W jeden z minionych weekendów zaliczyliśmy prawdziwy maraton wydarzeń – w sobotę o świcie wyruszyłam na krajową wystawę do Gniazdowa (organizowaną przez O/Będzin), na której pokazałam Sida (Novatica OBSIDIAN FOR KOLOSEUM, na co dzień mieszka z Kasią i Miłoszem, swoimi współwłaścicielami). Można powiedzieć, że poszło perfekcyjnie, bo sędzia Nedim Šuta wybrał Sidka na Zwycięzcę Młodzieży, Najlepszego Juniora i Zwycięzcę Rasy. Po zejściu z ringu już czekała na mnie wiadomość, że w domu zaczyna się poród (o jakieś 3 dni wcześniej niż było wyznaczone)… Mimo, że charciki zostały pod opieką mojego męża, to nie miałam już za bardzo głowy do czekania kilku kolejnych godzin na finały. Po powrocie do domu okazało się, że Mucha na mnie czeka i tak po około pół godziny pojawił się pierwszy maluszek. Poród zakończył się wieczorem, a ja wzięłam się za przygotowanie do kolejnego wyjazdu. Po niemalże bezsennej nocy, która upłynęła na doglądaniu naszych noworodków nastąpiła brutalna pobudka, ponieważ czekała mnie wycieczka na międzynarodową wystawę do Babimostu. Na tej wystawie Sid pokazał się już z Kasią, otrzymał ostatnią ocenę do uprawnień hodowlanych i choć tego dnia nie odniósł spektakularnych sukcesów to plan, by stał się reproduktorem został wykonany. W klasie pośredniej poszalał natomiast Ptyś (Novatica MOONLIGHT SHADOW), który mieszka z Bogusią i Przemkiem, swoimi współwłaścicielami. Tego dnia debiutował w dorosłej klasie wygrywając ze starszym konkurentem CWC, w porównaniu został także Najlepszym Psem otrzymując CACIB, a ostatecznie także Zwycięstwo Płci Przeciwnej za ukraińską suczką, która wygrała rasę. Zjawienie się na tej wystawie suczki właśnie z tamtych stron nie było przypadkiem, ale jednym z głównych powodów naszego szalonego maratonu. Spotkaliśmy się bowiem z Lesią, znaną hodowczynią prowadzącą hodowlę from Emerald Galaxy i naszą wieloletnią już koleżanką po fachu, która przebyła ponad 1000 km by odebrać swój nowy skarb. W ręce Lesii powierzyliśmy ostatnie ze szczeniąt z kremowego miotu T2 – Tangerinę. Na to spotkanie musieliśmy czekać dość długo, ale mamy nadzieję, że było warto. O współpracy z Lesią rozmawialiśmy już kilka lat, niestety wybuch wojny pokrzyżował wszelkie nasze plany i wszyscy musieliśmy czekać na odpowiedni moment, by kontynuować nasze zamierzenia. To był naprawdę szalony weekend, pełen przeróżnych emocji i bardzo wyczerpujący, ale tak czasem właśnie wygląda życie hodowcy. Na ten moment był to ostatni urodzony wiosenny miot, a jeśli chodzi o wystawy to w nadchodzącym miesiącu odwiedzimy podwójną międzynarodówkę w Bytomiu oraz podwójną krajówkę w Jeleniej Górze, a może też i Szczecin.


