Święta i inne noworoczne lenistwa już za nami, więc czas brać się do roboty i pokazać Wam pierwsze indywidualne fotki naszych grudniowych misiów N3, które właśnie weszły w trzeci tydzień życia. Muszę przyznać, że te maluchy są totalnie bezproblemowe. Raz, że Tormenta debiutująca w roli matki okazała się naprawdę rewelacyjna, działa z wielką intuicją, ostrożnością, ale też bez przesadnego użalania się nad każdym jęknięciem jej malucha. Dwa, że same dzieciaki są po prostu bardzo sprawne, silne i opanowane. Wierzymy, że taki rodzaj opieki przyniesie szczeniętom spokojny, zrównoważony start w nowe życie. Wizualnie teraz sporo się zmienia – ciała i głowy nabierają więcej kształtów, a noski, wargi, brzegi powiek i poduszki łapek zaczęły już pięknie nabierać pigmentacji. Dzieli nas pewnie jeszcze kilka dni od otwarcia oczu i od tej pory wszystko w maluchach będzie się zmieniało nie tylko zewnętrznie, ale też i wewnętrznie. Zaczniemy poznawać ich indywidualne cechy i predyspozycje. To piękny i fascynujący dla nas czas obserwacji kształtujących się nowych charakterów oraz wyboru, do jakiego przyszłego właściciela pasuje dany maluch najlepiej.
Archiwum kategorii: NEWS
BYE BYE 2025
Żegnamy się właśnie z kolejnym rokiem, który smakował zarówno bardzo słodko, jak i ultra gorzko. To był prawdziwy misz-masz skrajnych emocji, wielkie powitania i nagłe pożegnania. Rok przywitał nas cudownymi maleństwami, a potem okrutnie odebrał część z nich. Dochodziliśmy do siebie naprawdę długo, a kiedy wszystko wychodziło już na prostą nagle wiosną odeszły dwie z naszych weteranek – najstarsza w stadzie Klusia i wciąż młoda (jak nam się złudnie wydawało) Krewetka.
Łącznie na świat przyszło 10 miotów malutkich charcików, w tym rekordowy miot siedmioraczków. Wszystkie rozjechały się po świecie, prócz dwójki z miotu G3, która została z nami. Najmłodszymi maluchami wciąż cieszymy oczy, bo urodziły się już na mecie tego roku i mamy nadzieje, że znaleźliśmy dla nich równie wspaniałe rodziny jak dla reszty tegorocznych dzieciaków. Przy okazji poznaliśmy mnóstwo nowych, świetnych ludzi, z którymi tak dobrze było poczuć odpowiedni 'vibe’.
Po drodze było też trochę wystaw, a na ringach poszalało zarówno nasze młode pokolenie, jak i weteranki. Wpadło kilka nowych tytułów, w tym Champion Szczeniąt dla Glossy, Młodzieżowy dla Lungo i Weteranów dla Pepper. Było kilka miejsc na pudle, lokaty na grupach i finałach szczeniąt juniorów oraz par i te bardziej spektakularne jak grupa dla Tormenty, BIS 3 na specjalistycznej chartów dla Verenki oraz BIS Weteran dla Muchy, a potem dla Pepper.
Jak każdy rok, tak i ten przyniósł nam sporo nowych doświadczeń, pozytywów, a także nauczek na przyszłość. Wyznaczył nowe kierunki i odpowiedział na pytanie 'dokąd zmierzamy’, rozwiał też wiele wątpliwości.
Na kolejny rok mamy już całe mnóstwo planów, których jest jak zwykle aż za dużo. Naszym noworocznym życzeniem jest, by doba zyskała kilka godzin! A tak serio – żeby wszystkim (nam i charcikom) dopisało dobre zdrowie. Resztę ogarniemy sami 😉
OSTATNI TEGOROCZNY MIOT
Definitywnie był to jeden z tych miotów, przy których przebieraliśmy nogami patrząc na rosnący brzuszek. Tormenta to suczka pełna wyjątkowego uroku, o filigranowej budowie, niczym porcelanowa laleczka, którą otrzymała po swojej mamie. Drobniejsza główka, o małych, delikatnych uszkach i wielkie, ciemne oczy nadają jej wyrazu wiecznego szczenięcia. Po swoim tacie odziedziczyła zdolności do pełnego gracji ruchu i każdy jej krok sprawia wrażenie unoszenia się jak na chmurce. Strona fizyczna kontrastuje z jej pełną ekspresji i energii osobowością. Tormenta to taki pozytywny, jasny płomyczek, przy którym po prostu nie może być smutno. Przy planowaniu jej pierwszego miotu chcieliśmy postawić na wypróbowanego psa, którego potencjał hodowlany nieco już znamy. Zależało nam na psie nieco mocniejszym, ale nadal pochodzącym z niewielkich linii, by zniwelować ryzyko rozstrzału w wielkościach szczeniąt. Tak padło po raz kolejny na Nanu – pięknego, silnego samca, który mieszka w hodowli „z Koloseum”, którego wcześniejsze dzieci biegały już w tym roku po ringach z niemałymi sukcesami.
Na USG widzieliśmy 4 maluchy, a brzuch Tormenty rósł bardzo dynamicznie i na koniec ciąży zaczynał już dawać się jej we znaki. Poród nie należał do tych ekspresowych, ale mimo ogromnego stresu i zniecierpliwienia ostatecznie udało się nam zachować zimną krew i pozwolić jej urodzić naturalnie w jej własnym tempie. Chociaż noc wydawała nam się ciągnąć w nieskończoność i była zupełnie bezsenna to jednak widok pięknych, zdrowych i silnych misiów polarnych wynagrodził nam wszystkie trudy. Na świat przyszedł jeden jaśniutko kremowy chłopak – pierwszy i tradycyjnie największy 193 g (to tak, żeby nie było za łatwo go urodzić 😉 ) oraz trzy dziewczynki, w różnych odcieniach kremu o wagach 183, 173 i 163 g.
Mama i maluchy mają się świetnie. Tormenta początkowo dość mocno zszokowana, że są to jej własne dzieci wpadła już w totalny wir bycia perfekcyjną mamusią. Starannie zaopiekowane kluski rosną jak na drożdżach, a my jak zawsze nie możemy się doczekać co z nich wyrośnie. Dla tych małych niedźwiadków mamy już wstępnie wybrane nowe rodziny, ale jeśli jesteś poważnie zainteresowany tym lub kolejnym miotem – zapraszamy do kontaktu lub śledzenia strony, gdzie na bieżąco staramy się informować o dostępności szczeniąt.



OSTATNIA WYSTAWA W SEZONIE, NOWY CHAMPION I BIS!
Czas na pochwalenie się ostatnim sukcesem w tym sezonie, ale ostrzegam – ten wpis będzie pełen sentymentów i przesłodzonych zachwytów!
Na ostatniej w naszym sezonie wystawie – Krajowej w Świebodzicach z naszego stada pokazała się tylko Pepper. To wystawa, w której najczęściej pomagam technicznie i nie mam czasu ani możliwości pokazywania własnych psów. Tym razem korzystając z tego, że peperkowa hodowczyni Kasia będzie wystawiała swoje psy postanowiłyśmy także zgłosić Pepper, by jeszcze w tym roku zamknąć jej championat weteranów. Dzięki temu ja mogłam zająć się pracą, a tego dnia Pepą zajęła się Kasia, która pokazała ją w obu ringach. Rezultat zdecydowanie przekroczył nasze oczekiwania, bo oprócz tytułów Zwycięzcy Weteranów i Najlepszego Weterana w Rasie, w ringu głównym dziewczyny wybiegały BEST IN SHOW Veteran! W naprawdę bezbłędnym występie, na który patrzyłam ze łzami w oczach, Pepper pokazała co to znaczy „umieć się wystawiać”. Tym wspaniałym zwycięstwem przypieczętowaliśmy zdobycie Championa Polski Weteranów.
Ta jesień zdecydowanie należała do Pepper – to ona kilka lat temu niemalże straciła życie w skutek ciągu błędnych decyzji weterynarzy i dzięki prawdziwemu cudowi (i niewyobrażalnej woli walki jej samej) udało jej się na tym świecie pozostać. Na koniec lata skończyła 8 lat i mogła wrócić tam, gdzie być po prostu uwielbia – na ring. Silna, energiczna, zdrowa i po prostu niesamowita, wróciła znowu błyszcząc jak najpiękniejszy diament. Pepper ma wszystko to czego chcemy od charcika – jest oddana, bystra, turbo socjalna, nieustraszona, a do tego piękna, z niesamowitym ruchem, charyzmą i wielką osobowością. Dobra, ma też to czego od charcika nie chcemy – drze paszczę jak oszalała kiedy czegoś chce, a Pepper chce dość często, ale wybaczaliśmy jej to jakoś przez 8 lat to i wybaczymy kolejne tyle ![]()
Nie wyobrażamy sobie scenariusza, w którym nie byłoby jej w naszej hodowlanej podróży (i kilka innych osób też, bo ich hodowle bazują na jej dzieciach i wnukach). Pepper nauczyła nas bardzo dużo, jej choroba mocno przeczołgała nas psychicznie, ale na pewno wzmocniła wiarę, by zawsze ufać intuicji. Jej pojawienie się na świecie na pewno jeszcze bardziej scementowało naszą przyjaźń z właścicielami hodowli „z Koloseum”, a za decyzję o kryciu ich suczki Briś naszym Duszkiem i tym samym pojawienie się Pepy w naszym życiu będziemy na zawsze wdzięczni. Ten wpis to hołd dla tej cudownej, srebrnej gwiazdy, może trochę z okazji jej wejścia w magiczny wiek weteranów, gdzie już nic nie trzeba, a wszystko po prostu można. To też wpis o tym, że warto realizować wspólne pomysły z innymi hodowcami, że miłość do rasy powinna przede wszystkim łączyć, a nie dzielić i że czasem bycie w drodze do osiągnięcia celu z kimś jest po prostu lepsze niż bycie samemu…
MAMY IMIONA I NOWE FOTKI
![]() | ![]() | ![]() |
Aura za oknem nie sprzyja niestety zdjęciom. Jest deszczowo, pochmurnie i po prostu ciemno, a to oznacza, że wkraczamy w sezon zdjęć w domu, za czym szczerze mówiąc, niezbyt przepadam. Mówi się trudno, zimę trzeba jakoś przeżyć, a nasze maluchy rosną z dnia na dzień i tradycyjnie trzeba uwiecznić ich rozwój i wszelkie zmiany. Z okazji wkroczenia w ósmy tydzień przedstawiamy oficjalnie te pięć malutkich indywidualności, które coraz bardziej pokazują nam swoją osobowość.
Jak wspominałam ostatnio, wybierając imiona inspirowaliśmy się jesiennym klimatem i tym co kojarzy nam się z czasem, gdy maluchy przyszły na świat. Największy z chłopaków to ten w odcieniu głębokiej, czystej szarości z miękką, gęstą sierścią (trochę jak zasłana mgłą łąka pełna miękkich pióropuszy traw), więc otrzymał imię Misty Meadow. Ten maluch wysuwa się na lidera w pewności siebie, jest stateczny, opanowany i cierpliwy.
Drugi z chłopaków to jeden z mniejszych maluchów w miocie, ozdobiony największym białym krawatem, delikatny, wrażliwy i emocjonalny. Na świat przyszedł już nad ranem i kojarzy nam się z malutką, ulotną kropelką porannej rosy przez co otrzymał imię Morning Dew.
Trzeci chłopak, którego od razu odróżniamy po kolorze to ten, który jest u nas nieczęstym i ciekawym przypadkiem. Jego umaszczenie to bardzo ciepła szarość, cała przypruszona złotym nalotem, który przywodzi na myśl słodki syrop klonowy, stąd też imię Maple Sugar wydało nam się po prostu idealne. Maple jest też bardzo uczuciowym maluchem, który najbardziej z całego rodzeństwa lgnie do człowieka (to też totalnie jak ten lepki klonowy syrop!).
Ostatni z chłopców – najmniejszy i najbardziej „inny” od rodzeństwa to nasz biszkoptowy słodziak. Urodził się totalnym mikruskiem jako jedno z naszych najmniejszych szczeniąt w historii, ale dzielnie walczył o nadgonienie tych strat. Ponieważ jest jaśniutki, a jego pyszczek zdobi ciemniejsza maska skojarzył nam się ze słynną pianką osmoloną przy jesiennym ognisku i tak dostał imię Marshmallow Smoked. W domu nazywamy go Pan Serduszko, bo to bardzo grzeczne, spokojne i przekochane szczenię, wszystkim ustępuje i nie miesza się w żadne „szczeniaczkowe awanturki”, do tego nasze dorosłe psy go po prostu uwielbiają.
Nad całą tą bandą chłopaków czuwa jedyna w ekipie suczka, wszędzie pierwsza, najmądrzejsza i najpewniejsza. Nie ustępuje braciom w bijatykach i wyścigach „kto pierwszy ukradnie z cudzej miski”. Jest wspaniałą i bystrą iskierką, o pięknym dymno-błękitnym umaszczeniu, przywodzącym na myśl takie typowe, jesienne niebo zasnute mlecznymi chmurami, dlatego na imię daliśmy jej Milky Sky.
Jeszcze w grudniu pierwsze maluchy wyruszą do nowych domów i mamy nadzieję, że przyniosą swoim ludziom co najmniej tyle radości i uśmiechu co dały nam!
PIĄTY TYDZIEŃ NASZYCH MALUCHÓW
Dzieciaki z miotu M3 właśnie wkroczyły w swój piąty tydzień życia. Przed nami przeprowadzka z zacisznej sypialni do pełnego bodźców salonu, czyli centrum naszego psio-ludzkiego życia. Wkroczyliśmy już z regularnymi, stałymi posiłkami i powiększyliśmy kojec, a to znacząco podkręciło tempo rozwoju maluchów. Patrząc jak szybko się zmieniają i jak aktywnie się bawią już czujemy, że po wyprowadzce z sypialni zacznie się prawdziwa „impreza”. Zrobiliśmy ostatnio kilka indywidualnych fotek i dopracowujemy już ostatnie imiona – inspirowane naturą, jesienią i wyjątkowym klimatem pory w jakiej pojawiły się na świecie.
DZIEWIĄTY TYDZIEŃ LUNARII
Nasza mała jedynaczka kończy właśnie 9 tygodni. Rośnie jak na drożdżach i rozwija się błyskawicznie. Jest bardzo socjalna, biega po całym domu i mimo, że chętnie zaczepia inne charciki to widać, że jest to jedynaczka, a jej główne zainteresowanie wzbudza człowiek. To może zwiastować doskonałą towarzyszkę codziennego życia i charcika skorego do nauki i współpracy. Lunaria jest niesamowicie pojętna i jest chyba jednym z najszybciej uczących się szczeniaków jakie mieliśmy. Zanim na dobre zrobi się zimno i nieprzyjemnie, staramy się regularnie zabierać małą na ogród, gdzie ćwiczymy noszenie obroży i ubranka. Za nami nawet pierwsze próby chodzenia na smyczy, a już za kilka dni czeka nas wyprawa na drugie szczepienie.
JESIENNE DZIECIAKI MELDUJĄ SIĘ NA POKŁADZIE
Tegorocznego miotu Aurorki nie mogliśmy się już doczekać. Na jej partnera wybraliśmy młodego Vienia, dla którego będzie to pierwszy miot w naszej hodowli co wywołuje jeszcze większą ekscytację. Rurka to subtelna suczka, pełna wdzięku i stonowana. Vieniu to żywioł – młody, silny i sprawny pies, o nieco niezależnym charakterze, chociaż chętnie współpracujący i szukający bliskości człowieka. Eksterierowo ta para świetnie się uzupełnia – Vieniu z długą, smukłą głową i szyją, o płynnych liniach i na nieco wyższych łapkach; Rureczka z pięknie wypełnionymi krągłościami i bardzo zwartą sylwetką. Na USG widzieliśmy 4 szczenięta, ale brzuszek na oko wyglądał nam na nieco większy i tak też przeczucia potwierdziły się w sobotnią noc, kiedy w niecałe 2.5 h na świecie pojawiła się fantastyczna piątka. Po tej parze spodziewaliśmy się szczeniąt o umaszczeniu izabel i szarości w przeróżnych odcieniach, co potwierdziło się z przewaga tych drugich. Na świat przyszły cztery pieski i jedna suczka, o wagach pomiędzy 160 a 189 g, z wyjątkiem maleńkiego, jasnego rodzyneczka o wadze 113 g, którego musieliśmy otoczyć specjalną opieką i pomóc mu jak najszybciej nadrobić straty do rodzeństwa. Rurka jak zawsze urodziła naturalnie, szybko i sprawnie, otaczając swoje maluszki troską i najlepszą opieką już od pierwszych chwil ich nowego życia.
Pierwszy chłopak – największy i najciemniejszy, na zdjęciach jego grafitowy odcień wygląda prawie jak czarny (bordowa obróżka). Drugi chłopak – na wzór swojego taty, typowo szary z cieplejszą poświatą (fioletowa obróżka). Trzeci chłopak o najcieplejszym odcieniu szarości a’la kawka z mlekiem. Mini chłopczyk w kolorze jaśniutkiego isabel z ledwie widoczną błękitną maską, a na końcu błękitna dziewczynka, która dostała malinową obróżkę. Teraz jemy, śpimy, rośniemy.
NOWY CHAMPION NA POKŁADZIE
Wczorajszy dzień spędziliśmy na Międzynarodowej Wystawie we Wrocławiu, gdzie wreszcie dopisała piękna pogoda. Do sędziego z Włoch zgłosiło się 19 charcików z 3 krajów, a my wystawiliśmy 4 nasze psy. Najmłodsza w stadzie Glossy otrzymała tytuł Najlepszego Młodszego Szczenięcia w Rasie i tym samym uzyskała swój pierwszy tytuł – Champion Polski Szczeniąt. Socjalizacyjnie zabraliśmy ze sobą też jej brata – Glitterka, który na wystawie był po raz pierwszy w życiu i chyba nawet trochę mu się podobało. W dorosłych klasach pokazałam Lungo i Tormentę, oboje wygrali swoje klasy (Lungo był I na 3, a Tormenta I na 2) i otrzymali CWC, a w porównaniach Res.CACIBy. Oboje pokazali się naprawdę pięknie – Lungo jeździ na wystawy często i jest już bardzo dobrze przygotowany, natomiast dla Tormenty była to dopiero trzecia „dorosła” wystawa i jestem dumna z tego jak pokazuje się w ruchu. Tormi na tej wystawie ukończyła też swoje uprawnienia hodowlane. Królową tej wystawy była dla mnie znowu weteranka… nie ma słów, żeby opisać jak wielką przyjemność daje mi pokazywanie naszych seniorów – Pepper daje z siebie w ringu 200%. Nadal ma energię, charyzmę, a ruchem wygrywa dla mnie z większością młodych psów pokazujących się teraz w ringach. W każdym jej geście widać czystą radość z tego, że jest podziwiana. Poza ringiem obsypano nas komplementami, a Pepper okrzyknięto „największą gwiazdą”, co było dla nas najlepszym podsumowaniem całej wystawy.
Ze względu na naszą małą jedynaczkę czekającą w domu i kilka innych okoliczności nie mogliśmy zostać na finałach, ale dzień odhaczam jako bardzo udany i zwieńczający nasze wszystkie plany na ten sezon.
Sędziował: Marco Marabotto
LUNARIA KOŃCZY 5 TYGODNI
Nasza jedynaczka skończyła ostatnio 5 tygodni i z tej okazji zaliczyła przeprowadzkę z cichej sypialni do serca naszego domu – salonu. Ten przesłodki, tłuściutki pulpet to bystre i odważne szczeniątko. Mimo, że wychowuje się bez rodzeństwa, od razu złapała świetny kontakt z dorosłymi charcikami i naszą kilkumiesięczną młodzieżą. Za sobą Lunarka ma już pierwsze wycieczki do ogrodu, gdzie w ciepłe dni pokazujemy jej życie „zewnętrzne”, a przed nią pierwsza wizyta u weterynarza na szczepienie i chipowanie. Z radością obserwujemy rozwój tego niesamowitego malucha i nie możemy się doczekać aż zacznie biegać swobodnie z resztą stadka.


































