem będzie przeniesienie kuwety do miejsca zamykanego (np. toaleta), o ile kot da sobie radę z sygnalizowaniem i zaakceptowaniem zmian, albo ostre pilnowanie (i np. zagrodzenie) kuwety przynajmniej na okres szczenięcy.
„Kolejna kwestia to kuweta. Lavenda była bardzo zafascynowana tym urządzeniem i musieliśmy ją nauczyć, że to jest święte miejsce kota, co na szczęście przyszło całkiem łatwo” – wspomina Kasia.
Drapaki i podesty – to niestety także potencjalnie niebezpieczne urządzenia. Z tyłu głowy musisz mieć zawsze fakt, że charcik może zechcieć być nagle panterą lub szympansem i stwierdzi, że w sumie jak kot wskakuje to on też może. Chodzi tu przede wszystkim o wysokie i czasem mało stabilne miejsca, z których niezdarne szczenię może spaść usiłując dorównać swojemu kociemu koledze, np. w gonitwach. Takie słupki można pozbawić np. niskiego stopnia, po którym charcik może się wdrapać wyżej.
Choć może wydawać się to sporą rewolucją to jednak wszystkie przedstawione problemy są możliwe do rozwiązania, co pokazują licznie mieszkające z kotami charciki. Z pewnością na Waszej wspólnej drodze stanie wiele trudności, albo miłych zaskoczeń, ale pewne jest, że zdrowa i wspaniała relacja między charcikiem a kociakiem jest możliwa do osiągnięcia pod jednym dachem.
Obserwując naszą hodowlę na pewno wiecie, że spora część naszego stada to psy starsze. W ostatnich miesiącach wiele czasu poświęciliśmy tematom związanym z nadzwyczajną opieką i szczególnymi potrzebami psich seniorów. Po części to odejście naszych najstarszych psów skłoniło nas do refleksji nad tym jak można udoskonalić życie pozostałych weteranów, jak poprawić ich sprawność, komfort i samopoczucie. Biorąc udział w jednym ze szkoleń, a potem jeszcze przeczesując internet i książki natrafiłam na wątki o specjalnie przygotowanych zestawach ćwiczeń fizycznych dla psów starszych i tak postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o tzw. psim fitnessie. Dog Fitness jest oparty na ćwiczeniach sprawnościowych i jest aktywnością dedykowaną psom oraz ich właścicielom. Trening to odpowiednio dobrane zadania, które pies wykonuje przy użyciu specjalnie przygotowanych przedmiotów takich jak stepy, piłki sensoryczne i rehabilitacyjne, tyczki, pachołki, a także przy wykorzystaniu masy własnego ciała.
Niedawno tak się złożyło (ku mojej uciesze), że właścicielka jednego z naszych charcich dzieci – Trufla rozpoczęła pracę jako instruktorka tej ciekawej aktywności. Olga jest trenerem psów, interesuje się szeroko pojętą behawiorystyką i tematyką budowania więzi właściciela z psem, bierze udział w licznych szkoleniach m.in. COAPE, prowadzi konsultacje i zajęcia stacjonarne w Dograni – Trening z Twoim Psem, a zapytana o tę fitnessową część swojej pracy mówi:
„Dla mnie osobiście aktywność fizyczna to chleb powszedni. Sama chętnie biegam, chodzę na siłownię czy crossfit. I tak oto pewnego dnia pomyślałam, że skoro ja wylewam siódme poty kilka razy w tygodniu na siłowni, to czemu moje psy mają sobie wygodnie zalegać na kanapie? Przecież to czysta niesprawiedliwość! A tak całkiem poważnie, jako, że sama jestem osobą aktywną, a psy to moja druga, równie ważna pasja, kształcenie się w kierunku instruktora psiego fitnessu wydało się w moim przypadku być naturalnym wyborem. Warto pamiętać, że ruch dla psa jest podstawową potrzebą niezbędną do osiągnięcia ogólnego dobrostanu. W ostatnich latach styl życia psów i podejmowana przez nie aktywność dość mocno zmalała. Kiedyś psy, jako zwierzęta dziko żyjące miały ograniczony dostęp do pożywienia, na które musiały wcześniej zapolować. Dzisiaj to tak naprawdę my – ludzie decydujemy o tym, w jaki sposób nasze psy będą spędzać czas, spacery dostosowujemy tak naprawdę do naszych możliwości czasowych. Dodatkowo na każdym kroku karmimy je smaczkami, najlepszą karmą czy też tłustymi gryzakami, nie myśląc zupełnie o zapotrzebowaniu kalorycznym psa. W efekcie coraz większy odsetek psów w naszych domach waży za dużo, co bezpośrednio przekłada się na pracę stawów, narządów, problemy natury endokrynologicznej czy ortopedycznej. Ja do każdego psa staram się podchodzić holistycznie – dbać o jego dobro nie tylko w sferze psychicznej, ale i fizycznej i przyglądać się jak te dwie sfery się przenikają dlatego też dużą satysfakcję sprawia mi uświadamianie opiekunom jak ważny w życiu ich pupila jest ruch. Jak wszyscy wiemy, najlepszy piesek to piesek zmęczony, a zajęcia psiego fitnessu doskonale zdają tu egzamin. Oczywiście przekłada się to też na ogólną kondycję fizyczną, zdrowie i poprawę relacji na linii opiekun-pies.”
Na swoim fanpage Olga pisze, że cele takich ćwiczeń mogą być naprawdę przeróżne i program powinien być dostosowany do konkretnego pacjenta. Psim fitnessem możemy więc wpływać na ogólną poprawę kondycji fizycznej, wspomagać pacjentów pourazowych, uzupełniać trening dla psich sportowców, budować świadomość ciała u szczeniaków i przypominać staruszkom jak się ruszać. Wiemy już zatem, że jest to „sport” dla każdego, ale wątek rozpoczęłam od psich seniorów i dlatego zapytałam Olgę o trening dla takich właśnie psów.
„Często wydaje nam się, że starsze psy powinny tylko leżeć na kanapie, że nie mogą pozwolić sobie już na bieganie, skakanie… Bzdura! Oczywiście, wszystko zależy (jak w przypadku każdego innego psa) od ogólnej kondycji psa, ale zaskoczę Was – jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań medycznych do aktywności fizycznej, u psich seniorów jest ona wręcz pożądana, a trening siłowy psów starszych może okazać się bardzo korzystny. Dlaczego? Otóż stymulując mięśnie zapobiegamy ich zanikowi, który jak postępuje z wiekiem. Tutaj treningowo dobrze sprawdzą się takie ćwiczenia jak wchodzenie przednimi i tylnymi łapkami na podwyższenie, zmiany pozycji na targetach czy podawanie łapek w staniu na dwóch podestach.Warto też u psów starszych wprowadzać trening koordynacyjny. Będzie miał on korzystny wpływ jeśli chodzi o zapobieganie kontuzjom, a także na układ nerwowy, który z wiekiem się rozleniwia, a który pobudzimy do działania. Tutaj najprostszym i najbezpieczniejszym ćwiczeniem będzie ułożenie ścieżki sensorycznej, zbudowanej z różnych powierzchni, na które pies będzie wchodził.Oczywiście, jeśli nie mamy pewności, czy nasz psi senior może wykonywać dane ćwiczenia warto skonsultować to z ortopedą, fizjoterapeutą lub trenerem psiego fitnessu.”
Temat okazał się dla mnie naprawdę ciekawy i wart uwagi także w kontekście nauki i rozwoju naszych szczeniąt. Sami w okresie odchowywania miotów staramy się wprowadzać maluchom różne wyzwania i ćwiczenia socjalizacyjno-poznawcze, dlatego spytałam Olgę od kiedy można rozpocząć ćwiczenia z młodym szczeniakiem i na co trzeba się przygotować?
„Tak naprawdę trening sensoryczny wprowadza często hodowca w pierwszych tygodniach życia, kiedy to mały, niezdarnie człapiący osesek stawia pierwsze kroki na różnych, nieznanych wcześniej powierzchniach. To doskonały przykład wspomnianej przy temacie seniorów ścieżki sensorycznej, mający zastosowanie podczas habituacji szczeniąt. Same w sobie ćwiczenia ze szczeniakiem możemy wprowadzać tak naprawdę tez dość wcześnie, bo już trzymiesięczne psie dziecko można powoli uczyć konkretnych elementów ćwiczeń, budowania postawy, koordynacji etc. Na szczenię musimy jednak patrzeć jak na rozdygotaną galaretkę. Nie jest samo w sobie stabilne w ruchu, więc pod żadnym pozorem nie wolno nam takiego niestabilnego dzieciaka wprowadzać na niestabilne powierzchnie w celach treningowych (np. berety, piłki sensoryczne). Owszem, budując ścieżki sensoryczne możemy ich użyć, ale do celowego wchodzenia na przedmioty należałoby tu używać tylko stabilnych powierzchni, by uniknąć kontuzji w tak młodym wieku. Zajęcia ze szczeniaczkami trwają oczywiście zwykle dużo krócej niż te z psami dorosłymi, bo jest to ok 30-40 minut, a pomiędzy krótkimi okresami skupienia na ćwiczeniu dajemy maluchom długie przerwy.”
Według Olgi największe zalety psiego fitnessu to: – ogólna poprawa kondycji fizycznej – wzrost masy mięśniowej – utrata masy ciała – zapobieganie atrofii mięśni – zapobieganie urazom – powrót do prawidłowego wzorca ruchu – bezpośredni wpływ na inne układy: oddechowy, krążeniowy, pokarmowy, hormonalny i nerwowy – poprawa samopoczucia psa i wzmocnienie relacji z właścicielem.
Być może nie zawsze będziecie mieć czas i możliwość uczestniczyć w pełnym treningu, ale Olga uspokaja, że jeśli nauczycie się prawidłowego wykonywania ćwiczeń oraz dowiecie co jest najlepsze dla Waszego psa to będziecie mogli niektóre ćwiczenia powtarzać z psem sami.
„Psi fitness ma jedną fantastyczną zaletę – gdy nauczymy się prawidłowego wzorca ruchu w danym ćwiczeniu, możemy je odtworzyć samodzielnie, w warunkach domowych. Mam na dzień dzisiejszy takich klientów, którzy dzielnie raz w tygodniu przychodzą na zajęcia. Są jednak też tacy, którzy zjawiają się u mnie raz na miesiąc na okresowej ocenie motorycznej psa, podczas której sprawdzamy jego ogólną sprawność fizyczną, dostosowujemy plan treningowy pod cele, uczymy się poprawnej techniki wykonywania ćwiczeń i monitorujemy postępy pacjenta. Wszystko zależy od chęci, możliwości i motywacji psa i opiekuna. Oczywiście zachęcam do treningów pod okiem instruktora, zwłaszcza na samym początku fitnessowej przygody, ale poświęcając 15-20 minut kilka razy w tygodniu jesteśmy w stanie zrobić naprawdę porządny trening z psem w domowym zaciszu.”
Ta forma aktywności nie jest obca także innej właścicielce naszych charcików – Alicja wraz ze Szpilką od 2017 roku trenuje agility, potem do ich team’u dołączyła także Mrówka, ale oprócz toru agi dziewczyny można też często spotkać na „sali gimnastycznej”.
„Ze Szpilką zaczęłyśmy wykonywać dodatkowe treningi przede wszystkim z potrzeby zabezpieczenia jej przed kontuzjami wynikającymi z biegania agility, wzmocnienia jej siłowo, ale też zwiększenia u niej świadomości ciała i łap; u Mrówki powodem była rehabilitacja po złamaniu łapy, umożliwienie jej powrotu do jak najpełniejszej sprawności fizycznej. Jako uzupełnienie treningów, według mnie fitness jest absolutnie kluczowy, oczywiście nie w sezonie treningów torowych czy startów w zawodach, ale jako przygotowanie siłowe czy kondycyjne jeszcze przed sezonem. Szpilka treningi fit rozpoczęła jako dorosła suczka, a Mrówka w wieku pół roku zaraz po zakończeniu fizjoterapii po wypadku. Dwa miesiące później pod opieką specjalistów zaczęła już treningi agility.” – opowiada nam Alicja.
Oczywiście świadomość potrzeby różnych typów treningu u osób, które uprawiają ze swoimi psami sport jest często o wiele wyższa niż u przeciętnego właściciela, ale warto wspomnieć, że charciki to psy, które często w codziennym, normalnym życiu robią rzeczy mocno wyczynowe i narażające ich ciała na kontuzje. Z moich obserwacji wynika, że psom tej rasy służą ćwiczenia poprawiające ich koordynację, równowagę i pozwalające im połączyć fakt posiadania nadmiarowej energii z możliwościami ciała.
Zdaniem Alicji „Dziewczyny ogromnie lubią ćwiczenia, w zasadzie wszystkie, ale te, przy których się biega i skacze zdecydowanie są ulubionymi. Starty z różnych przedmiotów są super zabawą, pivotowanie, ćwiczenia z jump boxem. Według mnie charciki włoskie jako patykowaci szaleńcy powinny pracować nad świadomością ciała i łap oraz nad ich rozciąganiem. Ponadprzeciętną sprawność fizyczną dostają w pakiecie genetycznym, ale poprawianie koordynacji ruchowej i utrzymywanie sprawności fizycznej, nawet bez uprawiania psich sportów, zdecydowanie zwiększy bezpieczeństwo pieska podczas zabaw czy spacerów.”
Olga zaś dodaje, że charciki lubią „Każde ćwiczenie, za które dostają smaczki . Przydatność ćwiczenia zależy tak na prawdę od celu, który sobie ustalimy, ale każdemu zdecydowanie polecam ćwiczenia stabilizacyjne i wzmacniające core, czyli wszelkiego rodzaju zmiany pozycji na dwóch podestach, balansowanie na niestabilnych powierzchniach (dorosłe psy bez problemów ortopedycznych). Ale z moich obserwacji wynika, że charciki bardzo lubią wykonywać wszystkie ćwiczenia dynamiczne, takie jak obieganie pachołka, wskakiwanie na przedmioty czy przeskoki przez przeszkody.”
Od siebie dodam też, że ćwiczenia z ustawiania na różnych przedmiotach, nauka balansu i kontroli nad własnym ciałem są u nas elementami treningu wystawowego. Pies, który ma dużą świadomość swojego ciała lepiej zaprezentuje się na ringu, na którym może nas spotkać wiele niespodzianek, bo śliska wykładzina, kłująca, sztuczna trawa, czasem mokra, błotnista a nawet przyprószona śniegiem nawierzchnia może stanowić wyzwanie nie tylko dla nas, ale i dla psów. Nauka stawania na chwiejnych powierzchniach to świetne przygotowanie do stolików sędziowskich, gdzie szczegółowo ogląda się i dotyka psa w „delikatne” miejsca jak pysk czy jądra. Możemy wyobrazić sobie, że zestresowany sytuacją i obcym dotykiem pies, który dodatkowo nie potrafi poradzić sobie ze stabilnym ustaniem może zachować się naprawdę różnie i nie będzie w tym jego winy. Naszym zadaniem jest postarać się przygotować go na takie ewentualności zanim znajdziemy się w tak niekomfortowej sytuacji. Małymi kroczkami z takimi sytuacjami zaczynamy zaznajamiać nasze maluchy już w wieku kilku tygodni podczas codziennych czynności pielęgnacyjno-kontrolnych lub w trakcie sesji zdjęciowych.
Na koniec przypomnę tylko, że fitness nie polega na wykonywaniu przypadkowych ćwiczeń, a prawidłowy plan treningowy dla psa powinien ułożyć instruktor, dlatego szczególnie na początku polecam skorzystać z jego usług. Do tematu fitnessu na pewno jeszcze wrócimy, a tymczasem zachęcamy Was to przemyśleń odnośnie zdrowej aktywności Waszych podopiecznych i oczywiście Was samych, w końcu niedługo wiosna!
Zdjęcia z prywatnych zbiorów: Olga Kiepura, Alicja Maik, Novatica
Kiedy jesteś już przekonany, że charcik włoski jest dla Ciebie idealnym wyborem to na pewno pojawi się kolejne pytanie – pies czy suka? Jeśli jesteś hodowcą lub planujesz nim być to wybór płci jest rzeczą bardzo istotną i najczęściej podyktowaną przez jakiś przemyślany i bardziej rozbudowany plan działania, jeśli natomiast szukasz psa jedynie do towarzystwa to poniższy tekst na pewno Ci się przyda. Wybór płci przyszłego domownika wydaje się dla większości poszukujących rzeczą kluczową, często wiele ważniejszą niż np. rzetelność hodowli, zdrowie rodziców, albo w końcu charakter maluchów. Co więcej, wśród pytających nadal pokutuje wiele mitów dotyczących płci, które od lat są powielane i utrwalane w głowach właścicieli czworonogów. Mając za sobą parę ładnych lat życia z chartami obojga płci i tysiące rozmów na powyższy temat postanowiliśmy podzielić się naszym doświadczeniem ograniczając się jedynie do charcików włoskich, które znamy najlepiej, a wiedza poparta jest posiadaniem różnorodnego „stadka” oraz odchowaniem kilkudziesięciu miotów tej cudownej rasy i wieloma godzinami rozmów z ich właścicielami.
Jakie zatem są zalety i wady każdej z płci…
PSY
– WIELKOŚĆ I SIŁA U charcików nie ma znaczącego dymorfizmu płciowego (przejawia się on częściej w wyrazie choć i to nie zawsze), a wielkość i siła psa zależy przede wszystkim od linii z jakiej się wywodzi, od jego rodziców i dalszych przodków oraz indywidualnych predyspozycji. W naszym domu mieszkają zarówno drobne, delikatne, jak i mocniejsze, muskularne charciki i dotyczy to obu płci.
– POSŁUSZEŃSTWO I BIEGANIE ZA SUCZKAMI Oczywiście pewnych cech fizjologicznych się nie wyeliminuje i większość samców tej rasy ma dość silny popęd seksualny, ale tu przyda się wiedza z dziedziny psiej fizjologii. Suki „przyciągają” samca (są płodne) tak naprawdę tylko kilka tygodni w roku i w przypadku charcika nigdy nie zauważyłam zainteresowania sukami „na odległość”. W kwestii ucieczek to nauka przywołania jest istotna tak samo w przypadku obu płci i posłuszeństwo w tym wypadku jest tylko i wyłącznie owocem naszej pracy.
– CZUŁOŚĆ I ODDANIE W STOSUNKU DO RODZINY Samce potrafią być bardzo oddane rodzinie i równie opiekuńcze co suki (odważę się zauważyć, że czasem nawet bardziej). Każdy charcik, z którym zbudujemy odpowiednią więź będzie kochał swoją rodzinę i tak samo ową miłość okazywał. Patrząc statystycznie na zachowania naszych psów możemy stwierdzić, że chłopaki częściej lubią spędzać z nami czas i mają większe tendencje do bycia „stalkerami” i chodzenia za swoim człowiekiem krok w krok.
– AKTYWNOŚĆ I POTRZEBA RUCHU Tu także ciężko generalizować, wszystko zależy od indywidualnych potrzeb psa i jego przyzwyczajeń (trybu życia rodziny), ale patrząc ogólnie możemy stwierdzić, że samce zdecydowanie chętniej oddają się aktywności fizycznej, częściej zachęcają do wspólnej zabawy i dłużej zachowują wigor. Nie należy tego jednak uważać za bezwzględną regułę.
– DOMINACJA I DOJRZEWANIE W okresie dojrzewania możemy spotkać się z problemami wychowawczymi, ale dotyczy to tak naprawdę obu płci. Zmiany hormonalne zachodzące w młodych organizmach mogą przejawiać się w przeróżny sposób – nagłe zapominanie wszystkiego nad czym pracowaliśmy przez kilka miesięcy, zapominanie swojego imienia, czyli tzw. słuch wybiórczy na spacerach, fochy i manifestacje przy codziennych czynnościach i zabiegach – to problemy, które będą pojawiały się zarówno u psów jak i suk. Ten okres trzeba cierpliwie przeczekać cały czas konsekwentnie przypominając psu o dotychczasowych zasadach wyznaczonych w Waszym wspólnym życiu. Tu może pojawić się problem (i dotyczy to niestety też suczek, szczególnie w okresach okołocieczkowych) ze znaczeniem terenu. Jeśli masz wypielęgnowany ogród na pewno musisz zastanowić się nad pojawieniem się w nim samca, ten bowiem bardzo szybko zacznie podnosić nogę i znaczyć kwiaty i krzewy, z których niektóre mogą nie być na takie „podlewanie” odporne, możesz np. odgrodzić Twojemu psu osobny wybieg, żeby ograniczyć mu dostęp do delikatnych roślin. Kolejny problem to próby dominacji nad właścicielem lub innymi psami. Takie przejawy powinny być ignorowane, ale problem wymaga indywidualnego podejścia i jest do przepracowania. Nie spotyka on natomiast obowiązkowo każdego egzemplarza i w naszym domu mamy psy i suki, które wcale nie przeżywały burzliwego okresu buntu. Należy tu zaznaczyć, że samce w swoim dorosłym życiu nie są poddawane tak wielu zmianom hormonalnym co suki i bywają dużo bardziej stabilne i przewidywalne w swoich zachowaniach. Można pokusić się o stwierdzenie, że rzadziej się obrażają i szybciej wraca im humor np. po reprymendzie, a do tego częściej lubią się popisywać i „gwiazdorzyć”.
SUKI
– BUDOWA I FIZJOLOGIA Tak jak już wspomniałam, w przypadku charcików płeć nie ma znaczącego wpływu na budowę ciała. Suki nie zawsze są finezyjnymi laleczkami, często mogą być mocne, silne i wytrzymałe. Decydując się na posiadanie suczki musisz pamiętać o tym, że czekają Cię cieczki. Charciki mogą dostać pierwszą cieczkę najczęściej w wieku ok. 10-12 mcy (w niektórych liniach suki dostają je później, nawet ok. 16-18 mca), częstotliwość i długość trwania także zależy od danej linii (od 1 do 3 cieczek w roku, trwają najczęściej ok. 3 tygodni). Z naszego doświadczenia wynika, że suka, która dostała pierwszą cieczkę później dostaje je potem w dłuższych odstępach. Podczas cieczki oprócz sprawy czystości w domu (można stosować specjalne majteczki z wkładką higieniczną) może spotkać Cię także problem z uciążliwymi spacerami i obroną suczki przed niechcianymi „adoratorami”. W tym okresie musimy mieć oczy dookoła głowy, odpada zostawienie suki w ogrodzie (nawet wysokie ogrodzenie nie będzie przeszkodą dla zagorzałego amatora wdzięków Twojej charciczki), nie można też pozwolić sobie na luźne spacerki i spuszczanie suni ze smyczy, spacery po parku czy wyjazd na wakacje w uczęszczane miejsce. Nawet grzeczna i posłuszna suka w tym okresie może nie być do końca sobą i natura z pewnością weźmie górę nad wychowaniem. Ze względu na wahania hormonalne suki znacznie częściej niż psy bywają humorzaste i obrażalskie, przed cieczką mogą być dominujące i władcze, podczas cieczki rozleniwione, ospałe i drażliwe. Tu dochodzimy do okresu „po cieczce” czyli tendencji do ciąży urojonej, która niestety występuje w rasie dość często i niekiedy wymaga odpowiedniej reakcji ze strony właściciela. U suk największym zagrożeniem jest z pewnością ropomacicze i inne choroby układu rozrodczego. Z tego względu wielu właścicieli decyduje się na kastrację suk, które nie są przeznaczone do hodowli. Zabieg ten przeprowadza się dopiero po pierwszej cieczce (w zależności od wieku suki, powinna być ona w pełni dojrzała fizycznie), należy brać pod uwagę, że jest on bardziej skomplikowany i kosztowny niż w przypadku kastracji samców.
– POSŁUSZNA, ODDANA DOMATORKA I „MATKA POLKA” Nie wiedzieć czemu w naszej kulturze dość mocno zakorzenione jest przekonanie jakoby suczka była najwierniejsza, kochająca dzieci – ludzkie i psie, oddająca życie za swoją rodzinę… no nie, w praktyce wygląda to tak, że zależy to głównie od osobowości danego egzemplarza, od jego wychowania i nawiązanej więzi psio-ludzkiej. Jeśli chodzi o siłę charakteru to w naszym stadzie przewodnikiem zawsze była suka, tak też jest w tej chwili, gdzie za bezwzględną alfę od dawna nasze psy uważają Lejkę (obecnie 9-letnią). Co do opiekuńczości nad własnym (i cudzym) potomstwem to suki również różnią się dosyć między sobą, niektóre lubią wszystkie szczeniaki, inne dość szybko „brzydzą” się nawet swoich własnych, choć uśredniając należy uznać charciczki za bardzo dobre i opiekuńcze matki. Jeśli chodzi o ich stosunek względem człowieka (i ludzkich dzieci) to bywają one zupełnie różne, podobnie jak samce – mają cały wachlarz charakterów i nie ma tu absolutnie żadnej zależności od płci.
– KSIĘŻNICZKA Tak, w stwierdzeniu, że wiele charciczek zachowuje się jak księżniczki jest wiele prawdy. Suczki w tej rasie są często bardziej terytorialne (pilnują swojego ulubionego miejsca, podjadają z cudzej miski, ale swojej bronią), rzadziej interesują się zabawkami i codzienną interakcją z człowiekiem. Choć po raz kolejny zaznaczę, że jest to absolutnie kwestia indywidualna to jednak dziewczyny lubią bardziej „pogrymasić”. Jeśli zaś chodzi o ich zachowanie w zabawie – tu znika księżniczka, wśród naszych suczek mamy takie, które uwielbiają „ostrzejsze” zabawy, ganiają się z równie wielką zaciętością co samce, a może czasem mają nawet więcej zawziętości i uporu. W domu natomiast suki zdecydowanie rzadziej wpadały u nas na pomysł zniszczenia czegoś lub zabawy rzeczą, która do takowej absolutnie nie służy. W ogrodzie podobnie jak psy – suki mogą znaczyć teren, tak suki też potrafią podnieść nieco nogę, a ich toaleta z pewnością odbije się bardziej na trawniku niż w przypadku samca. Nie można jednak powiedzieć, żeby mocz charcika jakoś szczególnie destrukcyjnie działał na roślinność, my tego nie dostrzegamy, a z ogrodu korzysta dużo więcej charcich łapek niż w przeciętnym przypadku.
PSY I SUKI W NASZYM DOMU
Jeśli chodzi o posiadanie stada mieszanego to płeć może ujawniać więcej swoich „ciemnych stron” i tu możemy podać kilka przykładów z jakimi spotykamy się w naszym „stadku”, a z jakimi prawdopodobnie nie spotkasz się jako właściciel charcikowego jedynaka.
– Zaczepki i scysje Owszem, tam gdzie jest więcej niż jedna żywa istota, tam dochodzi do konfliktów i nie ma co koloryzować, że psy kochają się non stop. Jeśli chodzi o agresywne zachowania to można powiedzieć, że chłopaki częściej kłócą się o „byle co” – ukochana zabawka, granulka karmy skryta pod szafką, miejsce na kolanach u Pana. Tak, samce to zazdrośnicy i lubią to okazywać, ale równie szybko jak powód się pojawia może on też zniknąć. Natomiast jeśli o coś pokłócą się suczki (a zwykle duperele typu zabawka wcale ich nie interesują) to nie jest tak łatwo i szybko spór załagodzić. Suki są bardziej pamiętliwe i można pokusić się o stwierdzenie, że są też mściwe. W naszym domu (poza okresem cieczki) psy i suki przebywają we wspólnym stadzie w wieku od ok. 3 mcy do kilkunastu lat i są w stanie zgodnie żyć w ustalonej hierarchii, w którą żadne z nas ludzi nie śmie ingerować. Naszym zadaniem jest pilnowanie by ich ambicje nie wyszły poza ustalone granice ich bezpieczeństwa i z dumą chwalimy się naprawdę świetnie ustawioną psią rodziną. Dzięki takiemu wspaniałemu, naturalnemu uszeregowaniu psów w stadzie i możliwości ich obcowania ze sobą na każdym etapie rozwoju i życia, obserwować możemy ile zyskują psy na tej szeroko pojętej i rozwiniętej relacji.
– Cieczki – wścieczki Tak, posiadanie kilku płodnych, kryjących samców i kilku suk, które mają regularnie cieczki to prawdziwe wyzwanie. W przypadku naszych psów nie narzekamy jednak aż tak bardzo. Dobra logistyka i możliwość rozlokowania psów w różnych częściach domu daje sporo swobody. Niestety w czasie dni płodnych niektóre samce (mimo izolacji suk) wiedzą co się kryje za ścianą i może odbić się to nieco na ich kondycji – lubią wtedy odmówić jedzenia, są bardziej pobudzone i marudne. Wszystkie skutki tych zachowań staramy się jednak minimalizować, by hodowla mogła prawidłowo i sprawnie funkcjonować.
– Spacery i aktywność Wszystkie nasze charciki, bez względu na płeć lubią spacery, wędrówki po lesie i bieganie po łąkach. Chłopaki zdecydowanie częściej lubią się bawić w gonitwy, aportować i szarpać zabawkami. Dziewczyny chętnie zwiedzają i po chwili szaleństwa na ogół spacerują dużo spokojniej. Jeśli chodzi o ich zainteresowanie dziką zwierzyną i próby ucieczek to zdecydowanie nasze psy wypadają bardzo dobrze. Rzadko interesują się innymi zwierzętami i są całkowicie odwoływalne dzięki czemu spacery nie są dla nas stresujące, a psy jak i dzikie zwierzęta są po prostu bezpieczne. Tu nie ma zależności co do płci, wszystko jest kwestią wychowania i autorytetu jaki stanowimy dla naszego psa, choć warto wspomnieć, że w okresie dojrzewania więcej pracy wkładaliśmy w samce.
Podsumowując – szukając swojego malucha powinieneś skupić się przede wszystkim na znalezieniu hodowcy, który zna swoje psy i może opowiadać o nich godzinami, tu najważniejszym wydaje się znajomość ich charakterów, predyspozycji i wybór odpowiedniego skojarzenia. Cechy rodziców bardzo często widoczne są także u potomstwa, dodatkowo wpływ na wstępne ukształtowanie charcikowego charakteru będzie miała jego mama, która przez pierwsze tygodnie przekazuje swoim dzieciom większość wzorców zachowań jakie sama przyjmuje za właściwe. W naszej opinii to właśnie dobór odpowiedniego charakteru, odnalezienie w osobowości małego charcika tego czego szukają nowi właściciele będzie kluczem do szczęśliwego zakończenia owych poszukiwań i nie ma to najczęściej nic wspólnego z jego płcią. Zafiksowanie się na konkretną płeć może przynieść wiele rozczarowań, jeśli będzie to jedyne kryterium wyboru, może okazać się, że niestety charakterem trafiło się jak kulą w płot, a przekonania o jedynej słusznej płci powędrują między bajki. Nigdy nie ulegaj stereotypom, nie wierz w mity i nie opieraj się na wiedzy osób, które mają jednego psa, albo zawsze wybierali tylko jedną płeć – jakie jest bowiem prawdopodobieństwo, że ta osoba trafiła z miliona kombinacji charakterów na akurat takiego samego psa jak Ty?
Pamiętaj, że to jaki będzie Twój charcik zależy przede wszystkim od tego jak go wychowasz, jak wykorzystasz jego predyspozycje i popędy oraz jak pokierujesz jego rozwojem. To od Ciebie zależy jakie będzie Wasze wspólne życie, bez względu na to jakiej płci malucha sobie wybierzesz.
Monika
Novatica FCI, strona poświęcona hodowli charcików włoskich, charcik włoski, FCI, italian greyhound, piccolo levriero italiano, italian sighthound