Archiwum kategorii: NEWS

KOLEJNA WYSTAWA

Mimo, że w tym roku ze względu na mnóstwo innych zajęć nie planujemy spędzać na wystawach wielu weekendów to jednak chcemy, żeby nasze psy co jakiś czas pokazywały się w ringach i w miarę możliwości zdobywały kolejne tytuły. Przy okazji wystawy to dobra okazja by spotkać kynologicznych znajomych, poplotkować z hodowcami i spotkać swoje ukochane charcie dzieciaki, a także potomstwo naszych samców urodzone w innych hodowlach, których zwycięstwa cieszą jak te własne. W ostatnią niedzielę odwiedziłam zatem Krajową Wystawę w Zakrzowie i wystawiłam na niej trzech samców z młodszego pokolenia. Niespełna roczny Regis kolejny raz otrzymał Zwycięstwo Młodzieży i został Najlepszym Juniorem, a miłym zaskoczeniem było wejście do ścisłego finału podczas Junior BIS i uplasowanie się w finałowej ósemce wśród juniorów wszystkich ras. Olafek otrzymał kolejne CWC, jest już Championem Polski. Tego dnia najlepszym okazał się jednak znowu Bunny, który otrzymał CWC, został Najlepszym Psem w Rasie i Zwycięzcą Rasy, a na finałach został trzecim Najlepszym Chartem. Bunny na tej wystawie otrzymał ostatnią ocenę do uprawnień reproduktora, a teraz czekamy na czas konieczny do ukończenia dorosłego championatu. Na tej wystawie pokazywała się także córka naszego Shuffla – FREYA Ewradem, która wygrała klasę młodzieży i została Zwycięzcą Płci Przeciwnej. W ringu debiutowała też Novatica JUNGLE LEGEND, która także otrzymała ocenę doskonałą.
Sędziowali: Piotr Król, Maria Zasada, Marek Lewandowski
Zdjęcia: Skinnydog Blog

NOWOŚCI OD BALTICA

Od wielu lat w diecie naszych psów ważną rolę pełnią suplementy. Mimo, że często spotykam się z opinią, że przy stosowaniu pełnoporcjowych karm komercyjnych nie ma potrzeby stosowania dodatków żywieniowych to jednak wieloletnia praktyka i zdobyta w ostatnich latach wiedza oparta o najnowsze badania naukowe pokazują, że suplementy diety mogą znacząco wpływać na kondycję i zdrowie naszych psów bez względu na rodzaj stosowanej diety. Dla naszych psów wybieramy suplementy dobrej jakości, których skład i pochodzenie nie budzi żadnych wątpliwości. Stosujemy kilkanaście różnych dodatków do naszej standardowej, bazowej karmy, które sukcesywnie będziemy szerzej opisywać, a dziś przedstawiamy trzy nowości od Baltica, która powoli startuje ze swoimi własnymi suplementami.

Czystek – to naturalny suplement ziołowy, pochodzące z ekologicznych upraw mielone ziele czystka posiada silne właściwości antywirusowe, antybakteryjne i przeciwgrzybicze. Polecane jako urozmaicenie diety wspierające odporność psów osłabionych, borykających się z infekcjami górnych dróg oddechowych, przewlekłymi zapaleniami uszu, skóry, zakażeniami układu pokarmowego czy moczowego. Ziołowy zapach nie przeszkadza psom, dla wielu jest wręcz atrakcyjny smakowo. Czystek siwy dzięki wysokiej zawartości polifenoli, dodawany regularnie do pokarmu powoduje zmianę zapachu ciała naszego pupila czyniąc go mniej atrakcyjnym dla pasożytów zewnętrznych jak np. kleszcze czy komary, a także pomaga niwelować nieprzyjemny zapach z pyszczka.
Zgodnie z zaleceniami producenta powinniśmy jednak pamiętać, że ziele czystka nie zastąpi pełnej ochrony przeciw pasożytom.

Komu je podajemy? U nas w zasadzie wszystkim – od starszych szczeniąt (3-4 miesiąc) po weterany. Ponieważ mieszkamy na terenie, gdzie są jeszcze prawdziwe zimy i kleszczy jest u nas znacznie mniej niż w większości rejonów kraju to czystek podajemy naszym psom najczęściej od lutego do listopada.

Drożdże browarnicze – dodatek żywieniowy o bardzo atrakcyjnym dla psów smaku i zapachu. Drożdże browarnicze (Saccharomyces cerevisiae) są nieaktywne, ponieważ psom nie wolno podawać świeżych drożdży. Codzienna suplementacja wspiera trawienie (efekt prebiotyczny) i pobudza apetyt poprawiając smakowitość codziennej karmy, dzięki zawartości kompleksu witamin z grupy B i innych składników aktywnych znacząco wzmacnia odporność oraz poprawia kondycję skóry i sierści.

Komu podajemy? Wszystkim – ze względu na właściwości podnoszące odporność zaczynamy wprowadzać ten suplement już w okolicy trzeciego szczepienia (12 tygodni) i często dodajemy je także do wyprawek. Drożdże stosujemy u naszych charcików cały rok.

Dzika róża – pochodzące ze specjalnych upraw mielone owoce dzikiej róży to naturalne źródło szerokiego spektrum witamin: C, B1, B2, B3, A, E, K, które doskonale wpływają na wzmocnienie odporności oraz wspierają organizm w walce z infekcjami, alergiami, czy podczas problemów z układem moczowym. Owoce róży zawierają również substancję galaktolipidową (GOPO), którą z powodzeniem stosuje się w stanach zapalnych w obrębie aparatu ruchu oraz leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów. 

Komu podajemy? Dzika róża także należy u nas do stałych suplementów podawanych wszystkim, zaczynamy ją stosować już u nieco starszych szczeniąt. Zawarte w dzikiej róży witaminy znacząco poprawiają wchłanianie i przyswajanie suplementów wspomagających układ ruchu takich jak np. MSM, który także stosujemy u naszych charcików, dlatego ten suplement ogrywa naprawdę ważną rolę zarówno w diecie psów rosnących, aktywnych w „kwiecie wieku”, jak i staruszków.

Źródło: www.balticapets.pl

PIERWSZY MIESIĄC

Pierwszy miesiąc życia naszej kremowej piątki mija z prędkością światła. Te maluchy rozwijają się bardzo szybko na tle naszych dotychczasowych miotów, dlatego jeszcze zanim skończyły 4 tygodnie przeprowadziły się z naszej sypialni do salonu. Od dziś poznają nowe odgłosy i zapachy, mają już kontakt z pozostałymi naszymi psami (póki co tylko przez kratki kojca) i znacznie więcej miejsca do eksplorowania i pierwszych ćwiczeń fizycznych.

Od kilku dni oprócz mleka swojej mamy jedzą już także stałe posiłki, a niedługo czeka je pierwsza podróż samochodem. Z utęsknieniem czekamy aż przyjdzie do nas wiosna, żeby maluchy jak najszybciej mogły poznać dotyk trawy pod łapkami i nacieszyć się trochę słońcem.

NAJLEPSZY PREZENT

Poprzedniej nocy powitaliśmy nasz miot P2… Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego prezentu, ponieważ były to moje urodziny, a ja bardzo czekałam na suczkę, tak też w niezwykłych okolicznościach na świat przyszedł pierwszy i bardzo wyczekiwany miot naszego „oczka w głowie” – Ziri. Byliśmy przygotowani, że podobnie jak jej mama tak i Ziri będzie rodziła niewielkie mioty, dlatego nie zaskoczyło nas, gdy prawie w ogóle nie miała ciążowego brzuszka. Przy mało licznych miotach istnieje nieco większe ryzyko problemów przy porodzie, ale Ziri poradziła sobie idealnie – szybka akcja porodowa i po niecałej godzinie od wystąpienia pierwszych bóli szara kluseczka była już z nami. Na ojca wybraliśmy naszego niezawodnego Mastera i w zasadzie już od pierwszych miesięcy życia Ziri zakładaliśmy, że będą oni w przyszłości doskonałym połączeniem. Dziewczynka urodziła się dorodna i bardzo żywotna, z wagą urodzeniową typową dla tej linii (waży 213 g) i jest ciemno grafitowa, podobnie jak jej mama. Ziri wszystko robi zwykle z dużym poświęceniem i póki co tak samo zachowuje się w roli matki – jest bardzo przejęta i zaangażowana. Na dzień dzisiejszy suczka jest zarezerwowana.

KOLEJNE ZWYCIĘSTWO BUNNEGO

foto Tanana

W ubiegłą sobotę dwa z naszych charcików wzięły udział w Krajowej Wystawie w Świebodzicach, a ze względu na to, że była ona jubileuszowa, przyznawano na niej tzw. „duże” CWC. W klasie młodzieży debiutował nasz najmłodszy chłopak – Regis, który otrzymał Zwycięstwo Młodzieży, a następnie został Najlepszym Juniorem. Regis to pies o wielkiej osobowości i bardzo radosnym temperamencie, który niczego się nie boi, a fakt, że wystawa odbywała się na hali nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia, chłopak zaczepiał wszystkich, z dużymi chartami na czele i próbował wejść na ręce osobom pracującym na ringu. Tego dnia pani sędzia doceniła jego szlachetną głowę i doskonałe proporcje. Najlepszym w rasie okazał się jednak Bunny, który kolejny raz nie zawiódł mnie w czasie prezentacji. Sędzia podkreśliła, że urzeka ją jego łagodny wyraz, dobrej jakości szata i nienaganny ruch. Bunny otrzymał kolejne CWC, tytuł Najlepszego Psa i Zwycięstwo Rasy. W prezentacji obu chłopaków pomagała nam Kasia z Koloseum, dzięki czemu mogłam popatrzyć na nich z boku i obiektywnie ocenić jak się ruszają. Na tej samej wystawie Walentynka otrzymała ostatnie CWC i została nowym Championem Polski.
Sędzia: Anna Kochan

foto PIC PAW
foto Monika Milian

NOWY GADŻET

Właśnie spod maszyny wyjechały nowe pufki, tym razem sygnowane naszym logo. Legowiska szyjemy z wytrzymałego na drapanie materiału tapicerskiego, o strukturze zamszu i wypełniamy puszystą kulką silikonową. Można je wyprać w pralce na 30o lub 40o, w całości – 50 cm średnicy wchodzi bez problemu (nawet z zapasem) do standardowej pralki. Planujemy dołączać takie pufki do wyprawek testując czy sprawdzą się one także u innych właścicieli charcików. Dotychczas używaliśmy głównie śpiworków, ale o dziwo nie wszystkie charciki lubią do nich wchodzić, zatem pufka wydaje się dobrym pomysłem na alternatywne legowisko.

Nasze psy na noc chętnie zakopują się w kocyki i śpiwory. Potrzebowaliśmy jednak legowisk dziennych, najlepiej takich, które można wyprać w całości (niestety ściągane pokrowce nie sprawdziły się bo w mojej opinii poducha ze środka i tak przesiąkała nieprzyjemnymi zapachami, które pies czuje przecież dużo mocniej niż my), więc w razie wpadki z „podsikaniem” psy doskonale wiedziały, że wyprany został tylko pokrowiec 😉 Tak powstały nasze własne pufki, które po kilku miesiącach testowania uważamy za naprawdę fajny gadżet.

Żeby odróżnić je troszkę od tych wszystkich, które można spotkać na rynku postanowiliśmy dodać naszą własną sygnaturę. Na fali szczeniaczkowego szaleństwa jakie zapanowało w naszym domu powoli szykujemy już wyprawki dla najmłodszych dzieci, co zawsze sprawia nam mnóstwo radości.

NOWE LEKTURY

Ostatnie dni upłynęły nam na opiece nad maluchami. Długie wieczory spędzane nad kojcem postanowiłam wykorzystać na czytanie i tym razem dla odmiany zabrałam się za kilka książek o tematyce relacji człowieka z psem, które czekały na swoją kolej w mojej biblioteczce. Jako pierwszą wybrałam książkę Zosi i Piotrka Wojtków „W harmonii z psem”, która jest czymś więcej niż zwykłą lekturą, ale o tym na pewno napiszę jak już dokończę czytanie.

Częściowo przerobiłam już także prawie 400 stronnicową „Zrozumieć Psa” autorstwa Johna Bradshaw, w której poruszonych jest wiele ciekawych tematów przedstawionych z psiej perspektywy, gdzie obala się mit, że pies to „prawie wilk”. Dowiemy się wiele o tym jak pokochać psa biorąc pod uwagę jego emocje i naturalne predyspozycje.

Kolejne lektury to „Z miłości do psa” Patrici McConnell o analizie emocji psich i ludzkich na podstawie autentycznych przykładów oraz „Człowiek i Pies”, Christopha Jung i Danieli Portl, w której znajdziemy wiele informacji o historii powstawania relacji między naszymi dwoma gatunkami. Za te ostatnie pewnie zabiorę się dopiero przy kolejnym miocie 😉 Czytanie książek o psim zachowaniu i emocjach na pewno różni się znacznie od nauki o sprawach czysto biologicznych i technicznych. Każda lektura, a czasem poszczególne rozdziały w takich książkach skłaniają do refleksji i wielu przemyśleń, czasem analizuję je w głowie przez jeszcze wiele tygodni przekładając na własne doświadczenia i obserwując nasze stado. Tematyka psiej psychologii i studiowanie zachowań jest wciągająca i czasem bardzo poruszająca, dlatego ten rok z pewnością upłynie mi pod znakiem kształcenia się także w tym kierunku.

MALUCHY NA POKŁADZIE

Przedwczoraj na świat przyszedł nasz pierwszy tegoroczny miot. Saga, która jest silną, zwartą suczką o sportowej sylwetce nie miała specjalnie wielkiego brzucha, a ostatnie wykonane USG potwierdzało, że w brzuchu siedzą trzy maluchy. Ponieważ wynik takiego badania bywa naprawdę różny to zdarzały się momenty kiedy miałam wrażenie, że maluchów jest więcej – chociażby po ich ruchach, ale prawda jest taka, że pewność mamy dopiero, gdy po prostu szczenięta się urodzą, zatem cierpliwie czekaliśmy na rozwiązanie. Saga jako suczka z natury bardzo aktywna, do ostatniego dnia była bardzo sprawna, skoczna, biegała po ogrodzie i chętnie wychodziła na spacery, na pewno nie miała zamiaru ograniczać się w czasie ciąży. Sam poród przyszedł dość niespodziewanie i był naprawdę błyskawiczny, a z każdym szczeniakiem co kilkanaście minut nasze oczy otwierały się coraz szerzej, ponieważ Saga urodziła aż piątkę maluchów, w dodatku wszystkie kremowe. Tatą tego miotu jest nasz młody Olaf i oczywiście znając genotypy rodziców zakładaliśmy, że krem się pojawi, ale ta ilość była prawdziwym zaskoczeniem. Saga w roli mamy odnalazła się świetnie, jest troskliwa i doskonale reaguje na pierwsze potrzeby swoich dzieci. Miot jest wyrównany nie tylko kolorystycznie, ale też rozmiarowo – wagi urodzeniowe szczeniąt to od ok. 170 do 190 g. Dziś wszyscy mają się świetnie, dzieciaki są bardzo witalne i ładnie przybierają na wadze, a ich dzielna mama spokojnie odpoczywa. Wśród naszej niespodziankowej piątki mamy 2 chłopców oraz 3 dziewczynki i na ten moment wszystkie maluchy są zarezerwowane.

WSZYSTKO O ALGACH

W diecie naszych charcików od wielu lat stosujemy preparaty z alg znane ze swoich szerokich właściwości prozdrowotnych i określane mianem „superfood”. Na rynku pojawia się coraz więcej tego typu preparatów, a ja już jakiś czas temu zaczęłam szukać informacji na temat różnic i konkretnych zastosowań każdego z nich. Ostatnio nasza ulubiona marka Holista wypuściła nowe produkty, które koniecznie musieliśmy wziąć pod lupę i oczywiście przetestować.

Dzięki konsultacji z dietetykiem marki powstał także krótki artykuł o tym jakie są różnice między chlorellą, spiruliną i algą morską (Ascophyllum nodosum), ponieważ mimo podobieństw nie są one stosowane zamiennie.

Czym się różnią między sobą spirulina, algi morskie i chlorella?
Aby dobrze zrozumieć różnice, musisz wiedzieć, że algi dzielimy ze względu na ich rozmiary – makroglony (algi makroskopowe) oraz mikroalgi (algi mikroskopowe).
Makroglony to już złożone organizmy wielokomórkowe, które rosną w środowiskach morskich. Mikroalgi to organizmy jednokomórkowe, które mają zdolność wzrostu w różnych warunkach środowiskowych. Niebiesko-zielone algi to mikroalgi; są one również nazywane sinicami ze
względu na ich typ komórek prokariotycznych. Są one najstarszymi formami życia na Ziemi i odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu równowagi ekosystemów wodnych. Spirulinę powinniśmy więc określać mianem cyjanobakterii, a nie algi, ponieważ spirulina należy do innej grupy organizmów niż algi.

CHLORELLA to gatunek zielonej algi, który jest bogaty w chlorofil, białka, witaminy A, C i K, minerały oraz antyoksydanty. Chlorofil ma właściwości detoksykujące i może pomóc w oczyszczeniu organizmu z toksyn. Charakteryzuje się doskonałym profilem odżywczym: ma wysoką zawartość białka (do 60%) a także jest bogata w witaminy z grupy B. To właśnie chlorelli zawdzięczamy naturalny pigment, który jest stosowany w celach zdrowotnych, kosmetycznych i spożywczych. Ma ona także właściwości pochłaniania metali ciężkich, powinna być więc spożywana przez zwierzęta (i ludzi), ponieważ żyjemy w coraz bardziej zatrutym środowisku. Nie jest źródłem jodu w diecie i może być stosowana u psów z nadczynnością tarczycy.

Poza właściwościami oczyszczającymi organizm chlorella bogata w chlorofil stosowana regularnie wykazuje także właściwości neutralizujące nieprzyjemny zapach skóry oraz z pyszczka.

SPIRULINA jest wielokomórkową cyjanobakterią, która ma długi, walcowaty kształt. Spirulina rośnie w ciepłych wodach zarówno słodkich jak i słonych na całym świecie. Zawiera ona dużo białka, witaminę A, ważną w profilaktyce chorób oczu; witaminy z grupy B w tym witamina B12, która prawie nigdy nie występuje w roślinach. Jest świetnym źródłem magnezu, ale także żelaza, potasu, wapnia, miedzi i manganu. Spirulina może pomóc we wzmocnieniu układu odpornościowego, redukcji stanów zapalnych, poprawie trawienia oraz zmniejszeniu ryzyka chorób serca i chorób nowotworowych. Polecana także w okresie zwiększonego obciążenia organizmu i intensywnych treningów. Wykazuje działanie przeciwhistaminowe, które wpływa na zmniejszenie reakcji alergicznych. Podobnie jak chlorella – nie jest źródłem jodu w diecie.

Spirulina to jeden z naszych obowiązkowych supli kiedy przygotowujemy się na nadejście wiosny. Wtedy to wspomaga regenerację i wymianę okrywy włosowej oraz wspiera psy w pierwszych tygodniach powrotu do wzmożonej aktywności fizycznej. Stosujemy ją także u naszych suczek w okresie ciąży i karmienia, a także całorocznie u psów z większymi tendencjami do alergii czy nietolerancji.

ALGI MORSKIE Ascophyllum nodosum to gatunek brązowej algi, który jest bogaty w jod, potas, magnez, żelazo, wapń i błonnik. Mają wiele właściwości zdrowotnych dla zwierząt, w tym wspomagają pracę tarczycy (jod) przez co pozwala układowi hormonalnemu i odpornościowemu na prawidłowe funkcjonowanie. Algi wspierają doskonałą kondycję skóry i sierści, wysycają pigment włosa, mają pozytywny wpływ na układ trawienia, a nawet poprawiają wskaźniki rozrodcze. Należy pamiętać o dokładnym dawkowaniu, aby nadmiar jodu nie doprowadził do żywieniowej nadczynności tarczycy.

Ponieważ badania wykazują, że algi morskie mają pozytywny wpływ na stan zdrowia jamy ustnej – zmniejszają gromadzenie się płytki nazębnej i kamienia to używamy ich w ramach profilaktyki i wspomagania higieny uzębienia naszych charcików.

Wszystkie te preparaty kryją w sobie bogactwo cennych składników odżywczych, minerałów i witamin, stymulują układ immunologiczny, a ich regularne stosowanie wspomaga psie organizmy w zdrowym i harmonijnym funkcjonowaniu. Mogą być stosowane w każdej diecie, nawet jeśli karmicie swoje charciki suchą karmą (która teoretycznie jest już zbilansowana). My nie wyobrażamy już sobie braku dodatków żywieniowych w diecie naszych psów.

Źródło: www.holista.pl

ZDANIEM WETA #2 PASOŻYTY ZEWNĘTRZNE

Dziś pora na drugą część rozmów o naszych niechcianych lokatorach. Zbliża sią wiosna i czas szczególnie zastanowić się nad zabezpieczeniem naszych charcików przed pasożytami, które już niebawem zaatakują z każdej mijanej kępki trawy. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach nasze psy narażone są na „atak” cały rok i w każdym środowisku dlatego też Paulina przygotowała dla nas trochę informacji, by zaznajomić nas z wrogiem i dowiedzieć się jak z nim walczyć.

ZDANIEM WETA

W zasadzie, to pozostajemy w temacie robali. Były robale w przewodzie pokarmowym (nie ruszaliśmy robali płucnych, sercowych, pasożytów krwi i w ogóle, ale tak, one istnieją i fajnie jest jak gdzieś tam coś się nam obije o uszy), ale dzisiaj czas na robale NA psie. Robaki na psie, czyli pasożyty zewnętrzne powinny być trochę prostsze i trochę mniej science fiction niż robale w środku. Słowo „powinny” jest tutaj dość kluczowe, bo jak pokazuje moje doświadczenie to nie każdy wierzy w to, że jego piesek może złapać pchełkę, czy kleszcza. Innego wszoła, świerzb, nużeńca (no dobra, ten nużeniec to trochę inna bajka, ale o tym zaraz). Bo to, że pies sąsiada może mieć, to ło pani, pewno, że ma!

Zacznijmy od podstaw – każdy pies ma możliwość złapania pchły, kleszcza, wszoła też.
Ze świerzbem już jest trochę ciężej. Najbardziej warte podkreślenia jest tutaj to, że tak samo jak z pasożytami jelit, tak i pasożyty zewnętrzne możemy przynieść psu my sami, osobiście. Na spodniach, płaszczach, sznurówkach, choince (!) itd. Nie oznacza to oczywiście, że mamy wszyscy już zaraz wpadać w paranoję. Ale budujemy świadomość tego, że takie rzeczy się zdarzają. Nie mamy na to wpływu, nic z tym nie zrobimy. Zresztą, klientka opowiadała mi, jak kiedyś sobie choinkę do domu przyniosła. Choinka postała chwilę w cieple i rozpełzło się z niej stado kleszczy. No i co zrobić? No nic, pogodzić się z losem.
I o ile jeszcze standardowemu właścicielowi ten kleszcz to jakoś jeszcze przejdzie przez myśl, o tyle pchła?! No gdzie, przecież pies śpi z nami w łóżku, nie ma kontaktu z psami, kotami i innym paskudztwem. Serio, każdy pies może mieć pchłę. I warto to zaakceptować. Im szybciej, tym znacząco lepiej.

PCHŁY
Nie będę nikogo raczyć nazwami łacińskimi, cyklem rozwojowym i innym takim. Najważniejsze rzeczy dotyczące tych małych plugawych żyjątek

  • Pchła NIE żyje na psie. Pchła żyje w otoczeniu, pod dywanem, w sianie/słomie, pod deskami budy, pod wykładziną… itp. Jak widzisz pchłę na psie, to ona właśnie się posila. Skacze na psa, gryzie go w dupsko (czy inne miejsce na ciele, ale z reguły okolica zadka jest spoko), zeskakuje, rozmnaża się i tak w kółko. Znaczy aż do śmierci.
  • Pchła NIE lubi człowieka. Serio, to nie tak, że jak pies ma pchły, to one od razu będą gryzły człowieka. One nas nie lubią, więc jak mają do dyspozycji psa, czy kota, jesteśmy nieatrakcyjni.
  • Pchła może przenosić tasiemca. I to już jest raczej na pewno bardzo mało zabawne. Ja wiem, że każdemu się wydaje, że no jakby połknięcie pchły nie jest łatwe. Skoro gdzieś są ludzie, którzy policzyli, ile zjadamy pająków (FUJ!) w ciągu życia, to nie wierzę, że nie zjemy pchełki. Pchełki, która skacze, jest malutka i może tam wpaść przypadkiem.
  • Niestety istnieją zwierzęta o znacznej nadwrażliwości na ukąszenie takiej pchełki. Wystarczy jedna, jedyna pojedyncza, która posili się na naszym zwierzu i zwierz ten zaczyna intensywnie się gryźć, wydrapywać itp. W zasadzie to zachowuje się jak my, po pogryzieniu przez komary. Stan taki nazywamy APZS (tj. alergiczne pchle zapalenie skóry). I jest to uciążliwe dla psa.

KLESZCZE
Mamy ich na terenie kraju kilka gatunków. Różnią się wyglądem i miejscem występowania.

  • Ustalmy najważniejsze i podkreślmy to sobie – KLESZCZE zabijają nam psy. Zabijają moich pacjentów. Zabijają dlatego, że czasem właściciel psa czeka za długo; zabijają dlatego, że czasem objawy choroby są wybitnie atypowe; zabijają czasem mimo szybkiej reakcji właściciela, szybkiego rozpoznania oraz dołożenia wszelkich starań. Z tym dziadostwem nie ma żartów.
  • Rzecz jasna, żeby kleszcz zabił sam z siebie to nie jest proste. Jednakże, kleszcze przenoszą wiele chorób: babeszjoza, anaplazmoza, erlichioza, borelioza (TAK! Borelioza też może występować u psów! A babeszjoza to nie to samo, co borelioza).
  • Kleszcz potrzebuje różną ilość czasu, żeby zarazić naszego psa. W zależności od tego, którym cholerstwem zarażony jest kleszcz, czas ten może się różnić. Autorzy podają czasy od 24-48h żerowania.
  • Kleszcz w teorii wybiera sobie miejsca o cienkiej skórze do wbicia się – pachwiny, pachy itp. W praktyce wyjmowałam kleszcze z: moszny, przestrzeni międzypalcowych, spodniej części ogona, odbytu, sromu i całego ciała. Za to w internetach można znaleźć kleszcze na dziąsłach, w uszach, itp.
  • W naszych obecnych warunkach pogodowych w kraju (tj. zimy raczej dość ciepłe; dużo słońca; ujemne temperatury po 2-3 dni) kleszcze są przez cały rok. Nie idą spać. I jeśli Wasz lekarz o tym mówi, to naprawdę nie chce zbić na Was kasy. W tajemnicy Wam powiem, że stanowczo więcej zarabia się na leczeniu niż profilaktyce. Ale ćśśśś. Żeby się nie wydało.

NUŻEŃCE
Nużeniec to taki trochę mój ulubiony pasożyt skóry psów (a ja w dermatologię to tak nie za zbytnio).

  • Najważniejsze, co musicie wiedzieć o nużeńcu to fakt, że wszystkie psy go mają. To taki ich kompan, kolega, komensal, żyje sobie i… jest fajny. Cudownie wygląda pod mikroskopem, jest takim uroczym robaszkiem z łapkami. W ogóle mega ciężko go u zdrowego psa znaleźć (u chorego czasem też).
  • Skąd więc ta „jazda” na leczenie nużycy? Nużeniec jest trochę jak Escherichia coli (to te super miłe bakterie w okrężnicy). Dopóki organizm jest zdrowy, to ich populacja jest na odpowiednim poziomie i wszyscy żyją w zgodzie, nie dając objawów. Jednakże przy: spadku odporności, niedoczynności tarczycy, stresie itd. nużeniec może się trochę rozhulać (jak studenci na Juwenaliach). Mnożą się i zaczynają dawać objawy.
  • Nużyca NIE JEST zaraźliwa dla innych psów.
  • Nużyca NIE swędzi, ale swędzą powikłania.
  • Najgorsza forma nużycy to postać uogólniona. Najcięższa do leczenia, najbardziej upierdliwa dla psa.

ŚWIERZBOWIEC

  • jest obrzydliwy, paskudny, wredny, wygląda jeszcze gorzej… i niestety jest ZARAŹLIWY. To ważne. W zasadzie przy jednym psie ze świerzbowcem w domu możemy spokojnie zacząć leczenie całego stada.
  • Swędzi! Swędzi na tyle intensywnie, że w krótkim czasie dochodzi do nadkażeń bakteryjnych skóry. Iii tak w kółko.

To rzecz jasna nie wszystkie pasożyty skóry psów, ale już widzę, że wychodzi za długo na krótką notkę, a że temat średnio przyjemny (no nie lubię dziadostwa, bo mnie potem wszystko swędzi) to zacznę się zbierać do tematów ważnych i ważniejszych.

DIAGNOSTYKA
Chyba najważniejsze do podkreślenia jest tutaj, że diagnostyka WSZYSTKICH schorzeń dermatologicznych jest: długa, mozolna, kosztowna, czasem wymaga wielu wyrzeczeń zarówno od psa, jak i od nas. Dotyczy to skrótowo wszystkich schorzeń, nie tylko o obecności jaśnie państwa wymienionych powyżej. Z najprostszych możliwości diagnostycznych w kierunku pasożytów zewnętrznych należy pamiętać:

  • o oględzinach → oględziny skóry dają nam w wypadku pasożytów niezmiernie dużo. Zaobserwować możemy zarówno bezpośrednią obecność pchły lub kleszcza, ale i kał pcheł, miejsce występowania wykwitów skórnych, łuszczącej skóry itp. Bez oglądania, które jest podstawową częścią badania klinicznego NIE ma wizyty.
  • Tzw. scotch test → test z taśmą klejącą. Brzmi może głupio, ale jeśli Wasz lekarz bierze do ręki taśmę klejącą, nie oznacza, że zwariował. Do taśmy przykleja się materiał, który można zbadać pod mikroskopem.
  • Test bibułowy → to też taki bardzo prosty i bardzo tani test (który zresztą możecie zrobić sami w domu). Kał pcheł ciężko jest na pierwszy rzut oka rozróżnić od zwykłego brudu. Test bibułowy to po prostu przetarcie/zebranie wilgotnym białym papierem tych małych grudek. Kał pcheł spowoduje zabarwienie papieru na ciemnoczerwono/brązowo, jako że stworzony jest głównie z krwi.
  • Test z wyczesywaniem → gęstym grzebieniem przeczesując sierść można łatwiej „wyłowić” obecne w danym momencie pchły, czy wszoły na psie.
  • Zeskrobina → tutaj czasami też można dostać zawału, kiedy do żywego, przytomnego psa Wasz lekarz podchodzi z ostrzem od skalpela. Zeskrobinę z reguły pobiera się z pogranicza skóry zdrowej i chorej. Najczęściej pobieramy zeskrobinę do uzyskania tzw. pierwszej kropli krwi. Jej pobieranie nie boli. Owszem, jeśli pies jest panikarzem, to należy go dobrze przytrzymać przez tych kilka sekund. Pozwala znaleźć nużeńce oraz świerzbowce.

Przy diagnostyce dermatologicznej ogólnie wykonuje się również badanie cytologiczne, czasem testy alergiczne, itd. Ale dzisiaj już nie będziemy się na tym skupiać.

ZAPOBIEGANIE I LECZENIE
Dochodzimy do tej części, w której czuję się najlepiej. Z oczywistych względów, nie będę się posługiwać nazwami handlowymi preparatów (nadal żadna firma farmaceutyczna nie chce dać mi biletu na wakacje do ciepłych krajów). Należy pamiętać, że możliwości terapeutyczne ZAWSZE dobiera Wasz lekarz, ten który OBEJRZAŁ zwierzę. Jeśli ktoś stawia Wam diagnozę na podstawie zdjęcia, mówiąc o nużycy, alergii, alopecji, grzybicy, podrażnieniu po szamponie itd. itp. to jest co najmniej nieodpowiedzialny. A jeśli jeszcze mówi Wam, czym to leczyć… Nie ma diagnozy bez wywiadu klinicznego, oglądania, omacywania, osłuchiwania, opukiwania (czyli części badania klinicznego). A badania dodatkowe (mikroskopowe, RTG, USG, krwi, moczu itp.) to są, jak nazwa wskazuje DODATKOWE.

Zapobieganie często łączy się z leczeniem, pod warunkiem użycia odpowiednich preparatów. I podanie „czegoś na kleszcze” może wykluczyć nam wszystkie możliwości naraz, a może zabezpieczyć tylko od pcheł i kleszczy. Oczywiście NIE MA środka idealnego. Obroża musi ściśle przylegać do skóry, krople muszą dobrze „współpracować” ze skórą psa, plus pies dwa dni przed i po nie mogą zmoknąć, tabletki podawane są ogólnoustrojowo (i nie każdy pies chce je chapnąć).

OBROŻE – ich zadaniem jest przede wszystkim ODSTRASZANIE, a w drugiej kolejności ZABIJANIE pcheł i kleszczy. Często działają też odstraszająco na meszki, komary, muchy. Wyróżniamy te zawierające:

  • olejki eteryczne → na pewno „ładnie śmierdzą”, ale ich działanie jest wątpliwe. Pewnie nie zaszkodzą, ale czy pomogą… Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak nawiedzone babsko, które nie wierzy w nic naturalnego. Ja wierzę. Miałam kiedyś cudowny spray dla koni odstraszający owady. I psikałam nim konie, siebie, psy i działało miód malina. Ale ustalmy, że olejki eteryczne (te w kroplach na skórę również) nie wystarczą jeśli mieszkacie na terenie obfitującym w kleszcze, to może się źle skończyć, jeśli olejek będzie jedynym zabezpieczeniem.
  • substancje chemiczne → rodzajów jest kilka, część wodoodporna, część nie, niektóre działają ponad pół roku, inne 5 miesięcy, nie ma znaczenia. Obroża musi być dobrze założona (tj. ściśle przy szyi – jeśli wisi jak łańcuch, to się nie sprawdzi). Dwa – dobrze jeśli pies nie śpi wtedy z właścicielem. Trzy – może powodować miejscowe reakcje alergiczne. Cztery – bardzo ważne – obroża z deltametryną może uszkodzić Wam KOTA jeśli go macie. Na pewno podstawową zaletą obroży jest fakt, że działa długo, łatwo o niej pamiętać, jest stosunkowo tania (w przeliczeniu na ilość miesięcy, które działa).

KROPLE – ich zadanie i działanie jest podobne jak obroży (z wyłączeniem jednych, o których zaraz). I tutaj znowu wyróżnienie:

  • zawierające olejki eteryczne → działanie podobnie jak w obrożach
  • jednoskładnikowe → z reguły zawierające sam fipronil. O ile kiedyś fipronil był skuteczny, o tyle obecnie obserwujemy raczej stanowcze zmniejszenie skuteczności kropli na fipronilu
  • wieloskładnikowe → ich jest obecnych tyle na rynku, że jakby ktoś się postarał, to można o tym pisać doktorat. Które są dobre? Takie, które u naszego konkretnego psa działają, nie dają reakcji miejscowych i… Nie zabiją nam ewentualnych innych domowników (tak, znowu te nieszczęsne koty). Raz na zawsze warto sobie wpoić, że jeśli na kroplach jest napisane „nie używać u kotów” to znaczy nie lać NA kota, ale i uważać, jeśli lejemy je na psa. Te z reguły są przeznaczone do ochrony przed pchłami i kleszczami
  • wieloskładnikowe z komponentami odrobaczającymi → tu się zaczynają schody. O ile tego typu krople mogą tłuc robale jelitowe, sercowe, nużeńca, świerzbowca, tłuką pchły, ale NIE tłuką kleszczy. Dlatego czasem bardzo ważne jest podkreślenie, czego oczekujemy od preparatu. Tak po ludzku – nie istnieją (wedle mojej wiedzy) na obecny dzień krople przeznaczone dla psów, które działają „na wszystko”.

TABLETKI – tabletki mają za zadanie zabijać pchły i kleszcze. Nie mają działania odstraszającego. W ich skład wchodzą substancje z grupy IZOKSAZOLIN.

Akurat o tabletkach wspominałam w poprzednim tekście, przy okazji robali, więc wiemy już wszyscy, że tabletki mamy takie, które działają tylko na pchłokleszcze oraz te, które działają jeszcze na robale wewnętrzne. Ich główną wadą jest brak działania odstraszającego oraz konieczność rozpoczęcia żerowania na zwierzęciu, aby substancja zaczęła porażać układ ssący pasożyta, doprowadzając do jego śmierci. Tabletki łączone NIE WSZYSTKIE działają na nużeńca, czy świerzbowca, więc jeśli podejrzewacie problem, to warto czasem wyjątkowo nie ułatwiać sobie życia.

Dookoła tabletek narosło wiele historii – że zabijają, powodują padaczkę, sraczkę. Musimy sobie w tym miejscu po raz kolejny podkreślić jedno: KAŻDA substancja może wywołać działania niepożądane. Mój prywatny pies kiedyś puścił pawia po kroplach na kleszcze, które dostawał od lat (nie, nie podałam ich do paszczy; nie wylizał ich). Miałam jeszcze wspomnieć o tych kroplach, które nie mają działania odstraszającego – są to krople o identycznej nazwie jak najdłużej działająca tabletka przeciwko kleszczom. W skład obu preparatów wchodzi FLURALANER. Trochę inaczej się wchłaniają – działają dokładnie tak samo. Odkąd mamy izoksazoliny problemy nużycy, świerzbowców stanowczo się zmniejszyły. Czasami u pacjentów niewspółpracujących, u których podejrzenie któregoś z tych problemów jest duże jak najbardziej zdarza nam się (albo żeby się nikt z moich kolegów/koleżanek po fachu nie poczuł urażony – mi się zdarza) podawać izoksazoliny w ciemno. Dlaczego? Jeśli pies, który chce mnie zeżreć jak na niego patrzę lub jest tak przerażony, że dygocze przy próbie rozchylenia skóry to mniejszym złem jest podać mu lek diagnostycznie, niż walczyć z psem i przytrzymywać go na siłę albo sedować do pobrania zeskrobiny.

A co Paulina stosuje na własnych zwierzakach?
Moje psy dostają tabletki na kleszcze. Kiedyś też nie byłam przekonana, jednak praca na Mazowszu oraz przygarnięcie Sir Kicika do domu spowodowało, że musiałam wybrać formę ochrony bezpieczną dla wszystkich. U nas obroże odpadają, bo chłopcy śpią ze mną; większość kropli, które sprawdzały mi się na charcikach zawiera permetrynę (a ta, przypominam jest MEGA toksyczna dla kotów i może je zabić); zostały mi więc tabletki. I odpukać… Jeszcze nic się po nich nie dzieje.

W tym miejscu wspomnimy krótko o tym jak sprawa wygląda w naszej hodowli. Jak dotąd udało nam się uniknąć pcheł, mimo, że można je przywlec w zasadzie z każdej wystawy to stosowane preparaty skutecznie nas przed tym uchroniły i tu przejdźmy do kwestii zabezpieczania. Przede wszystkim mamy ogromne szczęście mieszkać w okolicy, gdzie kleszczy jest naprawdę o wiele mniej niż w innych rejonach naszego kraju. Zimy są u nas z reguły dość solidne, mamy mrozy i mamy śniegi dlatego na ochronie skupiamy się głównie od wiosny do jesieni. W naszym terenie wystarczającym jest zabezpieczenie kroplami – ze swojej strony polecam skonsultować się np. z hodowcą swojego psa, ponieważ u charcika niektóre krople mocno podrażniają skórę i uszy (powodują trzepanie głową nawet przez kilka dni od podania), a hodowca może po prostu lepiej orientować się co działa a co „szkodzi” u psów w jego liniach. U nas sprawdzają się krople z fipronilem takie jak Controline, Fiprex czy Sabunol. Nie sprawdziły się obroże – charciki przytulają się do naszych twarzy i często z nami śpią, poza tym dbamy o dobrą jakość szaty na ich delikatnych szyjach, a obroża lubi wytrzeć nieco sierść. Profilaktycznie podajemy naszym psom czystek, używamy też olejków eterycznych przy wyjściach do lasu, sadzimy rośliny odstraszające niechcianych lokatorów w naszym ogrodzie, ale umówmy się – są to działania dodatkowe i absolutnie nie polecę stosowania wyłącznie takich metod, bo nie chcę mieć żadnego psa na sumieniu. Swoim hodowlanym dzieciom, które poszły w świat zawsze rekomenduję stosowanie środków dobranych do miejsca, gdzie pies żyje. Naszym tipem jest prócz odpowiedniego zabezpieczenia po prostu oglądanie psa zaraz po spacerze. Charcik ma przewagę nad innymi psami w postaci delikatnej i przylegającej sierści, na której nic się nie ukryje, dlatego przejrzenie psa czy nawet przeczesanie gumową szczotką (lub taką z włosia) nie będzie ani czasochłonne, ani specjalnie trudne, natomiast może zaoszczędzić nam wielu nieprzyjemności. Podobnie sprawa ma się z wczesnym wykryciem wbitego kleszcza, przeglądanie psa pomoże nam to zauważyć i szybko zareagować. W naszej psiej apteczce zawsze leżą szczypce do wyciągania kleszczy, mimo, że niezmiernie rzadko po nie sięgamy to jednak warto je mieć w zanadrzu.

Jeśli chodzi o inne pasożyty to u charcika na pewno wiele razy spotykam się z tzw. nużycą młodzieńczą. Jak już wspominała Paula, nużeniec żyje na każdym psie, ale namnaża się dopiero, gdy spada odporność, co często dzieje się u psów młodych. Szczepienia, odrobaczenia, wymiana zębów, intensywny wzrost i ogólne rozchwianie rozwijającego się organizmu to świetna okazja do tego by małego charcika przyatakować. Objawia się to początkowo przez powstawanie małych plamek przerzedzonej sierści, wyglądającej jak jaśniejsze ciapki, sierść staje się tam jakby „wygryziona”, czasem pojawiają się zaczerwienienia i strupki. Najlepiej reagować dość szybko, weterynarz pobierze zeskrobinę i jeśli potwierdzi nasze przypuszczenia to zaleci zastosowanie odpowiedniego preparatu. U nas sprawdzają się te w kroplach i już po ok. 2 tygodniach sierść zaczyna odrastać.

Ponieważ przy okazji omawiania tematu pasożytów wspominałam Paulinie o różnych innych problemach takich jak, np. dziwne „placki”, przełysienia, krosty i inne odczyny na skórze to z pewnością pokusimy się o kolejny tekst, gdzie Paulina opowie w skrócie dlaczego NIE diagnozujemy psa po zdjęciu, dlaczego przy wizycie skórnej lub usznej „sprawdzamy dupkę” oraz dlaczego odpowiedź na pytanie „Co pies je?” z reguły frustruje.